Ile Niemcy są nam winni za dziesięć tysięcy polskich wsi, które spacyfikowali, spalili, obrabowali?

Reklama

sob., 09/01/2018 - 09:13 -- zzz

Przeszło 10 tysięcy polskich wsi i osad zostało dotkniętych różnymi formami represji ze strony niemieckiego okupanta. W przeszło 900 miejscowościach niemieckie formacje bezpieczeństwa zamordowały od kilku do kilkuset mieszkańców. Ponad 440 wiosek w Generalnej Guberni i na Białostocczyźnie zostało spacyfikowanych, z tego ponad połowę spalono.

 

 

Walka z okupantem? Odruchowo myślimy o warszawiakach i powstaniu, o zbrojnych akcjach podziemia i partyzanckich potyczkach. O wiele zbyt łatwo przychodzi nam zapominanie, że przeciwko Niemcom występowała także Polska wieś. I to na ogromną skalę.

To ze wsi wywodziły się Bataliony Chłopskie, druga pod względem militarnym siła zbrojna polskiej konspiracji. Na wsi znajdowali również schronienie i zaopatrzenie ocalali członkowie oddziałów Wojska Polskiego, żołnierze Armii Krajowej oraz komunistycznej partyzantki: Gwardii Ludowej i Armii Ludowej. I polska wieś zapłaciła niebagatelną cenę za to poświęcenie.

Przeszło 10 tysięcy osad zostało dotkniętych różnymi formami represji. W przeszło 900 miejscowościach niemieckie formacje bezpieczeństwa zamordowały od kilku do kilkuset mieszkańców. Ponad 440 wiosek w Generalnej Guberni i na Białostocczyźnie zostało spacyfikowanych, z tego ponad połowę spalono. Tylko między połową 1942 a połową 1944 roku w akcjach pacyfikacyjnych Niemcy zamordowali około 50 tysięcy Polaków, najwięcej na Lubelszczyźnie i Kielecczyźnie, w miejscach, gdzie najaktywniej działały oddziały partyzanckie.

Pierwsze akcje odwetowe Niemcy przeprowadzili mszcząc się za działalność oddziału majora Henryka Dobrzańskiego "Hubala".

fot.domena publicznaPierwsze akcje odwetowe Niemcy przeprowadzili mszcząc się za działalność oddziału majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala”.

Odwet za Hubala

Pierwsze akcje pacyfikacyjne w okupowanej Polsce Niemcy przeprowadzili w odwecie za działalność Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. Ostatni walczący żołnierz Rzeczypospolitej po upadku Ojczyzny nie złożył broni. Operował wraz ze swoim oddziałem na terenie Puszczy Świętokrzyskiej, między Końskimi, Opocznem i Sulejowem. Oddział, korzystając ze wsparcia miejscowych chłopów, którzy zapewniali mu wyżywienie, drobne usługi rzemieślnicze i kwatery, gdy było trzeba, nękał Niemców, odnosząc nad nimi zwycięstwa w kilku mniejszych potyczkach.

Okupant zaangażował duże siły w wytropienie zgrupowania „Szalonego Majora”. Było to około 5–8 tysięcy żołnierzy Wehrmachtu i SS. Pacyfikacje rejonu działalności „Hubala” rozpoczęły się 30 marca 1940 roku. Do 11 kwietnia na skutek brutalnych akcji niemieckich sił ucierpiało 31 polskich miejscowości, w których zginęło 712 mieszkańców. Dalszych kilkuset ludzi, często wcześniej potwornie torturowanych, aresztowano i zesłano na roboty przymusowe bądź do obozów koncentracyjnych.

 

Niemieckie represje objęły m.in. wsie: Adamów, Gałki Krzczonowskie, Hucisko, Królewiec, Mechlin, Małachów, Piekło, Smyków, Stadnicka Wola, Stefanków, Szałas Stary. Najbardziej bestialskiej zbrodni okupanci dokonali jednak we wsi Skłoby.

 

W nocy 11 kwietnia 1940 roku miejscowość została otoczona szczelnym kordonem niemieckiej policji i Selbstschutzu. Do mieszkańców Skłobów wcześniej dochodziły pogłoski o mającej się odbyć pacyfikacji, ale nie dawano im wiary, wciąż przygotowując się do Świąt Wielkanocnych. Niemcy zaczęli metodycznie przeczesywać zagrody, okrzykami „raus”, „schnell” i kolbami karabinów wyganiali z nich mieszkańców.Halt! Polnische Banditen!

Mężczyźni byli z miejsca aresztowani. Kilku z nich schroniło się w zawczasu przygotowanych kryjówkach: pod stertami obornika, w piwniczkach czy na strychach budynków. Jeszcze inni próbowali uciekać ze wsi, nawet w damskich przebraniach. Paru chłopów wypuścili sami Niemcy, polecając im jak najszybciej oddalić się i ostrzegając przed rozstawionymi patrolami.

Zatrzymanych Polaków okupanci ulokowali w budynku szkoły w sąsiednich Chlewiskach. Tam, podczas „rozprawy sądowej”, zgromadzonym chłopom oznajmiono, że zostali skazani na śmierć za pomoc oddziałowi „Hubala”. Co ciekawe, niemiecki tłumacz ostrzegał wcześniej młodszych i niższego wzrostu Polaków, każąc im mówić, że mają po 14 lat. Jak się potem okazało, aresztowanych podzielono według wieku. Na rozstrzelanie mieli iść mężczyźni w wieku 15–65 lat.

Cmentarz, na którym spoczywają ofiary pacyfikacji wsi Skłoby.

fot.Mzungu/CC BY-SA 3.0Cmentarz, na którym spoczywają ofiary pacyfikacji wsi Skłoby.

Niemcy zawczasu przygotowali dwa miejsca kaźni: groby wykopane zostały w lesie pod pobliską wsią Stefanków oraz w okolicy stawów koło miejscowości Rzuców. Jan Pietras, jeden z wytypowanych do rozstrzelania, wspominał:

Wzięli nas dziesięciu i załadowali na samochód. Naszą eskortę stanowiło czterech żandarmów. Temu procederowi towarzyszył akompaniament niemieckich przekleństw i wyzwisk oraz uderzeń kolb i karabinów. Nie wiedzieliśmy, gdzie nas wiozą. Samochód ruszył i zawieźli nas do lasu pod Rzucowem i tam wysiedli (…). Nam też kazali opuszczać samochód. Utworzyli z nas dwójkową kolumnę marszową. Dwóch Niemców szło z tyłu, dwóch z przodu. Tak szliśmy około kilometra. Zatrzymali nas i kazali patrzeć na Rzuców.

Byłem w środku tej kolumny. Nasza eskorta zatrzymała się i gwizdkiem przywołała tych, którzy czekali na nas i mieli rozstrzeliwać. Zanim się wykręciłem, żeby patrzeć tak, jak kazali na Rzuców, zobaczyłem żółty piach w odległości kilku metrów od nas.

 

 

 Poczułem jakąś chyba nieziemską siłę i otuchę. Jakaś nadzwyczajna nadzieja we mnie wstąpiła. Od eskortujących Szwabów czuć było wódkę. Zrozumiałem, że to chyba „koniec świata”. Skoczyłem przed siebie w stronę lasu. Z tyłu słyszałem słowa: „Halt! Polnische Banditen”. Również odezwały się strzały z broni maszynowej. Nie reagowałem na ich wrzaski i kule, tylko rwałem jak oszalały przed siebie, do lasu, byle dalej od tego piekła. (…)

W Skłobach Niemcy zamordowali 216 mieszkańców wsi. Niektóre źródła mówią nawet o 265 ofiarach. Na zdjęciu uroczystości na cmentarzu w Skłobach. Lata 60. XX wieku.

fot. bonczek /hydroforgroup – Fotopolska.eu/domena publicznaW Skłobach Niemcy zamordowali 216 mieszkańców wsi. Niektóre źródła mówią nawet o 265 ofiarach. Na zdjęciu uroczystości na cmentarzu w Skłobach. Lata 60. XX wieku.

Czułem się jakoś dziwnie. Bolała mnie głowa, w uszach dzwoniły mi niemieckie „halt” i gwizd kul. A tam w lesie dopełniała się tragedia moich rodaków, długo słyszałem strzały.

Tego dnia Niemcy rozstrzelali 216 mężczyzn ze wsi Skłoby, choć niektóre źródła podają liczbę nawet 265 zabitych. Ale nie był to jeszcze koniec tragedii tej miejscowości. Podpalono ją, puszczając z dymem prawie wszystkie zabudowania. Na tlącym się pogorzelisku pozostali jedynie starcy, zrozpaczone kobiety i płaczące dzieci.

 

 

Zdarli ubranie, ściągnęli buty i zaczęli okładać go grubymi kijami

Niemieckie służby prowadziły również akcje prewencyjne, wykorzystując do tego różnej maści prowokatorów. Wiosną 1943 roku w okolicach przysiółków Gębice i Żuchowiec, będących częścią większej wsi Godów, pojawił się handlarz skórą o nazwisku Gierada z niedalekich Starachowic. Jako że surowca tego brakowało, zwłaszcza do reperacji zniszczonego obuwia, mężczyzna został przez miejscowych przyjęty życzliwie. Ludzie ciekawi byli również informacji o działaniach wojennych i partyzantach, którymi handlarz zawsze chętnie się dzielił. W krótkim czasie zdobył zaufanie mieszkańców wsi.

 

Pewnego dnia Gierada pojawił się w towarzystwie kilku uzbrojonych mężczyzn. Ci, śpiewając przy dźwiękach harmonii pieśni partyzanckie, proponowali chłopom wstąpienie do leśnych oddziałów. Kilku ochotników rzeczywiście się znalazło. Mężczyźni obiecali wówczas, że wkrótce pojawią się i wcielą ich do grup partyzanckich.

W nocy 24 maja oba przysiółki zostały otoczone przez niemiecką żandarmerię. Krzykiem i kolbami karabinów Niemcy wypędzili chłopów z domostw, które następnie zaczęli podpalać. W niektórych palonych budynkach wciąż znajdowali się jeszcze domownicy. Mężczyzn okupanci popędzili w kierunku pobliskiej starej kopalni rudy, ograbiając ich po drodze z co cenniejszych rzeczy.

 

 

Nadzorującemu pacyfikację niemieckiemu oficerowi spodobały się zwłaszcza nowe buty i ubranie, jakie miał na sobie Jan Surma. Ten młody chłopak otrzymał wówczas polecenie rozebrania się. Kiedy odmówił, oprawcy siłą przewrócili go na ziemię, zdarli ubranie, ściągnęli buty i zaczęli okładać Surmę grubymi kijami do nieprzytomności. Potem jeden z nich nadepnął ciężkim, podkutym wojskowym butem na krtań chłopca i tak długo przyciskał, aż go udusił. Następnie, dla pewności, posłał mu jeszcze kulę w głowę. Pozostali mężczyźni zostali rozstrzelani na skraju głębokiego szybu kopalni, do którego wrzucono ich zwłoki.

Podpalona przez Niemców wieś na Kielecczyźnie.

fot.domena publicznaPodpalona przez Niemców wieś na Kielecczyźnie.

Pięć miesięcy później Niemcy dokonali ponownej pacyfikacji Gębic i Żuchowca. W Święto Niepodległości 11 listopada 1943 r. okupanci podpalili resztę zabudowań, ocalałych po poprzedniej rzezi. Mężczyźni tym razem schronili się wcześniej w lesie. Pozostali tylko starcy, kobiety i dzieci.

Zginęło wówczas 27 osób, w tym 10 kobiet i 8 dzieci w wieku od 2 miesięcy do 14 lat. Łącznie w obu pacyfikacjach zgładzono 136 osób. Handlarz Gierada, który okazał się niemieckim konfidentem, został zlikwidowany przez polskie podziemie.

 

 

***

Zniszczone wsie i miasta, miliony pomordowanych oraz grabież na niewyobrażalną skalę. Horror niemieckiej okupacji w nowej książce Dariusza Kalińskiego „Bilans krzywd”. Już dziś zamów egzemplarz z rabatem w naszej księgarni.

Bibliografia:

Artykuł stanowi fragment książki Dariusza Kalińskiego pod tytułem „Bilans krzywd. Jak naprawdę wyglądała niemiecka okupacja Polski”

Autor: 
zzz
Źródło: 

ciekawostkihistoryczne

video: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama