Historyczne odkrycie na Mazowszu. Wykopano trzy ciała

Natknęli się na nie pracownicy budowlani remontujący tory kolejowe. To były szczątki trzech osób. Kiedy okazało się, że obok jest lej po pocisku z okresu I wojny światowej, wszystko wydawało się jasne. Było tak do momentu, kiedy odkryto rany cięte na ciałach i zakończono ekspertyzę monet znalezionych przy jednym ze szkieletów. Okazało się, że ci ludzie zginęli dużo wcześniej, niż się wydawało, bo podczas potopu szwedzkiego.

Historyczne odkrycie na Mazowszu. Wykopano trzy ciała

Foto:Paweł Kołomański / Pracownia Archeologiczno-Konserwatorska;

12 slajdów

  • Odnalezione szczątki ludzkie pochodzą prawdopodobnie sprzed prawie 400 lat
  • Przy mężczyźnie odkryto sakiewkę z monetami z XVII wieku
  • Ludzie prawdopodobnie uciekli na bagna przed szwedzkimi żołnierzami

Do tego tajemniczego odkrycia doszło na Mazowszu. Podczas modernizacji linii kolejowej Warszawa – Gdynia, w miejscowości Krośnice, pomiędzy Ciechanowem a Mławą, wykopano ludzkie kości. Prace wstrzymano, a konserwator zabytków zalecił przeprowadzenie badań archeologicznych. W trakcie wykopalisk okazało się, że na dość podmokłym terenie, znajdowały się szczątki trzech osób. Tuż obok nich natrafiono na lej po wybuchu pruskiego szrapnela z I wojny światowej. Wydawało się więc, że to ofiary eksplozji.

Dwie kobiety i mężczyzna

Po badaniach ekspertów, których wyniki potwierdzono w ostatnich dniach, okazało się jednak, że musiało tu się wydarzyć coś zupełnie innego. – Po szczegółowej analizie antropologicznej wiemy, że to mężczyzna i dwie kobiety. Mężczyzna w chwili śmierci miał około 55 lat, starsza kobieta około 40, a młodsza - jakieś 20 lat. Na żebrach i obojczykach stwierdzono obecność ran kłutych i ciętych. Co ciekawe, w trakcie badań nie stwierdziliśmy obecności trumien, ani dołów grobowych. Wskazywało to na dosyć nagłą i niespodziewaną śmierć - mówi Onetowi kierownik badań dr Tomasz Kołomański, właściciel Pracowni Archeologiczno-Konserwatorskiej w Warszawie, który powiadomił nas o tym zdarzeniu.

- Ustalono też z całą pewnością, że wybuch pocisku nie był jej przyczyną śmierci, zaś stopień "zestarzenia się" kości wskazywał na kilkaset lat. Jeszcze bardziej zagadkowo się zrobiło, kiedy w trakcie oczyszczania szkieletu mężczyzny, pomiędzy żebrami, znaleźliśmy lnianą sakiewkę z monetami – dodaje naukowiec.

W woreczku było w sumie 13 sklejonych ze sobą monet. Okazało się, że wszystkie pochodziły z… pierwszej połowy XVII wieku. Najcenniejszy wśród nich był "szóstak", czyli moneta o nominale sześciu groszy, z wizerunkiem Zygmunta II Wazy, wybity w 1624 roku w mennicy w Krakowie. Znaleziono też m.in. "półtoraki" (nominał półtora grosza), czyli najpopularniejszy w tamtym okresie gatunek monety, szelągi oraz srebrną austriacką "trzykrajcarówkę" z wizerunkiem cesarza rzymsko-niemieckiego Ferdynanda II, wybitą w mennicy w Grazu.

Czasy potopu szwedzkiego

Był to skromny zasób gotówki, pozwalający właścicielowi przeżyć przez w tamtych czasach pięć-sześć dni. Przeliczając siłę nabywczą tych monet na dzisiejszą wartość pieniądza, to suma około 150 zł. Najważniejszy dla archeologów był jednak najpóźniej wybity w całym zbiorze szeląg z 1649 roku.

- W tamtym okresie monety kolejnych roczników bardzo szybko wchodziły do obiegu, dzięki czemu mogliśmy określić przybliżony czas śmierci tych ludzi. Zaczęliśmy analizować źródła historyczne z Polski oraz Szwecji i na ich podstawie ustaliliśmy, że te wydarzenia rozegrały się podczas potopu szwedzkiego. Co więcej, udało nam się zawęzić ten czas do jednego tygodnia. Na podstawie zachowanych w Narodowym Archiwum Szwecji map z przemarszem tzw. armii inflanckiej dowodzonej przez Magnusa de la Gardie wynikało, że wojsko to pomiędzy 24 listopada a 1 grudnia 1655 roku zatrzymało się w okolicach Ciechanowa. Magnus de la Gardie po opanowaniu Litwy kierował się w stronę Elbląga w celu złączenia się z głównymi siłami szwedzkimi – tłumaczy dr Tomasz Kołomański.

- Wiemy, że w kilku miejscowościach leżących tuż obok Krośnic stacjonowały oddziały dragonów, więc można sobie wyobrazić, co się tam zdarzyło. Mamy początek niezwykle mroźnej zimy, szybko zapada zmrok. Szwedzki patrol wpada do wsi, dowódca daje rozkaz złupienia zabudowań. Mieszkańcy stawiają opór. W odpowiedzi Szwedzi palą domostwa, mordują i gwałcą – dodaje kierownik badań.

Śmierć od ran i temperatury

- Odnaleziona przez nas trójka ludzi cudem zdołała wyrwać się dragonom. Schronili się w pobliskim zabagnionym, zarośniętym terenie. Nasłuchując odgłosów rzezi, ciężko ranni, w resztkach ubrań, przemoczeni i zziębnięci, bezskutecznie czekali na pomoc ze strony ocalałych mieszkańców. Mężczyzna miał cały czas przy sobie lnianą sakiewkę z monetami, jedyną rzeczą pozostałą po ataku Szwedów. Szybko obniżająca się temperatura i rany przyczyniły się do śmierci całej trójki, której ciał nigdy nie odnaleziono. – opisuje dr Kołomański.

Odkrycia z Krośnic są świadectwem dwóch wielkich konfliktów, potopu szwedzkiego oraz I wojny światowej. Zlokalizowane tuż obok siebie są niezwykłym dowodem na burzliwe losy mieszkańców tej miejscowości na przestrzeni wieków.

Autor: 
-
Źródło: 

Onet

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.