Jak zginął Jurij Gagarin

Reklama

Nie miał prawa jazdy, nie umiał zachować się przy stole i śmiertelnie bał się lotu w kosmos. Jednak Jurij Gagarin musiał grać rolę nieustraszonego bohatera Związku Radzieckiego. Władze ZSRR nie chcąc stracić wielkiej gwiazdy, postanowiły trzymać Gagarina jak najdalej od kosmosu. Pozwolono mu za to testować nowe migi. 27 marca 1968 roku usiadł za sterami odrzutowca po raz ostatni.

„Czasem ludzie potykają się na ziemi i łamią karki. Coś może wydarzyć się i tutaj...”

Tuż przed startem w kosmos Jurij Gagarin miał niezłego pietra. W liście do żony pisał: „Mam nadzieję, że nigdy nie przeczytasz tych słów, ale czasem ludzie potykają się na ziemi i łamią karki. Coś może wydarzyć się i tutaj…”. To był list pożegnalny. Gagarin słyszał o wcześniejszych niepowodzeniach programu kosmicznego, o katastrofach pierwszych rakiet. Doskonale wiedział, że jest królikiem doświadczalnym, że gdyby misja się nie powiodła, o jego śmierci nikt się nie dowie.

12 kwietnia 1961 roku, pół wieku temu, Gagarin poleciał w kosmos. Był pierwszym człowiekiem, który tego dokonał. Dla obywateli Związku Radzieckiego stał się niekwestionowanym bohaterem. I takim też miał pozostać na zawsze. O jego chwilach zwątpienia nikt nie miał prawa wiedzieć. Skrzętnie ukrywano te fragmenty jego życiorysu, które nie były zgodne z radziecką propagandą. O prawdziwym obliczu pierwszego człowieka w kosmosie pisał Lew Danilkin, autor biografii kosmonauty „Jurij Gagarin”. Książka ukazała się w Rosji i, jak można było przypuszczać, wywołała wielkie zainteresowanie oraz sporo kontrowersji.

Pilot odrzutowych migów na mroźnym, sowiecko-norweskim pograniczu

Propaganda radziecka w oficjalnej biografii Jurija Gagarina stawiała na chłopskie pochodzenie pierwszego zdobywcy przestrzeni kosmicznej: jego matka doiła krowy w kołchozie, a ojciec był prostym cieślą. W istocie rodzice zdobyli, jak na warunki ZSRR, solidne wykształcenie, a co najważniejsze, zaszczepili synowi pasję czytania i chęć zdobywania wiedzy. Gagarin błyskawicznie piął się więc po szczeblach kariery: skończył technikum, wstąpił do aeroklubu, studiował w szkole lotniczej w Orenburgu i stołecznej Akademii Technicznej Lotnictwa, by pod koniec lat 50. XX w. zostać pilotem odrzutowych migów na mroźnym, sowiecko-norweskim pograniczu w okolicach Murmańska. To właśnie stamtąd pilot wyróżniający się odwagą i rozsądkiem w trudnych przygranicznych misjach trafił do elitarnego grona 20 osób, które miało wziąć udział w ściśle tajnym programie przygotowań do lotu w kosmos. Szkolili się głównie w Gwiezdnym Miasteczku, leżącym 50 km na północ od Moskwy ośrodku treningowo-naukowym dla radzieckiej kadry kosmicznej.

Odwiedziłem Zwiezdnyj, jak miejsce to w skrócie nazywają Rosjanie, kilka lat temu. Posowieckie bloki z odpadającym tynkiem, wartownicy w niedobranych dresach, przedpotopowe komputery sterowane taśmą dziurkowaną i apatia. Aż trudno było uwierzyć, że pół wieku wcześniej to właśnie tam wykuwał się ambitny radziecki program kosmiczny. A jednak!

Dwudziestka kandydatów na zdobywców kosmosu przeprowadziła się tutaj z rodzinami. – Gwiezdne żyło jak normalne miasto. Były przedszkola, kina i szkoły, nawet muzyczna i baletowa, oraz 14 sklepów. – Władza się postarała, by kosmonauci znaleźli tu prawdziwy dom – opowiadał z nostalgią w łamiącym się głosie Iwan Siwak, dawny pracownik Gwiezdnego Miasteczka, kiedy mnie oprowadzał po terenie.

Jurij Gagarin podczas parady w Warszawie

Jurij Gagarin podczas parady w Warszawie

Zwycięzców było dwóch: Herman Titow i Jurij Gagarin

Nie minął rok od otwarcia ośrodka szkoleniowego i na pierwszym z symulatorów lotu odbył się kosmiczny egzamin. 18 stycznia 1961 roku wieczorem, drugiego dnia morderczych testów, ogłoszono wyniki. Zwycięzców było dwóch: Herman Titow i Jurij Gagarin. W pierwszym radzieckim pojeździe orbitalnym było jednak miejsce tylko dla jednej osoby. Po trzymiesięcznym namyśle, 8 kwietnia 1961 roku, Komisja Państwowa działająca w porozumieniu z przedstawicielami Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego zdecydowała, że w kosmos poleci Jurij Aleksiejewicz Gagarin.

Jego konkurenci, wyśmienici piloci, mieli albo niepoprawne pochodzenie społeczne, albo np. przyjechali, tak jak Herman Titow, z dalekiego Ałtaju. A Gagarin? Urodził się na rdzennie rosyjskich ziemiach, w wiosce Kłuszyn pod Smoleńskiem. Tej samej, pod którą 300 lat wcześniej polskie wojska rozgromiły armię moskiewską. W rosyjskiej świadomości Kłuszyn to miejsce klęski prastarej Rusi z siłami Zachodu. Gagarin miał być symbolem rewanżu, triumfu nad Zachodem. Twórcy kosmicznej mitologii postarali się o więcej symboliki. Gagarin urodził się 9 marca 1934 roku, w dzień publikacji wykładu akademika Siergieja Korolowa o lotach człowieka w kosmos. Dla komunistów ta symbolika była idealna. Poza perfekcyjnym życiorysem i świetnymi wynikami szkolenia Gagarin miał cechę, którą dziś rzadko uważa się za walor: był niski, mierzył zaledwie 157 centymetrów. Idealnie pasował do kapsuły Wostok 1, w której było niewiele miejsca.

„Nasz radziecki człowiek leci w kosmos!”

Z Bajkonuru wystartował 12 kwietnia. Radio Moskwa donosiło: „Nasz radziecki człowiek leci w kosmos!”. W rzeczywistości Gagarin nie tyle prowadził statek kosmiczny, co został w kosmos przewieziony, prostuje oficjalną wersję wydarzeń Lew Danilkin. Cały lot był sterowany z Ziemi (czemu trudno się dziwić, wszak nikt nie miał wówczas pojęcia, jak organizm człowieka zachowa się w stanie nieważkości!), a zalakowana koperta z kodami odblokowującymi ręczne sterowanie pojazdu została na Ziemi. Celowo, by Gagarin niczego nie popsuł. Lepiej było przewieźć go jak pasażera i mieć herosa, niż pozwolić mu na eksperymenty.

Gagarin się tym jednak nie przejmował. Mimo urywającego się kontaktu radiowego z Ziemią nagrania z kabiny pokazują, jak pogwizdywał sobie patriotyczną pieśń skomponowaną przez Dymitra Szostakowicza: „Ojczyzna słyszy, ojczyzna wie, gdzie jej syn leci w niebo”. Przesyłał też wzniosłe komentarze w rodzaju: „Nasza planeta z kosmosu wygląda pięknie – jest błękitna” oraz, rzecz jasna, setki meldunków o stanie urządzeń pokładowych i wskazaniach mierników: ciśnienia, temperatury i poziomu paliwa.

Chwile grozy Gagarin przeżył przed samym spotkaniem z Ziemią, bo lądownik nie chciał się oddzielić od reszty kosmicznego pojazdu, przez co całość wpadła w niebezpieczne rotacje. Na szczęście przechodząc przez gęste warstwy atmosfery ziemskiej, lądownik się wreszcie odłączył i centrum kontroli lotu – dzięki kilku odpaleniom silników korekcyjnych – odzyskało panowanie nad kapsułą. Kiedy Wostok doleciał do wysokości siedmiu kilometrów, pierwszy kosmonauta wyskoczył z kapsuły na spadochronie – nikt nie chciał ryzykować zbyt twardego lądowania. Wyprawa zakończyła się pomyślnie.

Kopia rakiety Wostok, która wyniosła Gagarina w kosmos

Kopia rakiety Wostok, która wyniosła Gagarina w kosmos

Były trzy wersje komunikatu o locie Gagarina...

Jednak wydział propagandy KC KPZR na wszelki wypadek przygotował trzy wersje komunikatu o locie Gagarina: o pełnym sukcesie ekspedycji (i tego użyto), o awarii pojazdu i konieczności przerwania misji oraz o niepowodzeniu i bohaterskiej śmierci śmiałka. Gagarin okrążył Ziemię jeden raz, a w kosmosie spędził dokładnie 108 minut. Fakt lądowania na spadochronie przez lata skrzętnie ukrywano – gdyby wyszedł na jaw, Międzynarodowa Federacja Lotnicza nie uznałaby wyczynu Gagarina za pełnoprawny lot orbitalny, a Sowietom bardzo zależało na jak najszerszym propagandowym wydźwięku wydarzenia.

Gagarin natychmiast został gwiazdą. Dostał w nagrodę wczasy w sanatorium i najwyższe odznaczenia oraz samochód – Gaz-69, spartańską, wojskową terenówkę. Na początku była mu zupełnie nieprzydatna, bo gdy leciał w kosmos, nie miał prawa jazdy. Dla ludzi radzieckich było jednak niepojęte, że zdobywca kosmosu nie potrafi jeździć autem, więc władze przydzieliły mu szofera. Fakt, że bohater ma kierowcę, był już dla obywateli całkiem zrozumiały. Samochód miał numery rejestracyjne JG-1, czyli Jurij Gagarin Pierwszy. Takie zaszczyty nie spotykały w państwie radzieckim nawet partyjnych i wojskowych bonzów. Ale Gagarin awansował wyżej od nich – do nietykalnej kasty komunistycznych VIP-ów.

Supergwiazda propagandy

Przez siedem lat po locie w kosmos był supergwiazdą propagandy. Przyjmował na trybunie nad Mauzoleum Lenina defiladę pierwszomajową u boku I sekretarza KPZR, a generałowie kłaniali mu się w pas. Gdy ruszył w tournée po sowieckim imperium, wszędzie witały go tłumy z kwiatami, czerwone dywany i defilady. Krążyły dowcipy w stylu: „Kto to jest ten mały, gruby człowieczek koło Gagarina”. To o Chruszczowie.

Komunistyczna propaganda wykreowała postać prostego chłopa, który marzył, by zostać pilotem i dosięgnąć gwiazd, a państwo radzieckie wspaniałomyślnie dało mu taką możliwość. Histeria młodych Rosjanek na jego punkcie porównywalna mogła być tylko z szaleństwem fanek Beatlesów. – Ta gagarinomania, choć podgrzewana przez komunistyczną propagandę, była autentyczna. W tamtym czasie powojenne pokolenie potrzebowało takiego bohatera, kogoś z zabitej deskami prowincji, kto sięgnął gwiazd i pokazał całemu światu, że Rosjanin potrafi.

Po tournée w kraju przyszedł czas na odwiedziny zaprzyjaźnionych państw socjalistycznych, a wkrótce także na podróże do Francji, USA, Brazylii, Australii, a nawet krajów Afryki i Azji. Gagarin wszędzie witany był jak prawdziwa gwiazda przez głowy państw. W Wielkiej Brytanii przyjęła go w pałacu Buckingham na uroczystej kolacji królowa. Przy tej okazji okazało się, że Gagarin nie bardzo wiedział, jak się posługiwać sztućcami. Zdeprymowany mnogością widelców i noży, odłożył je wszystkie na bok, wziął łyżkę i powiedział: „A teraz będę jeść po rosyjsku”. Oczywiście oficjalna propaganda skrzętnie ukrywała takie anegdoty.

Lew Danilkin w swej książce nie pisze o Gagarinie źle. Tłumaczy przyczyny fenomenu jego popularności, ale też wyjaśnia, że był w dużym stopniu produktem radzieckiej propagandy. Na oficjalnych fotografiach i kadrach kroniki filmowej Gagarin jest wiecznie uśmiechniętym chłopakiem z rękoma wyciągniętymi w triumfalnym geście.

Za kulisami nie było jednak już tak przyjemnie. Początkowo czuł się niezręcznie na tysiącach przemówień do robotników i chłopów, aktywu partyjnego. Zdarzało się, że partyjni agitatorzy siłą wypychali go na scenę podczas kolejnego wiecu. Peszyły go uściski dłoni sekretarzy, znaczki pocztowe i portrety z jego wizerunkiem. Orbitalnej maskotki na krok nie odstępowali partyjni doradcy i oficerowie KGB. Gagarin właściwie nie miał prywatnego życia. – Był marionetką, ale też bardzo inteligentnym facetem. Miał wspaniałe plany, chciał np. polecieć na Księżyc – mówi Lew Danilkin.

 Jurij Gagarin i Walentina Tierieszkowa w telewizji

Gwiazdy radzieckiego programu kosmicznego: Jurij Gagarin i Walentina Tierieszkowa w telewizji

Trzymać Gagarina jak najdalej od kosmosu

Został jednak tylko pułkownikiem wojsk lotniczych i jednym z szefów Gwiezdnego Miasteczka, gdzie pracował nad konstrukcją rakiet wielokrotnego użytku. Jego plany powrotu w kosmos raz o mało się nie ziściły – w programie Sojuz został wytypowany na pilota rezerwowego, który miał lecieć w razie niedyspozycji swojego kolegi Władimira Komarowa. Byłby to jednak jego ostatni krok w przestworza – Komarow zginął na pokładzie Sojuza 1, bo pojazd nie zdołał wylądować zgodnie z planem. Władze ZSRR nie chcąc stracić wielkiej gwiazdy, postanowiły trzymać Gagarina jak najdalej od kosmosu. – Chcieli bowiem wykorzystać popularność kosmonauty i dać mu wysokie stanowisko polityczne – mówi Danilkin.

Gagarin jednak nie zrezygnował z marzeń o lataniu i zdołał w końcu przekonać dowódców, że może się przysłużyć ojczyźnie jako pilot myśliwców. Pozwolono mu testować nowe migi. Niestety, 27 marca 1968 roku, podczas jednego z pierwszych lotów migiem-15 z lotniska Czkałowskie niedaleko Gwiezdnego Miasteczka samolot Gagarina rozbił się i pierwszy kosmonauta zginął na miejscu. Mimo kilku niezależnie prowadzonych śledztw (w tym dwóch przez KGB) przyczyny katastrofy pozostają niejednoznaczne. Wymienia się złe przygotowanie do lotu maszyny i dehermetyzację kabiny: załoga miałaby się rzucić w ostry lot nurkowy, by przywrócić właściwe ciśnienie, ale w trakcie manewru piloci stracili przytomność. Inni piszą o słabym przygotowaniu samego Gagarina, który od dawna nie siadał za sterami. Pod uwagę brany także był scenariusz katastrofy, wedle którego drugi samolot przekroczył barierę dźwięku na tyle blisko maszyny Gagarina, że jego maszyna wpadła w niekontrolowany korkociąg.

Nieszczelny aparat tlenowy

Dziesięć lat temu specjalna komisja wojskowa pułkownika Igora Kuzniecowa na nowo analizowała przyczyny wypadku. Stwierdziła, że Gagarin i drugi pilot Władimir Seriegin stracili przytomność przez wadliwy, nieszczelny aparat tlenowy, i samolot spadł na ziemię. Tymczasem Jamie Doran i Piers Bizony, autorzy biograficznej książki o Gagarinie „Gwiezdny bohater”, piszą, że wypadek zapewne spowodowali kontrolerzy lotu, którzy wskutek bałaganu panującego w bazie dostarczyli załodze nieaktualny raport pogodowy.

Ciała Gagarina i towarzyszącego mu pilota skremowano, bohatera pochowano pod murem kremlowskim, a szczątki samolotu zaspawano w hermetycznych beczkach i schowano w jednej z baz wojskowych, zamykając tym samym i dochodzenie. Rodzinie zasugerowano, że przyczyną mógł być zamach, pisze Danilkin. Taka wersja idealnie pasowała do idealnego bohatera.

Autor: 
Marcin Jamkowski
Źródło: 

newsweek

Dział: 
video: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama