Lista agentów - ćwierć wieku później

Prezydent, marszałek Sejmu, ministrowie oraz dziesiątki posłów i senatorów. Te osoby znalazły się na liście Macierewicza, która 25 lat temu wstrząsnęła Polską. Wywołała burzę, złamała niejedną karierę i podzieliła wielu dotychczasowych przyjaciół. Na długie lata ustawiła też ton debaty o lustracji w Polsce. Co zostało z niej po upływie ćwierć wieku?

Lista Macierewicza zawierała łącznie 64 nazwiska, w tym najważniejszych osób w państwie.

To właśnie 4 czerwca 1992 r. zaczęła się w Polsce lustracja, ale i głęboki polityczny podział wokół personalnych rozliczeń z komunizmem

Ujawnienie listy Macierewicza przesądziło o upadku gabinetu Olszewskiego. Zbudowało też na prawicy mit tego rządu, obalonego przez spisek potężnych sił, wrogich lustracji

Poza założycielem Platformy Obywatelskiej Andrzejem Olechowskim, na liście Macierewicza są m.in. przyszły premier Włodzimierz Cimoszewicz, wicepremier Roman Jagieliński, wielu przyszłych ministrów, wiceprezes NIK, a nawet prokurator generalny. Ba, są ludzie związani do dziś z Kościołem i prawicą, w tym z PiS. Jest nawet ksiądz — to ówczesny poseł PSL, który unieważnił małżeństwo i przyjął święcenia.

4 czerwca 1992 roku do najważniejszych osób w państwie trafiła lista zawierająca nazwiska osób, które znajdowały się w zasobach archiwalnych MSW. W ten sposób resort kierowany przez Antoniego Macierewicza realizował uchwałę Sejmu podjętą pod koniec maja na wniosek Janusza Korwin-Mikkego. Listy były tak naprawdę dwie — najważniejsze osoby w państwie dostały pierwszą, z dwoma tylko nazwiskami: prezydenta Lecha Wałęsy oraz marszałka Sejmu Wiesława Chrzanowskiego. Konwent Seniorów Sejmu dostał drugą listę — 64 posłów, senatorów oraz członków rządu, których nazwiska widniały w archiwach MSW.

W ten sposób zaczęła się w Polsce lustracja i zaczął głęboki polityczny podział wokół personalnych rozliczeń z komunizmem.

Mimo że sam Macierewicz od początku tłumaczył, że "nie czuje się uprawnionym do określania tego, kto był, a kto nie był współpracownikiem UB i SB", to lista błyskawicznie przestała być tajna i kolejne nazwiska zaczęły wyciekać do mediów. Niedługo potem opublikowano ją w całości w prasie. Zaczęła funkcjonować w opinii publicznej jako lista agentów. – Nasza lista nie była listą agentów. To była lista osób, które wedle zasobów archiwalnych Służby Bezpieczeństwa były uważane przez nią za współpracowników — dziś ówczesny premier Jan Olszewski mówi dokładnie tak jak w tamtym czasie. — W związku z tym nie mogliśmy brać odpowiedzialności za zawartość tych materiałów. Dla przykładu: z listy usunięto nazwisko Stefana Niesiołowskiego, bo Macierewicz nie był pewien, czy nie doszło do zbieżności nazwisk.

Pośpiech czy błędy popełnione przy tworzeniu uchwały tylko dostarczały kolejnych kłopotów. Największym było to, że decydując się na taką formę lustracji, posłowie nie pomyśleli o możliwości weryfikacji i oceny tych materiałów. Błędy te wytknął im potem Trybunał Konstytucyjny, który orzekł o niezgodności uchwały z zapisami ustawy zasadniczej.

Macierewicz został oskarżony przez prokuraturę o naruszenie przy tym przepisów o tajemnicy państwowej. Warszawski sąd umorzył ten proces, uznając, że były minister może odpowiadać jedynie przed Trybunałem Stanu.

Lista Macierewicza przesądziła o upadku i tak chwiejącego się, pozbawionego większości prawicowego rządu Jana Olszewskiego. Zbudowała jednak na prawicy mit gabinetu, obalonego przez spisek potężnych sił, wrogich lustracji. Faktem jest, że szerokie porozumienie przeciw rządowi było tym łatwiejsze, że Macierewicz swą listą uderzył praktycznie we wszystkie ugrupowania. Paradoksalnie jednak, w samym głęboko antykomunistycznym rządzie agentów było zaskakująco dużo.

Gabinet Olszewskiego upadł ledwie kilkanaście godzin po dostarczeniu list do Sejmu. Po latach, wydarzenia z 4 i 5 czerwca 1992 roku zyskają miano "nocy teczek" czy "nocnej zmiany".

W gronie ludzi, którzy znaleźli się na tej liście, są osoby, które do dziś walczą o udowodnienie swojej niewinności. Jedną z nich jest Lech Wałęsa, który mimo publikacji kolejnych dokumentów i ekspertyz, twardo broni swojego zdania – że nie był tajnym współpracownikiem SB. Swoją walkę przed sądem wciąż toczy także inny znany opozycjonista, Leszek Moczulski.

Faktem jest, że procesy lustracyjne w zdecydowanej większości kończone są umorzeniami lub uniewinnieniami. Kryteria uznania kontaktów z bezpieką za świadomą współpracę przyjęte przez sądy i Trybunał Konstytucyjny — choćby żądanie konkretnych donosów, a nie tylko deklaracji współpracy — były trudne do spełnienia dla prokuratury, która korzystała z archiwów przetrzebionych na przełomie 1989 i 1990 r.

Nie zmienia to faktu, że lista sporządzona w gmachu MSW nie była prawdą objawioną. Znalazły się na niej nazwiska rzeczywistych tajnych współpracowników, co potwierdzały po latach wyroki sądów, ale były tam też nazwiska osób, które z tych podejrzeń zostały oczyszczone. Jedni potrafili przyznać się od razu, inni, jak choćby Michał Boni, potrzebowali na to kilkunastu lat. Niektóre sprawy trwają do dziś.

Co obecnie robią osoby, które wtedy znalazły się na liście Macierewicza? Jak potoczyły się ich losy? Dla wielu publikacja ta oznaczała koniec kariery, zwłaszcza politycznej. Ale nie brakuje też osób, którym umieszczenie w gronie tajnych współpracowników wcale nie przeszkodziło w osiąganiu sukcesów.

PREZYDENT I MARSZAŁEK SEJMU

LECH WAŁĘSA

Legendarny przywódca "Solidarności" i pierwszy wybrany demokratycznie prezydent III RP był najważniejszą postacią na liście Macierewicza — tajnym współpracownikiem o pseudonimie Bolek. Z listy Macierewicza: "Zarejestrowany 29.XII.70 r. pod numerem 12535 przez wydz. III KW MO Gdańsk. Akta archiwalne zachowane. 19 czerwca 1976 roku zaprzestano kontaktów z powodu niechęci "Bolka" do współpracy. TW Bolek od 1970 do 76 r. przekazywał SB informacje dotyczące destrukcyjnej działalności niektórych pracowników stoczni. W styczniu 71 poinformował m.in. o tym, że jego koledzy z wydziału W-4: Jasiński, Kontor i Popielawski szykują akcje strajkową. W innym raporcie prosił, by SB wzięła go na przesłuchanie, co pozwoliłoby mu uwiarygodnić się przed kolegami. Za przekazane informacje "Bolek" był wynagradzany na łączną sumę 13100 zł."

W tym jednym, jedynym momencie swej biografii Wałęsa był bliski przyznania się do kontaktów z bezpieką. Wysłał wówczas do Polskiej Agencji Prasowej oświadczenie, w którym przyznał, że w grudniu 1970 roku "podpisał trzy czy cztery dokumenty". "Podpisałbym prawdopodobnie wszystko, prócz zgody na zdradę Boga i Ojczyzny, by wyjść i móc walczyć. Nigdy mnie nie złamano i nigdy nie zdradziłem ideałów ani kolegów". Szybko jednak wycofał depeszę PAP — i zaatakował rząd. To on stał się architektem koalicji, która obaliła gabinet Jana Olszewskiego podczas lustracyjnej nocy z 4 na 5 czerwca 1992 r.

Od tego momentu Wałęsa konsekwentnie zaprzecza, że współpracował z bezpieką. Wcześniej kilkakrotnie, choć półgębkiem, się do tego przyznawał. "Prawdą jest, że z tego starcia nie wyszedłem zupełnie czysty. Postawili warunek: podpis! I wtedy podpisałem" — wspominał zatrzymanie przez SB w związku z masakrą Grudnia '70 w swej książce "Droga nadziei" (1990 r.)

Był rok 1990, a wspomnienia sięgały dwóch dekad wstecz, gdy po masakrze Grudnia '70 na Wybrzeżu Wałęsa został zatrzymany przez bezpiekę. Przyznawał w ten sposób to, co było w szeregach opozycji tajemnicą poliszynela — że wystraszony po Grudniu "coś podpisał".

W momencie wydania "Drogi nadziei" właśnie ruszały przemiany, a Wałęsa stawał się najważniejszym politycznym graczem. Wkrótce został prezydentem, rozbijając po drodze jedność obozu dawnej "Solidarności". Wtedy to, podczas ostrej kampanii prezydenckiej 1990 r. po raz pierwszy pojawiły się publicznie sugestie dotyczące agenturalnej przeszłości Wałęsy. Wysunął je człowiek znikąd, najpoważniejszy konkurent Wałęsy, biznesmen Stan Tymiński — to on wspominał o "czarnej teczce", w której miał mieć kwity obciążające Wałęsę.

Po liście Macierewicza sprawa Bolka przez wiele lat była interesująca tylko dla prawicy — żyli tym zwłaszcza politycy Porozumienia Centrum, pierwszej partii Jarosława Kaczyńskiego. I to mimo że akurat Kaczyński doskonale znał skazy z przeszłości Wałęsy, bo gdy był szefem jego kancelarii prezydenckiej, poinformował go o tym ówczesny szef Urzędu Ochrony Państwa Andrzej Milczanowski. Ba, to wcale nie kwity na Wałęsę zrobiły na nim największe wrażenie, ale teczka publicysty Andrzeja Micewskiego, którego Kaczyński chciał kiedyś naśladować. "Milczanowski pokazał mi wtedy dokumenty »Bolka«. On miał całą listę ludzi współpracujących z bezpieką, zwaną później listą Milczanowskiego [tajny dokument, poprzedzający listę Macierewicza - red]. Była ona rzeczywiście poruszająca, więc gdy wyszedłem od Milczanowskiego, to w windzie kląłem jak szewc. Przyjechałem do kancelarii i nadal kląłem, i trwało to całkiem długo. Ale szczególnie się najeżałem na myśl o Micewskim, bo przecież chciałem być Micewskim" — wspominał Kaczyński w swej książce "Polska naszych marzeń", wydanej w 2011 r.

Sprawa "Bolka" wróciła w roku 2000. Wałęsa znów wystartował w wyborach prezydenckich, co skończyło się jego blamażem i ostatecznie położyło kres jego karierze politycznej. Ale przy tej okazji — jako że w życie weszły nowe przepisy lustracyjne — jak kandydat musiał złożyć oświadczenie na temat kontaktów z bezpieką. Napisał, że nie współpracował. Sąd lustracyjny przyznał mu rację. Uznał, że poza wypisem z rejestru SB nie ma dowodów, który potwierdzałby, że Wałęsa był tajnym współpracownikiem. — Wyrok skazujący nie mógł wówczas zapaść. Faktem jest, że wówczas wiele dokumentów to były kserokopie, a nie wymagane przez sąd oryginały — wspomina Piotr Gontarczyk, wówczas pracownik biura prokuratora lustracyjnego, po latach współautor głośnej książki "SB a Lech Wałęsa". Faktem jest też, że w czasie tamtej rozprawy prokurator lustracyjny nie wnosił o uznanie Wałęsy za kłamcę lustracyjnego. Wnosił o umorzenie sprawy, czyli uznanie, że Wałęsa czysty nie jest, ale brakuje dowodów do uznania go za kłamcę lustracyjnego.

W 2005 r. IPN kierowany przez Leona Kieresa — późniejszego senatora Platformy, dziś sędziego Trybunału Konstytucyjnego — przyznał Wałęsie status pokrzywdzonego, czyli osoby rozpracowywanej przez bezpiekę. To było urzędowe wybielenie Wałęsy, bo na taki tytuł nie mieli szans dawni agenci. Sprawa budziła w IPN kontrowersje — a Kieres był oskarżany o to, że nagiął reguły dla Wałęsy.

"Żadna manipulacja czy zdrada nie miała miejsca. Nikt, żadna tajemna siła - jak się głosi - ani SB, KGB, CIA czy Mossad, nie została dopuszczona do decyzji podejmowanych w mojej obecności przez naszą wolnościową stronę – mówił Wałęsa podczas obchodów 25-lecia "Solidarności". Wszystko wskazywało na to, że wygrywa wojnę o swą czystość. Do czasu jednak.

W 2008 r. prezesem IPN był już bliski PiS Janusz Kurtyka. Pod jego patronatem w Instytucie powstała wspomniana książka Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza, udowadniająca, iż Wałęsa w latach 70 był zarejestrowanym, tajnym i świadomym współpracownikiem SB.

Wałęsa odsądzał autorów od czci i wiary. W kwietniu 2009 r. przyznawał jednak: — Musiałem rozmawiać, ktoś tam mnie może jakimś pytaniem podhaczył. To się mogło zdarzyć, ale nie zdrada, nie agenturalność. Natomiast, czy rozgrywałem to dobrze, czy byłem ostrożny, czy mniej ostrożny - tutaj można mieć wątpliwości.

Sprawa stała się jasna dzięki wyjątkowemu znalezisku. Po śmierci wszechwładnego szefa komunistycznej bezpieki gen. Czesława Kiszczaka w jego willi odnaleziono w 2016 r. oryginał teczki Bolka. To było to, czego brakowało sądowi lustracyjnemu.

Wałęsa przekonywał, że dokumenty z domu Kiszczaka zostały sfałszowane przez SB, by go skompromitować. Wyparł się, że zobowiązanie do współpracy, donosy i pokwitowania odbioru pieniędzy zostały przez niego podpisane. W tej sytuacji IPN wszczął śledztwo w sprawie potencjalnego fałszerstwa i zamówił grafologiczna opinię w renomowanym Instytucie Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna w Krakowie. Ekspertyzy biegłych są jednoznaczne — ze sporządzonej opinii wynika, że odręczne zobowiązanie o podjęciu współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa z 21 grudnia 1970 roku zostało w całości nakreślone przez Lecha Wałęsę.

Autentyczne okazały się m.in. 29 odręcznie spisane donosy "Bolka". Autentyczne są także podpisy Wałęsy pod 17 pokwitowaniami odbioru pieniędzy za informacje przekazane esbekom. Pokwitowania te powstały między 5 stycznia 1971 r. a 29 czerwca 1974 r. i opiewały w sumie na kwotę 11,7 tys. ówczesnych złotych.

Adwokat Wałęsy prof. Jan Widacki zamówił konkurencyjną ekspertyzę. Według niego profesorowie katedry kryminalistyki Uniwersytetu Warszawskiego podważają kategoryczność sądów biegłych powołanych przez IPN.

Faktem jest jednak, że teczka Kiszczaka przekonała nawet tych historyków, którzy byli najbardziej Wałęsie życzliwi. Dziś historyczny — i polityczny spór — dotyczy czego innego: czy Wałęsa współpracował z bezpieką w latach 80., gdy był liderem "Solidarności" i sumieniem na narodu. Ten spór podzielił nawet autorów demaskatorskiej książki "SB a Lech Wałęsa". Prof. Cenckiewicz skłania się do tej tezy, podczas gdy dr Gontarczyk ostro zaprzecza. — Jeśli ktoś ma zamiar bezpodstawnie w niego uderzać, przypisywać mu agenturalność w latach 80., to jestem spokojny, że kilku historyków z IPN stanie w jego obronie. Wałęsa to człowiek, który upadł, ale się podniósł. I zrobił to w wielkim stylu.

Gontarczyk oskarża Wałęsę za co innego — że jako prezydent dwukrotnie wypożyczał dokumenty dotyczące agenta "Bolka". Teczki wróciły zdekompletowane, z usuniętymi kartami. Wałęsa czyścił też Urząd Ochrony Państwa z ludzi, którzy mieli wiedzę na temat jego przeszłości.

Przepisy są takie, że po orzeczeniu sądu lustracyjnego z 2000 r. nie można już wystąpić o ponowną sądową lustrację Wałęsy. Dziś ten wyrok mógłby podważyć tylko on sam, wnosząc o ponowną lustrację.

WIESŁAW CHRZANOWSKI

Chrzanowski to postać dla prawicy legendarna. Nestor ruchu narodowego, żołnierz AK, powstaniec warszawski, więziony w PRL. Po upadku komunizmu zaangażował się w działalność polityczną. Był ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego (1991 r.). W momencie ogłaszania listy zajmował fotel marszałka Sejmu. Z listy Macierewicza: "Tajny współpracownik "Zuwak", "Spółdzielca". Zarejestrowany najpierw w Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego Warszawa (...). Akta archiwalne zachowane. Data zaprzestania kontaktów 22.06.76". Po publikacji listy Chrzanowskiego bronił sam premier Jan Olszewski. Tak wspominał po latach: — Znałem historię Chrzanowskiego. Przyjaźniliśmy się, współpracowaliśmy blisko po 1956 r. Opowiadał mi, że w 1945 podpisał zobowiązanie do współpracy z bezpieką, gdy został złapany próbując się przedostać za granicę. Zorientował się podczas przesłuchania, że bezpieka rozpracowała jego organizację. Podpisanie zobowiązania do współpracy było jedyną szansą, żeby uniknąć zatrzymania i dzięki temu uprzedzić ludzi – tak rzeczywiście zrobił. Ja Chrzanowskiego broniłem. Zaraz po ujawnieniu listy przedstawiłem okoliczności jego sprawy na krajowym zjeździe "Solidarności".

Wokół lustracji Chrzanowskiego narosło mnóstwo legend. Jedna z nich — głoszona przez Romana Giertycha — głosi, że Macierewicz chwalił się, iż po opublikowaniu listy wysłał swego najbliższego współpracownika, który położył Chrzanowskiemu na biurku rewolwer z komentarzem: "Jeżeli jest pan człowiekiem honoru to wie Pan co ma Pan zrobić". Owym posłańcem miał być Robert Luśnia, po latach zidentyfikowany jako zatwardziały kapuś bezpieki.

W momencie publikacji listy, Chrzanowski był liderem Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, do którego należał Macierewicz. Po tej operacji, Macierewicz musiał się rozstać z ZChN, a dawni współpracownicy Chrzanowskiego nigdy mu tego nie zapomnieli.

W 2000 r. sąd lustracyjny uznał, że Chrzanowski nie był agentem SB. Ustalono, że w latach 1973-1976 Chrzanowski udzielał informacji oficerowi SB, z którym spotykał się w kawiarni. Chrzanowski przyznał się do spotkań z esbekiem, ale zapewniał, że nie był agentem. "W aktach nie ma dowodu, który by wskazał, że była to tajna i świadoma współpraca" - uznał sąd. Zdaniem sądu Chrzanowski mógł nie zdawać sobie sprawy, że bezpieka nadała mu pseudonim i założyła teczkę. Według sędziego, Chrzanowski uprzedzał znajomych, że interesuje się nim SB.

Po liście Macierewicza Chrzanowski nie odegrał już większej politycznej roli.

W 2005 r. został odznaczony przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego Orderem Orła Białego. A dwa lata później prezydent Lech Kaczyński powołał go do kapituły tego orderu. Chrzanowski zmarł w 2012 r. W pogrzebie uczestniczył kolejny prezydent — Bronisław Komorowski.

POSŁOWIE

Aleksander Bentkowski

Działacz Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, partii satelickiej PZPR. Po upadku komunizmu prominentny polityk PSL. W stanie wojennym jako adwokat bronił działaczy opozycji demokratycznej na Podkarpaciu. To stało się jego przepustką do posady ministra sprawiedliwości w pierwszym niekomunistycznym rządzie Tadeusza Mazowieckiego. Choć ludowcy potem jeszcze kilkakrotnie współtworzyli rządy, to Bentkowski już nigdy nie został ministrem — dostał jedynie na krótko posadę szefa Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (2002-03). Spekulowano, że to nie tylko przez konflikty wewnątrz PSL, ale także ze względu na ciągnące się za nim kłopoty lustracyjne.

Z listy Macierewicza: "Tajny współpracownik, kryptonimy "Arnold" i "Kamil". Zarejestrowany 29.04.77. Data archiwizacji 31.10.91. Akta archiwalne zachowane. Materiały archiwalne zawierają dokumenty sygnowane przez Bentkowskiego."

W maju 1999 r. zajął się nim sąd lustracyjny. Ostatecznie — po kilkuletnim procesie z kilkoma wyrokami i i ich uchyleniami — został oczyszczony z zarzutów. Do polityki już nie wrócił.

Michał Boni

Dziś europoseł, który do Brukseli trafił z list Platformy Obywatelskiej. Wcześniej, przez wiele lat "mózg" rządu Donalda Tuska - współautor programu wyborczego PO, szef doradców premiera, wreszcie "kryzysowy" minister, który wielokrotnie w imieniu Tuska ruszał gasić pożary, które zagrażały jego gabinetowi. Zwieńczeniem ministerialnej kariery Boniego był fotel szefa resortu administracji i cyfryzacji. Z krajową polityką żegnał się niemal w tym samym czasie, co sam Donald Tusk. Ich losy splotły się na początku lat dziewięćdziesiątych – w Kongresie Liberalno-Demokratycznym. Wtedy też, po raz pierwszy, Michał Boni zasiadał w rządzie. W 1991 roku, przez blisko 12 miesięcy, piastował fotel ministra pracy i polityki społecznej w gabinecie Jana Krzysztofa Bieleckiego. Z polityką na długie lata pożegnał się w 1993 roku.

Na liście Macierewicza znalazł się jako TW Znak. Jako data rejestracji Boniego widniał 15 lutego 1988 roku "Materiały zniszczono w styczniu 1990 r. (bądź nie odnalezione). Kontaktów zaprzestano 5 stycznia 1990 r." – czytamy dalej w krótkim opisie sporządzonym przez MSW. Gdy po decyzji Sejmu resort Macierewicza opracowywał listę, Michał Boni nie krył swojego negatywnego stosunku do tej inicjatywy. Po tym, jak lista trafiła już na Wiejską, ówczesny polityk KLD trafił do szpitala. Osobom oskarżającym go o współpracę z SB groził procesami. Ale żadnego nie wytoczył. W jego obronie wkrótce stanęło wielu dawnych działaczy "Solidarności" oraz kolegów z czasów opozycyjnych. Wśród nich byli m.in. Henryk Wujec, Zbigniew Bujak czy Zbigniew Janas. Przez następne 15 lat Boni konsekwentnie odrzucał oskarżenia. Do października 2007 roku.

"Przez wiele lat żyłem z presją tego upokorzenia i lęku przed utratą twarzy. W końcu jednak uznałem, że od strachu, upokorzenia i poczucia błędu, ważniejsza jest pokora" – mówił Michał Boni na konferencji prasowej, podczas której przyznał się do współpracy z SB. Jak tłumaczył, padł ofiarą szantażu funkcjonariuszy, którzy grozili mu, że jego mała córka trafi do milicyjnej izby dziecka, a on sam będzie narażony na plotki o zdradzie małżeńskiej. Na to wyznanie Boni zdecydował się, gdy Donald Tusk zaproponował mu wejście do rządu.

"Jest mi wstyd. Po tym wyznaniu będę mógł sobie spojrzeć w twarz. Przepraszam i proszę o wybaczenie" – apelował. "Chciałbym, żeby Michał Boni odpracował swój błąd i pomógł mi w rządzie" – tak brzmiała odpowiedź samego Tuska na ten apel.

Mimo że po ujawnieniu tzw. listy Macierewicza były minister ostatecznie nie zdecydował się na pozwy, to jednak sprawa ta, w nieco innym kontekście, powróciła na sądowej sali. A wszystko za sprawą Janusza Korwin-Mikkego. W lipcu 2014 roku na zorganizowanym przez MSZ spotkaniu europosłów spoliczkował on Boniego. Jak tłumaczył, w ten sposób zrealizował swoją wcześniejszą zapowiedź. A wszystko, jak tłumaczył, przez jego słowa sprzed lat. Korwin-Mikke przekonywał, że po ujawnieniu listy, nazywał go "idiotą i oszołomem", a potem, gdy się przyznał do współpracy, nie przeprosił go za te słowa. Na początku maja sąd skazał Janusza Korwin-Mikkego na karę grzywny. Ten zapowiedział apelację.

Marek Boral

Z wykształcenia był inżynierem włókiennikiem, przez wiele lat pracował w przemyśle włókienniczym. Do Sejmu trafił po raz pierwszy w 1989 roku z list PZPR. Ponownie wybrany, tym razem już jako reprezentant Sojuszu Lewicy Demokratycznej, w kolejnych wyborach w roku 1991. Po zakończeniu kariery w parlamencie był w latach 1994-2002 radnym w Częstochowie, także z ramienia SLD. Zmarł w 2004 r.

Georg Brylka

Był jedną z osób, która u narodzin III Rzeczpospolitej tworzyła organizacje skupiające przedstawicieli mniejszości niemieckiej w Polsce. W latach 1991-1994 stał na czele Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce. W Sejmie zasiadał jedynie nieco ponad rok. Trafił tam po wyborach w 1991 roku, a już we wrześniu 1992 roku zrezygnował z mandatu poselskiego.

Józef Błaszczęć

Poseł ZChN, w Sejmie zasiadał tylko przez jedną kadencję, w wyborach w roku 1993 nie udało mu się uzyskać reelekcji. W kolejnych latach skupił się natomiast na pracy samorządowej – był m.in. wiceprezydentem Częstochowy oraz miejskim radnym. W 2011 roku, gdy pełnił funkcję członka rady nadzorczej w jednej ze spółek miejskich, złożył oświadczenie lustracyjne, w którym napisał, że nie był tajnym współpracownikiem SB. Sąd uznał jego prawdziwość. Od wyroku odwołał się IPN, ale w drugiej instancji, w 2014 roku, wcześniejsze rozstrzygnięcie zostało utrzymane. Obecnie jest prezesem Unii Laikatu Katolickiego.

Włodzimierz Cimoszewicz

Były premier, minister sprawiedliwości i szef MSZ. Polityk SLD, który często chodził własnymi ścieżkami, wywołując furię wśród swych kolegów. W swej kontestacji SLD nigdy jednak nie poszedł zbyt daleko.

W 1991 odmówił objęcia funkcji szefa klubu parlamentarnego SLD w sprzeciwie wobec objęcia mandatu poselskiego przez Leszka Millera, zamieszanego w sprawę tzw. pożyczki moskiewskiej. To była gotówka, którą towarzysze z Moskwy przekazali PZPR na przetrwanie po przegranych z "Solidarnością" wyborach w 1989 r. Inna rzecz, że nie przeszkadzało to potem Cimoszewiczowi w objęciu teki ministra spraw zagranicznych w rządzie Millera (2001-2004), w którym negocjował przystąpienie Polski do UE. Choć ostro atakował SLD po aferze Rywina, to był jedynym krytykiem, który partii nie opuścił wraz z rozłamowcami Marka Borowskiego.

Z listy Macierewicza: "Kontakt operacyjny "Carex". Figuruje w archiwum Zarządu Wywiadu. Data rejestracji 25.09.80. Data archiwizacji 24.08.84."

Proces lustracyjny Cimoszewicza rozpoczął się w czerwcu 2000 r. na wniosek prokuratora lustracyjnego Bogusława Nizieńskiego, który podejrzewał Cimoszewicza o zatajenie związków ze służbami specjalnymi PRL. Sąd Lustracyjny I instancji uznał, że Cimoszewicz nie był tajnym i świadomym agentem wywiadu PRL. Z akt oficera wywiadu wynikało, że Cimoszewicz zgodził się przy wyjeździe za granicę w 1980 r. na współpracę z — jak to określił ów oficer — "naszą służbą". Sąd uznał, że Cimoszewicz rozumiał przez to służby MSZ, jak że funkcjonariusze MSW mieli przedstawiać się Cimoszewiczowi jako urzędnicy tego resortu.

To orzeczenie potwierdził sąd II instancji i ostatecznie Sąd Najwyższy, który w październiku 2001 r. oddalił kasację Nizińskiego jako "oczywiście bezzasadną, a wręcz niedopuszczalną". — Nie miałem żadnego wpływu na to, co zapisywano w dotyczących mnie aktach. Sam poznałem je po wielu latach, dopiero przy okazji postępowania lustracyjnego - tłumaczył Cimoszewicz. - Uzasadnienie tego wyroku wraz z jego sentencją było jawne Zwracały uwagę słowa sędziego, że "do tanga trzeba dwojga". Czyli, że nie można komuś stawiać zarzutów tylko na tej podstawie, że służby chciały z nim współpracować.

Macierewiczowskie pismo "Głos" miało swoje zdanie. Po sądowym orzeczeniu opublikowało tekst pod tytułem "Czego boi się Włodzimierz Cimoszewicz?".

"Jak sprawozdawali w 1980 roku funkcjonariusze wywiadu SB, Cimoszewicz »z ochotą« wyraził zgodę na pracę dla Służby Bezpieczeństwa. Nie podpisał instrukcji wyjazdowej, powołując się na fakt, iż między członkami PZPR takie formalności nie są konieczne, jest bowiem człowiekiem zaufania władz. (...) Werbowano go zresztą nie byle gdzie, lecz do samego wydziału II Departamentu I, czyli do wydziału politycznego wywiadu SB. A wydział polityczny to była elita elit komunistycznego wywiadu SB. Żadne tam łapsy czy zwykli donosiciele, lecz intelektualna elita agentury. Cimoszewicz miał za zadanie przedstawiać analizy polityki amerykańskiej, oceniać kierunki działania USA wobec PRL i innych państw sowieckiego obozu, a wreszcie - zdobyć zaufanie takich wybitnych postaci jak politologa prof. Mroza, szefa Radia Wolna Europa Jana Nowaka-Jeziorańskiego czy jednej z przywódczyń pomarcowej emigracji, Ireny Lasoty-Zabłudowskiej. Z materiałów znajdujących się w IPN wynika, że niewiele z tych zadań zostało zrealizowanych. Zresztą raporty Cimoszewicza w tajemniczy sposób zaginęły, a prowadzący go funkcjonariusze opisują jego dorobek jako mierny. Być może jednak mamy do czynienia z kamuflażem, o czym świadczyć może zaginięcie raportów, których istnienie funkcjonariusze potwierdzają. (…) Okazuje się jednak, że związki Cimoszewicza z SB nie kończą się wcale na pracy dla wywiadu za granicą. Po powrocie do kraju “Carex" pracuje nadal, ale tym razem sprawozdania dotyczą jego kolegów ze studiów. Zachowało się sprawozdanie z jednej tylko rozmowy, podczas której Cimoszewicz informuje o postępach w organizowaniu niezależnego związku studentów “Bratniak". Rzecz cała nie miałaby szczególnego znaczenie, gdyby nie fakt, iż sąd lustracyjny uznał, że Cimoszewicz złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne, gdyż miał nie być świadomy, iż zgadza się na współpracę z SB, a sądził, że rozmawia z przedstawicielami służb dyplomatycznych. O ile można by sobie to wyobrazić, gdyby kontakty ograniczyły się do USA, trudno uwierzyć, że o kolegach z “Bratniaka" Cimoszewicz opowiadał dyplomatom!"

Cimoszewiczowi trwające niemal dekadę lustracyjne podejrzenia w karierze nie przeszkodziły. Jest jednym z najbardziej utytułowanych polskich polityków — w latach 1993-2005 r. był premierem, marszałkiem Sejmu i dwukrotnie ministrem. Z kandydowania na prezydenta w 2005 r. wycofał się, gdy sejmowa komisja śledcza ds. afery Orlenu dała wiarę jego byłej asystentce Annie Jaruckiej. Kobieta twierdziła, że na prośbę Cimoszewicza potajemnie usunęła z jego oświadczenia majątkowego informacje o posiadanych przezeń akcjach PKN Orlen.

Prokuratura umorzyła śledztwo z doniesienia komisji, uznając, że nie wpisując akcji Orlenu Cimoszewicz działał nieumyślnie. Skazana za to została Jarucka — m.in. za składanie fałszywych zeznań i posługiwanie się fałszywym dokumentem, uprawniającym ją do zmiany oświadczenia majątkowego Cimoszewicza.

Po aferze Orlenu był jeszcze dwukrotnie senatorem (2007-2015), ale już nie wrócił na polityczne szczyty. Przed ostatnimi wyborami zadeklarował, że wycofuje się z polityki i w ogóle nie kandydował.

Józef Cinal

Polityk związany z ruchem ludowym, najpierw z ZSL, z którego list zasiadał w Sejmie PRL (w latach 1969-1972), a następnie PSL. W III RP w gmachu przy Wiejskiej zasiadał tylko jedną kadencję. Po roku 1993 przez wiele lat był natomiast radnym gminy Wieprz. Przygodę z polityką zakończył w 2010 r.

Eugeniusz Czykwin

W PRL działacz koncesjonowanych przez władzę organizacji prawosławnych. W 1980 był współzałożycielem i przewodniczącym Koła Teologów Prawosławnych Szkół Teologicznych, Świeckich i Młodzieży Laickiej, pierwszego masowego prawosławnego ruchu świeckiego w bloku socjalistycznym. Po wprowadzeniu stanu wojennego, wszedł do władz krajowych Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego, fasadowej organizacji popierającej działania gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Działał też w Towarzystwie Przyjaźni Polsko Radzieckiej.

W latach 1991–1993 zasiadał w Sejmie z listy Komitetu Wyborczego Prawosławnych. W latach 2001-2011 czterokrotnie wybierany do Sejmu z ramienia SLD. Nie udało mu się za to dostać z list lewicy do Parlamentu Europejskiego w 2014. W wyborach 2015 r wystartował jako kandydat niezależny do Senatu, ale mandatu również nie zdobył.

Z listy Macierewicza: "Tajny współpracownik "Izydor", "Wilhelm". Zarejestrowany 23.08.77. Akta archiwalne zachowane. Data zaprzestania kontaktów 13.09.89."

W 1993 roku Czykwin pozwał Macierewicza o ochronę dóbr osobistych i ten proces wygrał. W składanych sześciokrotnie oświadczeniach lustracyjnych zapewniał też, że nie był agentem służb PRL. Twierdził, że nigdy, w żadnej formie nie wyraził zgody na współpracę i nie miał świadomości, że ktokolwiek przypisał mu pseudonim. — Z racji swojej pracy w środowisku prawosławnych i mniejszości białoruskiej zmuszony byłem do kontaktów służbowych z SB — tłumaczył. Przez wiele lat prokuratorzy lustracyjni nie kwestionowali tego oświadczenia. Sytuacja uległa zmianie po nowelizacji przepisów i przekazaniu lustracji do IPN. W 2009 prokurator IPN zarzucił mu kłamstwo lustracyjne. W 2011 Sąd Okręgowy w Białymstoku stanął jednak po stronie Czykwina. IPN się odwołało, a Sąd Apelacyjny w Białymstoku uchylił to orzeczenie, przekazując sprawę do ponownego rozpoznania. W 2013 sąd okręgowy ponownie stwierdził prawdziwość oświadczenia lustracyjnego posła, a sąd apelacyjny utrzymał w mocy to orzeczenie.

Piotr Fogler

Polityk i biznesmen z majątkiem liczonym w milionach. Zaczynał od budki z hot dogami, miał agencję pośredniczącą w ubezpieczeniach, firmę zajmującą się montażem klimatyzacji, a także sklepy z odzieżą i kosmetykami. Na początku lat 90. działał w Unii Demokratycznej, potem odszedł do Partii Konserwatywnej Aleksandra Halla, by w 1997 r. wrócić do pierwszej partii, już jako Unii Wolności. Posłem był krótko, działał głównie w stołecznym i mazowieckim samorządzie. Związany z byłym prezydentem Warszawy Pawłem Piskorskim i to wraz z nim trafił do Platformy Obywatelskiej w 2001 r. Z nim też został z PO wypchnięty po naciskach Donalda Tuska, który oskarżał środowisko Piskorskiego o niejasne interesy na styku z państwem. W ostatnich wyborach samorządowych Fogler kandydował do sejmiku mazowieckiego z list PSL.

Z listy Macierewicza: "Tajny współpracownik "Turysta". Zarejestrowany dwukrotnie: 23.12.76 (...) oraz 29.03.80 (...). Data zaprzestania kontaktów 2.04.83.". Fogler nigdy publicznie nie komentował tej rejestracji, ale też prokuratorzy lustracyjni nie zarzucili mu nigdy kłamstwa.

Za to prawica 2 lata temu wypomniała mu listę Macierewicza, gdy okazało się, że podwarszawskie radio Hobby — w którym był prezesem i miał udziały — retransmituje audycje rosyjskiego propagandowego Radia Sputnik. Fogler przyznawał, że płacone przez Sputnika ruble stanowią jedną piątą budżetu stacji. W finale pozbył się on udziałów radia.

Antoni Furtak

Długoletni pracownik gdyńskiej stoczni, w 1980 roku był jedną z osób, która organizowała tam struktury "Solidarności", potem związał się również z "Solidarnością" Rolników Indywidualnych. Jeden z najbliższych współpracowników Gabriela Janowskiego, zakładał komitet Porozumienie Ludowe, a potem – PSL-Porozumienie Ludowe. W Sejmie zasiadał w latach 1991-93, zasłynął m.in. jako przeciwnik budowy elektrowni jądrowej w Żarnowcu. Tuż przed ujawnieniem listy Macierewicza, trafił do szpitala. Potem, co uchwyciły kamery, wygrażał samemu Macierewiczowi na sejmowym korytarzu. Po rozwiązaniu Sejmu zakończył przygodę z polityką i wrócił do pracy w stoczni. Obecnie jest już na emeryturze.

"To, co przeżyłem w ciągu pierwszego roku od opublikowania listy Macierewicza, było jednym wielkim koszmarem. W dwa tygodnie osiwiałem. Czułem się zhańbiony, mimo że byłem i jestem niewinny" – wspominał po latach. Podjął walkę przed sądem, która zakończyła się przeprosinami ze strony MSW.

Andrzej Gąsienica-Makowski

Wieloletni starosta tatrzański (1999-2014), jeden z najbardziej wpływowych polityków na Podhalu. W Sejmie zasiadał w latach 1991-1997. W kolejnych wyborach nie udało mu się jednak powtórzyć tego sukcesu. Obecnie jest radnym powiatu tatrzańskiego. W 2015 roku ponownie próbował swoich sił w wyborach do Sejmu, tym razem jako kandydat PO. Mandatu nie zdobył. W oświadczeniu lustracyjnym napisał, że nie był współpracownikiem SB. Przed sądem przyznał natomiast, że w grudniu 1981 roku podpisał tzw. lojalkę. Jak tłumaczył, zrobił to pod wpływem gróźb przesłuchujących go funkcjonariuszy SB, którzy mieli sugerować, że coś złego może stać się jego najbliższym. W 2009 r. sąd w Nowym Sączu orzekł, że złożył zgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne.

Tomasz Holc

Sportowiec, żeglarz, olimpijczyk, startował na igrzyskach w Monachium i Moskwie. Do Sejmu, tylko na jedną kadencję, trafił z list Polskiej Partii Przyjaciół Piwa. Po zakończeniu przygody z polityką był m.in. członek międzynarodowych władz żeglarskich, a w latach 2008-2012 – był wiceprezesem Międzynarodowej Federacji Żeglarskiej.

Roman Jagieliński

Działacz ludowy, w latach 1995–1997 w rządach Oleksego oraz Cimoszewicza był wicepremierem i ministrem rolnictwa. W PRL należał do Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, a po upadku komunizmu — do PSL, był członkiem ścisłych władz tego ugrupowania. W 1998 odszedł z PSL, zakładając Partię Ludowo-Demokratyczną — w praktyce znalazł się na politycznym marginesie. Co prawda został jeszcze w 2001 r. posłem z listy SLD, ale szybko się z lewicą skłócił.

Z listy Macierewicza: "Tajny współpracownik "Ogrodnik". Zarejestrowany przez wydz. VI WUSW Piotrków Tryb. 25.03.81". Z bardzo zdekompletowanych akt IPN wynika, że Jagieliński, został pozyskany dobrowolnie w celu rozpracowania indywidualnego sektora rolniczego i wiejskiej "Solidarności". Sam Jagieliński odmawiał komentowania tych informacji. Dokumentów w jego teczce zostało zbyt mało, by prokuratura lustracyjna zdecydowała się na wszczęcia postępowania.

Zbigniew Janowski

Działacz związkowy i wieloletni poseł SLD, w Sejmie zasiadał przez cztery kadencje – od 1991 do 2005 roku. Ubiegał się o kolejny mandat, ale nie zyskał poparcia wyborców. Od 1991 roku aż do dziś jest Przewodniczącym Związku Zawodowego "Budowlani". W 2002 roku został uhonorowany Orderem Uśmiechu.

Jerzy Jaskiernia

W latach 90. polityk SLD, doszedł do stanowiska ministra sprawiedliwości w rządzie Oleksego (1995-6). Zasłynął tym, że zatwierdził umorzenie śledztwa w sprawie moskiewskiej pożyczki, którą PZPR zaciągnęła w Moskwie po przegranych wyborach w 1989 r. Prokuratorzy, którzy byli temu przeciwni, złożyli dymisje.

Przeszedł typową karierę w aparacie PRL. Od 1970 r. do upadku komunizmu należał do PZPR. W stanie wojennym był przewodniczącym zarządu głównego Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. W latach 80. pełnił funkcję sekretarza generalnego Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego i zasiadał w prezydium Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej.

Po 1989 r. działał w następczyniach PZPR — Socjaldemokracji RP oraz Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Z listy Macierewicza: "Kontakt operacyjny "Prym". Figuruje w archiwum Zarządu Wywiadu. Zarejestrowany dnia 4.12.73, data archiwizacji 6.03.80. Akta archiwalne zachowane."

Jaskiernia zaprzeczał, że współpracował ze służbami PRL. W 2000 r. — po wejściu w życie ustawy lustracyjnej — wszczęto wobec niego proces lustracyjny. Sprawa dotyczyła jego wyjazdu studenckiego na stypendium w USA (1973–74). Jaskiernia przekonywał, że po powrocie z USA sporządził jedynie oficjalne sprawozdanie dla władz Uniwersytetu Jagiellońskiego. — Ono było przedmiotem wykorzystywania przez innych ludzi, ja na to nie miałem żadnego wpływu — zapewniał.

Jednak według prokuratora lustracyjnego Jaskiernia był zarejestrowany jako kontakt operacyjny, a potem tajny współpracownik wywiadu. Podczas procesu ujawniono, że z akt wywiadu wynika, iż w 1973 Jerzy Jaskiernia zgodził się na pomoc "w rozpoznaniu instytutów politologicznych w USA". Proces trwał niemal dekadę, a wyroki były sprzeczne. Sąd I instancji uznał Jaskiernię za kłamcę lustracyjnego, twierdząc, iż istniał raport, jaki Jaskiernia miał przekazać wywiadowi PRL po powrocie ze stypendium. Sąd II instancji zmienił ten wyrok podkreślając, że dokument ten nie zachował się, a jest tylko przywołany w aktach. Według tegoż sądu, Jaskiernię zarejestrowano jako kontakt operacyjny bez jego wiedzy i zgody. "Współpracy materialnej nie było" - uznał sąd.

Tyle, że Sąd Najwyższy uchylił wyrok oczyszczający Jaskiernię i sprawa wróciła do sądu II instancji. A sąd II instancji tym razem uznał, że po powrocie z USA Jaskiernia udzielił służbom informacji o kolegach z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego — a zatem znów uznał go za kłamcę. Tym razem kwestia raportu ze stypendium w USA została uznana za drugorzędną. Ostatecznie jednak Sąd Najwyższy w 2009 oczyścił Jaskiernię z zarzutu kłamstwa lustracyjnego, uwzględniając jego kasację.

W latach 1991–2005 Jaskiernia był posłem. Bez powodzenia ubiegał się w 2005 i w 2011 o mandat parlamentarzysty, a w 2009 i 2014 o mandat eurodeputowanego. Jest profesorem prawa i wykładowcą akademickim. W 2015 wybrany w skład Komitetu Nauk Politycznych Polskiej Akademii Nauk.

Eugeniusz Kielek

Działacz związkowy, członek "Solidarności", w Sejmie zasiadał jedynie w latach 1991-93. Potem wycofał się z życia politycznego.

Aleksander Krawczuk

Poseł SLD, historyk specjalizujący się w starożytności i profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, od urodzenia związany z Krakowem. Jeszcze w czasach PRL piastował funkcję ministra kultury (w latach 1986-1989). Do Sejmu trafił na dwie kadencje – pożegnał się z nim w 1997 roku. Po zakończeniu działalności politycznej wrócił do pracy na UJ.

Tadeusz Lasocki

W czasach PRL był członkiem "Solidarności", a już po zmianach ustrojowych w latach 1990–1991 był wicewojewody łomżyńskiego. Do Sejmu trafił na jedną kadencję. W 1993 roku kandydował bez powodzenia do Senatu. Potem zakończył karierę polityczną i skupił się na własnej działalności gospodarczej. Po wprowadzeniu ustawy lustracyjnej złożył oświadczenie, w którym napisał, że nie współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa. W roku 2005 sąd lustracyjny w Warszawie uznał je za zgodne z prawdą.

Jan Majewski

Poseł PSL, w Sejmie zasiadał jedynie w latach 1991-1993, potem zupełnie zrezygnował z polityki. Po uzyskaniu unieważnienia małżeństwa postanowił zostać duchownym. Święcenia kapłańskie odebrał w 1999 roku. Był m.in. wikarym w parafii katolickiej pod wezwaniem świętego Wojciecha w Kaliningradzie. Obecnie jest rezydentem w parafii św. Jakuba Apostoła w Więcławicach Starych.

Wit Majewski

Poseł SLD, związkowiec, uczestnik obrad Okrągłego Stołu, gdzie pracował w podzespole do spraw nauki, oświaty i postępu technicznego. Mandat poselski sprawował przez trzy kadencje. W roku 2001 bezskutecznie ubiegał się o reelekcję, również z list SLD. W latach 90. wiceprzewodniczącym OPZZ i członkiem zarządu głównego Związku Nauczycielstwa Polskiego. Majewski był lustrowany na wniosek Rzecznika Interesu Publicznego. Sam twierdził, że nie współpracował z bezpieką. Ostatecznie, w 2011 r. został uznany za kłamcę lustracyjnego. Dwa lata później Sąd Najwyższy odrzucił jego kasację, uznając ją za bezzasadną.

Janusz Maksymiuk

Przez lata jeden z najbliższych współpracowników Andrzeja Leppera, choć karierę w polityce rozpoczął wiele lat wcześniej. Jeszcze w czasach PRL był członkiem PZPR, aż do jej samorozwiązania. W tym czasie, oprócz własnego gospodarstwa rolnego, kierował także jednym z PGR-ów oraz zakładem rolniczym w Oleśnicy. Po raz pierwszy swoich sił w wyborach do Sejmu spróbował w 1989 roku, ale mandatu nie zdobył. Wcześniej uczestniczył po stronie rządowej w obradach Okrągłego Stołu. Udało mu się to natomiast w kolejnych wyborach, w 1991 roku, gdy wystartował z list PSL. W kolejnych wyborach wystartował jako kandydat SLD i znów zdobył mandat.

Na Wiejską powrócił po dłuższej przerwie, w 2005 roku, już jako jeden liderów Samoobrony. Wcześniej działalność związkowa doprowadziła go do współpracy z Andrzejem Lepperem. Do koalicyjnego rządu PiS-Samoobrona-LPR nie wszedł, ale skupił się na pracy w parlamencie, był m.in. wiceszefem klubu parlamentarnego Samoobrony. Zasłynął niebagatelną rolą w akcji, która doprowadziła do jednego z najpoważniejszych wstrząsów w koalicji, czyli do ujawnienia tzw. taśm Renaty Beger. To właśnie Maksymiuk pomógł dziennikarzom namówić posłankę do przeprowadzenia prowokacji.

Po samorozwiązaniu Sejmu i kolejnych wyborach, razem z Samoobroną znalazł się poza Sejmem. Do końca był wiernym towarzyszem Andrzeja Leppera, także wtedy, gdy szeregi partii opuszczali w atmosferze konfliktu kolejni działacze. Mimo kolejnych sporów, już po śmierci Leppera, ostatni raz wystartował on z jej list w 2011 roku. Wkrótce jednak drogi Maksymiuka i kolejnych przeobrażeń Samoobrony ostatecznie się rozeszły. Potem wycofał się z polityki. Dziś, jest na emeryturze i jak sam mówił w jednym z wywiadów, "polityki nie uprawia, a jedynie ją konsumuje".

Na liście Macierewicza funkcjonował jako TW Roman, zarejestrowany w 1983 r. Przekonywał, że jego kontakty z SB miały wyłącznie charakter oficjalny. W oświadczeniu lustracyjnym z 2007 r. napisał, że nie był tajnym współpracownikiem SB. Informacje te zakwestionował IPN. W czerwcu 2009 roku sąd uznał, że Maksymiuk skłamał w swoim oświadczeniu. W drugiej instancji wyrok został jednak uchylony, a rok później proces ruszył na nowo.

Piotr Mochnaczewski

Poseł SLD, przy Wiejskiej zasiadał jedynie w latach 1991-1993. Potem skupił się na pracy urzędniczej, w czasach rządów SLD był zatrudniony m.in. w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Urzędzie Rady Ministrów. Do 2011 r. pełnił funkcję rektora Wyższej Szkoły Zarządzania i Prawa im. Heleny Chodkowskiej w Warszawie, był również rektorem Małopolskiej Wyższej Szkoły im. Józefa Dietla w Krakowie. Prywatnie, mąż Magdaleny Ogórek, byłej kandydatki Sojuszu w wyborach prezydenckich w 2015 r.

Leszek Moczulski

Od wielu lat już poza polityką, karierę poselską zakończył w 1997 roku. Potem, bezskutecznie ubiegał się o mandat, choćby posła do PE w 2004 r. Obecnie naukowiec, publicysta i autor książek specjalizujący się w geopolityce. Ale latach dziewięćdziesiątych, zwłaszcza na ich początku, był jednym z głównych rozgrywających w gmachu przy Wiejskiej. Jako lider KPN słynął z ciętego języka i mocnych wystąpień sejmowych, w których wielokrotnie podkreślał swój antykomunizm. Jedno z nich, w którym rozwinął skrót PZPR jako "Płatni Zdrajcy, Pachołki Rosji" przeszło do historii. W reakcji na te słowa, posłowie SdRP zaczęli opuszczać salę.

Co ciekawe, mimo tych słów Moczulski miał za sobą kilkuletnie członkostwo w partii komunistycznej. Przygodę tę zakończył jednak jeszcze w latach 50. Od lat 70. zaangażował się w działalność opozycyjną – najpierw w ramach Ruchu Obrony Praw Człowieka, a potem Konferencji Polski Niepodległej, której był twórcą i wieloletnim liderem.

Na liście, która w czerwcu trafiła do Sejmu został umieszczony jako TW Lech. Z informacji MSW wynikało, że w archiwach zachowała się teczka pracy i teczka personalna. Gdy ważyły się losy rządu Olszewskiego, KPN ostatecznie zagłosowała za jego dymisją, choć była częścią stojącej za nim koalicji. Politycy tej partii przekonywali, że otoczenie premiera, w tym sam Antoni Macierewicz, próbowali szantażować ich listą i w ten sposób wymusić poparcie dla rządu. Tak się jednak nie stało.

Sam Moczulski od początku konsekwentnie zaprzecza, że współpracował z bezpieką. Gdy w 1999 roku uchwalono ustawę lustracyjną, błyskawicznie wystąpił z wnioskiem o autolustrację. Sprawa toczy się do dziś. Pierwszy wyrok, uniewinniający, zapadł w 2001 roku, ale wkrótce został uchylony przez sąd drugiej instancji. Podczas ponownego rozpatrywania wniosku, w 2005 roku, sąd uznał, że Moczulski jednak współpracował z SB w latach 1969-77 i brał za to pieniądze. Wyrok uprawomocnił się w 2006 roku, a dwa lata później Sąd Najwyższy odrzucił kasację. Ale to nie był koniec sądowej batalii byłego lidera KPN.

Leszek Moczulski postanowił szukać sprawiedliwości w Strasburgu. W 2011 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że podczas procesu lustracyjnego doszło do naruszenia jego prawa do obrony. Choć nie otrzymał on odszkodowania w wysokości miliona złotych, którego się domagał, ale po tym orzeczeniu Sąd Najwyższy uchylił poprzednie postanowienia sądów i nakazał ponowne rozpatrzenia całej sprawy. Proces ruszył w 2013 roku. Relacje na bieżąco można śledzić w internecie. Ostatnia rozprawa odbyła się pod koniec marca.

"Tej sprawy w ogóle by nie było, gdyby po uchwale lustracyjnej Sejmu w 1992 r. ówczesny minister spraw wewnętrznych, pan Macierewicz, w terminie, który sam uznał za wystarczający, zrobił tylko jedną prostą rzecz. Mianowicie gdyby sprawdził w wydziale badań kryminalistycznych autentyczność mojego podpisu, znajdującego się w aktach (...) Gdyby to było zrobione rzetelnie i uczciwie, to tej pomyłki i wielu innych pomyłek by nie było" – przekonuje sam Moczulski.

Jerzy Osiatyński

TW Osiatyński - taki dopisek widniał przy nazwisku ówczesnego posła zasiadającego w ławach Unii Demokratycznej. Mimo umieszczenia na tzw. liście Macierewicza, Jerzy Osiatyński został niedługo później ministrem finansów w rządzie Hanny Suchockiej, który po krótkim epizodzie Waldemara Pawlaka, przejął stery rządów w Polsce po gabinecie Jana Olszewskiego. W Sejmie zasiadał do 2001 roku. Po zakończeniu przygody parlamentarnej skupił się na pracy naukowej, doradzał też dwóm prezydentom – Lechowi Kaczyńskiemu i Bronisławowi Komorowskiemu. Obecnie zasiada w Radzie Polityki Pieniężnej. Jego kadencja zakończy się w 2019 r.

Gdy zaczęła obowiązywać uchwalona w 1997 roku ustawa lustracyjna, Jerzy Osiatyński złożył oświadczenie, w którym napisał, że nie był współpracownikiem tajnych służb PRL. Podobnie jak Leszek Moczulski, wystąpił też do sądu z wnioskiem o autolustrację. Ten pod koniec 1999 roku uznał, że były minister jednak nie był współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa.

W trakcie procesu ujawniono, że funkcjonariusze dwukrotnie namawiali Osiatyńskiego do podjęcia współpracy. Ten konsekwentnie odmawiał. Już po ogłoszeniu korzystnego dla niego wyroku były minister podkreślał, że takie rozstrzygnięcie sądu jest również zasługą zajmującego się nim esbeka, który odnotował w aktach, że nie zgodził się on na współpracę. Wyrok się uprawomocnił, gdyż Rzecznik Interesu Publicznego nie zgłaszał do niego zastrzeżeń i nie wniósł apelacji. W 2014 roku prokurator IPN potwierdził to rozstrzygnięcie i nie stwierdził żadnych wątpliwości co do zgodności oświadczenia lustracyjnego Jerzego Osiatyńskiego z prawdą.

Jacek Piechota

Harcerz, działacz PZPR i partii, które z niej wyrosły. Do PZPR wstąpił tuż po uzyskaniu pełnoletności i pozostał do końca.

Z listy Macierewicza: "Tajny współpracownik "Robert". Zarejestrowany 3.05.84. Materiały zniszczono 24.11.89 (bądź dotychczas nie odnalezione). Data zaprzestania kontaktów 24.11.89."

Piechota zaprzeczał. Twierdził, był rutynowo odwiedzany przez funkcjonariuszy SB jako ważny działacz harcerski, ale nie były to tajne spotkania.

Nawet po wejściu w życie ustawy lustracyjnej, przez wiele lat IPN nie podważał jego wersji. Dzięki temu robił karierę z rządach SLD — był ministrem gospodarki w gabinecie Millera (2001-03) oraz ministrem gospodarki i pracy w ekipie Belki (2005). Dekadę temu, podczas śledztwa dotyczącego nielegalnych kont polskich polityków w Szwajcarii, prokuratura sprawdzała doniesienia, że jednym z nich był Piechota. Faktem jest, że Piechotę łączyły zażyłe kontakty z Peterem Voglem, szwajcarskim bankierem, który zakładał konta polskim politykom. Vogel to kontrowersyjna postać — jeszcze kiedy był polskim nastolatkiem Piotrem Filipczyńskim, został skazany na 25 lat za brutalne zabójstwo. Piechota bagatelizował swe kontakty z Voglem, zarzekał się też, że nie ma konta za granicą. W śledztwie rzeczywiście nie znaleziono na to jednoznacznych dowodów.

Sprawa lustracyjna Piechoty wróciła dopiero po ponad dekadzie. Gdy w 2011 r. Piechota bez powodzenia kandydował do Senatu, IPN wyciągnął sprawę "Roberta". Podczas procesu w pierwszej instancji okazało się, że nie ma pisemnego zobowiązania do współpracy, teczki pracy ani pokwitowań odbioru pieniędzy. Przesłuchiwani w sądzie byli oficerowie SB albo nie kojarzyli Piechoty jako agenta albo wprost zaprzeczali, jakoby był ich współpracownikiem. Według nich jako komendant harcerski był oficjalnym "kontaktem służbowym", a nie tajnym współpracownikiem.

W tej sytuacji sąd uznał, że Piechota złożył zgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne, tyle, że w apelacji ten wyrok został uchylony. Drugi proces zakończył się w grudniu 2016 r. takim samym orzeczeniem.

Dziś Piechota działa w biznesie. Jest prezesem Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

Bohdan Pilarski

Poseł PSL-S, z wykształcenia muzykolog, ale od lat siedemdziesiątych skupi się na prowadzeniu gospodarstwa rolnego. W latach osiemdziesiątych zaangażował się w działalność "Solidarności". Poseł na Sejm X i I kadencji. W 1999 sąd uznał, że nie był on osobowym źródłem informacji. Od 2001 związany z Prawem i Sprawiedliwością. Z list tego ugrupowania bezskutecznie ubiegał się m.in. o mandat posła oraz eurodeputowanego.

Władysław Reichelt

W młodości był wioślarzem, potem jednak prowadził własną działalność gospodarczą. Do Sejmu trafił w 1991 roku z list KLD. Przy Wiejskiej spędził tylko jedną kadencję. Potem swoją polityczną drogę połączył z ugrupowaniami Janusza Korwin-Mikkego. Mimo to nie udało mu się ponownie trafić do parlamentu. Nieskuteczny okazał się też jego start w wyborach samorządowych, gdzie walczył o fotel wójta gminy Czerwoniak. Reichelt był pierwszym prezydentem Unii Wielkopolan.

Wojciech Saletra

Nauczyciel, także akademicki, przez lata związany z Uniwersytetem Jana Kochanowskiego w Kielcach. Obecnie jest tam dziekanem Wydziału Prawa, Administracji i Zarządzania. Był członkiem PZPR, współtworzył SdRP, a następnie związał się z SLD. W Sejmie zasiadał tylko jedną kadencję, potem był m.in. radnym miejskim w Kielcach. Wypełniając oświadczenie lustracyjne, Saletra zaprzeczył współpracy z SB. Na wniosek IPN wszczęto proces lustracyjny. Na początku 2017 roku sąd orzekł, że jego oświadczenie nie jest zgodne z prawdą. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

Ryszard Smolarek

Choć do Sejmu trafił do w 1989 roku z list PZPR, to wkrótce związał się z PSL. Zasiadał w parlamencie aż do roku 2001. W czasach koalicji SLD-PSL był również sekretarzem stanu w ministerstwie rolnictwa. Choć zaprzeczał, że był tajnym współpracownikiem, to badający jego sprawę sąd orzekł inaczej. Po wyroku Smolarek stracił mandat posła. Na Wiejską próbował powrócić w latach 2011 i 2015. Bezskutecznie. Od 2004 do 2011 był natomiast prezesem należących do byłego senatora Henryka Stokłosy zakładów mięsnych Łmeat-Łuków S.A.

Ewa Spychalska

Wieloletnia działaczka związkowa, a w latach 1991-1996 nawet przewodnicząca Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Zastąpiła na tym fotelu twórcę OPZZ, Alfreda Miodowicza. Do Sejmu trafiła z list Sojuszu Lewicy Demokratycznej i spędziła tam dwie kadencje, choć niepełne. W 1996 roku zrezygnowała z mandatu, by pokierować polską placówką dyplomatyczną w Mińsku. Po zmianie rządów o jej odwołanie zabiegał nowy szef MSZ Bronisław Geremek. Przy okazji tej dymisji, nie szczędził jej słów krytyki – zarzucał on Spychalskiej m.in. brak znajomości języka, brak odpowiedniej współpracy z rządem oraz zbyt bliskie kontakty z Aleksandrem Łukaszenką, które miały się odbywać kosztem opozycji. Przy okazji tej dymisji doszło do starcia między MSZ a Pałacem Prezydenckim. Ostatecznie wróciła do kraju w 1998 roku.

Na liście Macierewicza Ewa Spychalska była opisana jako TW Czuma. Do rejestracji miało dojść w czerwcu 1988 roku. Gdy ujawniono fakt jej obecności na tej liście, po jednym ze spotkań ze związkowcami powiedziała, że ta informacja "nikogo w OPZZ nie podnieca i nie wprowadza żadnych zadrażnień". "Nie jestem załamana, bo towarzystwo jest znakomite" – dodała. Po powrocie z Białorusi Spychalska była doradcą prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, potem pracowała w firmach, by trafić na… bezrobocie. "Nie miałam z czego żyć, potrzebowałam ubezpieczenia i szukałam pracy. Rozczarowałam się w stosunku do ludzi, zbyt dużo człowiek ma w otoczeniu pseudoprzyjaciół" – mówiła, nie kryjąc rozczarowania, w rozmowie z "Życiem Warszawy".

Jej ostatnią inicjatywą polityczną był udział w tworzeniu lewicowej alternatywy dla SLD. Była jedną z liderek Centrolewicy RP, pojawiła się na zjeździe Demokratycznej Partii Lewicy w 2003 roku. Wkrótce jednak zakończyła swoją przygodę z polityką.

Grażyna Staniszewska

"To było trudne przeżycie. Chciałam się wycofać z polityki, ale ludzie przekonali mnie, że będzie to uznane za przyznanie się do winy. Nie wycofałam się, choć byłam kompletnie bezradna wobec tych oskarżeń" - tak wspominała w rozmowie z "Rzeczpospolitą" umieszczenie na liście Macierewicza. Figurowała tam jako TW Kowalska, zwerbowana w kwietniu 1978 roku. W 2000 roku warszawski sąd orzekł, że Grażyna Staniszewska nie była tajnym współpracownikiem SB. Po jej stronie stanął m.in. zastępca Rzecznika Interesu Publicznego, który przekonywał, że w jej przypadku doszło do "nieudolnej próby zwerbowania".

Po ukończeniu studiów pracowała jako nauczycielka, potem jako kierownik domu kultury. To wtedy doszło to próby zwerbowania jej do współpracy. Wraz z narodzinami "Solidarności" wstąpiła w szeregi związku. W czasie stanu wojennego internowana, potem ponownie zatrzymywana i aresztowana. Mimo to, nie zaprzestała działalności opozycyjnej. Uczestniczka obrad Okrągłego Stołu, była jedyną kobietę reprezentującą opozycję podczas obrad plenarnych. W Sejmie zasiadała przez cztery kadencje - od 1989 do 2001 roku. Potem zdobyła mandat senatora, który piastowała do roku 2004. Była kolejno związana z ROAD, Unią Demokratyczną, Unią Wolności i wreszcie z Partią Demokratyczną.

Swoją przygodę parlamentarną zakończyła w 2009 roku po jednej kadencji w Parlamencie Europejskim. Potem jeszcze bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta Bielska-Białej. W latach 2010-2014 była natomiast miejską radną. Rozczarowana pracą w samorządzie zrezygnowała z kolejnego startu. Jak tłumaczyła, chciała skupić się na pracy w Towarzystwie Przyjaciół Bielska-Białej i Podbeskidzia. Staniszewska jest do dziś prezesem zarządu tego stowarzyszenia.

Marian Starownik

Poseł PSL, zasiadał w Sejmie aż cztery kadencje, był także m.in. starostą lubartowskim, a od 2012 do 2015 r. - wicewojewodą lubelskim. Do Sejmu powrócił po śmierci Edwarda Wojtasa, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Objął mandat po wcześniejszej rezygnacji Henryka Smolarza. Złożył też wtedy oświadczenie lustracyjne, w którym napisał, że nie był współpracownikiem bezpieki. IPN, po sprawdzeniu archiwów i przesłuchaniu byłych funkcjonariuszy, orzekł, że złożył on oświadczenie zgodne z prawdą.

"Kiedy ukazała się lista Macierewicza, to tak jakby ktoś dał mi młotkiem między oczy. Sprawę wtedy wniosłem do sądu. Zostałem przeproszony w dwóch lokalnych i dwóch ogólnopolskich mediach (...) Mam nadzieję, że sprawa została już zamknięta. Przez te 18 lat niektórzy mogli sobie poużywać. Uważam, że ten rozdział został już zamknięty, bo mam to oświadczenie" – tłumaczył po latach.

Herbert Szafraniec

Psycholog, tłumacz, były pracownik kopalni "Wujek". Związany z opozycją, członek "Solidarności". Przewodniczył też zespołowi, który badał wydarzenia, do których doszło 16 grudnia 1981 roku w "Wujku". Do Sejmu trafił z list KLD, ale zasiadał tam tylko przez jedną kadencję. W 1993 roku nie wystartował w wyborach. Szafraniec był też członkiem Związku Górnośląskiego. Zmarł w 2013 roku.

Bogumił Szreder

W sejmowych ławach zasiadał przez dwie kadencje, do 1993 roku. Najpierw związany z ZSL, a potem PSL. Uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu, gdzie pracował w podkomisji ds. młodzieży. Działał również w Gminnym Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych. Po zakończeniu kariery parlamentarnej działał w samorządzie (m.in. był radnym gminy Tczew). Zmarł w 2003 roku.

Tadeusz Szymańczak

Rolnik, były działacz "Solidarności", internowany w czasie stanu wojennego. W Sejmie pojawił się tylko na jedną kadencję. Potem wrócił do prowadzenia gospodarstwa rolnego. Specjalizuje się od lat w uprawie kukurydzy, często jest nawet nazywany "królem kukurydzy".

Jan Świtka

Filozof, dziś emerytowany nauczyciel akademicki i profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, a wcześniej - poseł na Sejm X i I kadencji. Był też dziekan Wydziału Prawa i Administracji UMCS w Lublinie. Wieloletni polityk Stronnictwa Demokratycznego. W latach 1991-93 był jedynym posłem tej partii. W kolejnych wyborach startował jako kandydat popieranego przez Lecha Wałęsę BBWR, ale mandatu nie zdobył. Gdy Paweł Piskorski walczył o władzę w SD, to właśnie Świtka był jednym z jego najbardziej zagorzałych przeciwników. Do dziś nie uznaje przywództwa Piskorskiego w tej partii.

Mariusz Wesołowski

Był związany z ROAD, UD, a na końcu z Unią Wolności. W Sejmie zasiadał tylko przez jedną kadencję, w latach 1991-1993. W przedterminowych wyborach nie uzyskał już reelekcji. Niedługo potem opuścił szeregi UW i wycofał się z polityki. Jego siostrą jest Halina Nowina-Konopka – także była posłanka, która zasiadała w Sejmie I, III i IV kadencji, ale związana m.in. z ZChN oraz LPR.

Bogumił Zych

Harcerz, poseł na Sejm kontraktowy wybrany z list PZPR, a potem polityk związany z Sojuszem Lewicy Demokratycznej. Po roku 1993 wycofał się z życia politycznego.

Jan Zylber

Muzyk jazzowy, perkusista, który zasłynął występami m.in. u boku Krzysztofa Komedy. Oprócz kariery muzycznej był także menadżerem znanych muzyków – duetu Marek i Wacek czy Ewy Demarczyk. W latach 80. Był też jedną z pierwszych osób, które zakładały tzw. firmy polonijne. Do Sejmu trafił tylko na jedną kadencję, wybrany z list Polskiej Partii Przyjaciół Piwa. Zmarł w kwietniu 1997 roku. Jego synem jest Filip Zylber – aktor i reżyser.

SENATOROWIE

Gerhard Bartodziej

Działacz Mniejszości Niemieckiej, ale także nauczyciel akademicki, wykładowca i profesor Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Senatorem był przez dwie kadencje w latach 1991-1997. Przez wiele lat był także radnym w Strzelcach Opolskich. Po kilku latach od opublikowania listy Macierewicza, Bartodziej w oświadczeniu lustracyjnym przyznał się do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa.

Władysław Findeisen

Były żołnierz AK i powstaniec warszawski, a po wojnie – absolwent, wykładowca, profesor, wreszcie rektor Politechniki Warszawskiej. W latach 1986-90 był przewodniczącym Prymasowskiej Rady Społecznej. Uczestniczył również w obradach Okrągłego Stołu. Był także m.in. członkiem Komitetu Obywatelskiego przy przewodniczącym "Solidarności". W Senacie pojawił się po wyborach czerwcowych z 1989 roku. Zasiadał w nim także w kolejnej kadencji, wtedy trafił tam z list Unii Demokratycznej. W kolejnych wyborach nie udało mu się już jednak wywalczyć reelekcji. W roku 2012 prezydent Bronisław Komorowski odznaczył go Orderem Orła Białego.

Krzysztof Horodecki

W Senacie zasiadał tylko przez jedną kadencję, a trafił tam startując z własnego komitetu wyborczego. Po zakończeniu przygody z polityką wrócił do własnej działalności gospodarczej. Wystąpił z wnioskiem o autolustrację – w 2001 roku sąd orzekł, że Horodecki współpracował z SB. Rok później wyrok podtrzymał sąd drugiej instancji. W latach 1998-2001 był też radnym sejmiku wielkopolskiego z ramienia Unii Wolności, potem związał się z PO.

Jan Jesionek

Po zakończeniu II wojny światowej był żołnierzem NSZ, w latach osiemdziesiątych – członek Solidarności. Do Senatu trafił z list Konfederacji Polski Niepodległej i zasiadał tam tylko przez jedną kadencję. Zmarł w 2008 roku.

Stanisław Kostka

Senator KPN, zasiadał w izbie wyższej polskiego parlamentu tylko przez jedną kadencję, w latach 1991-1993. W czasie II wojny wstąpił w szeregi Armii Krajowej. W lipcu 1944 r. aresztowany i zesłany w głąb ZSRR. Przebywał tam do roku 1946. Potem pracował jako nauczyciel. Był również sekretarzem oddziału Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Jarosławiu. Zmarł w 2003 r.

Andrzej Kralczyński

Z wykształcenia prawnik, działacz "Solidarności" w bielskiej Fabryce Samochodów Małolitrażowych, internowany w czasie stanu wojennego, potem ponownie aresztowany w latach 80. Do Senatu trafił z list Komitetu Obywatelskiego w 1989 roku i spędził tam dwie kadencje, do 1993 r. W kolejnych wyborach nie zyskał już uznania wyborców. Po zakończeniu przygody z polityką wrócił do pracy w FSM. Zmarł w sierpniu 2016 roku. "Sam wybrałem » emigrację polityczną«. Nie zostałem odsunięty. Po prostu uznałem, że zrobiłem swoje. Żyję w wolnym kraju – mówił po latach.

Eugeniusz Wilkowski

Senator I i II kadencji, a wcześniej działacz opozycyjny, internowany w czasie stanu wojennego. W kolejnych wyborach startował jako kandydat ZChN, ale nie udało mu się ponownie dostać do Senatu. Po zakończeniu przygody z gmachem przy Wiejskiej, był m.in. nauczycielem, wykładowcą akademickim, a także urzędnikiem. W 2014 r. został radnym miasta Chełm, startował z list PiS. Gdy wystąpił z wnioskiem o autolustrację, sąd orzekł w 2000 roku, że nie był on tajnym współpracownikiem SB.

Mieczysław Włodyka

Z list PSL wybierany do Senatu dwukrotnie, zasiadał w nim do roku 1997. W kolejnych wyborach musiał uznać wyższość swoich rywali. Przed przygodą z polityką był przedsiębiorcą, prowadził również gospodarstwo rolne. W roku 1980 założył firmę Polexport, która zajmowała się handlem artykułami rolno-spożywczymi. Do biznesu powrócił po tym, jak opuścił Senat. W 2010 próbował swoich sił jako kandydat SLD do sejmiku pomorskiego, ale bezskutecznie. Zmarł w lutym 2017 r.

Jan Zamoyski

Senator ZChN, były żołnierz kampanii wrześniowej, potem Armii Krajowej. Po wojnie więziony. Był ostatnim ordynatem Ordynacji Zamojskiej, po reformie rolnej został pozbawiony majątku ziemskiego. W Senacie zasiadał tylko przez jedną kadencję. Do Senatu startował jako prezes Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego. Potem próbował swoich sił jako kandydat BBWR, ale mandatu nie zdobył. W roku 1995 roku Lech Wałęsa odznaczył go Orderem Orła Białego. Od 1996 r. honorowy obywatel Zamościa. Zmarł w 2002 roku.

Stanisław Żak

Nauczyciel akademicki, działacz "Solidarności", był internowany w czasie stanu wojennego. W Senacie spędził dwie kadencje. Jako polityk związał się z UD i UW. Próbował wrócić do izby wyższej startując z list Partii Demokratycznej (w 2005 r.) i Platformy Obywatelskiej (w 2010 r.). Bezskutecznie. W 2005 roku złożył oświadczenie lustracyjne, w którym napisał, że nie był tajnym współpracownikiem SB.

CZŁONKOWIE RZĄDU

Michał Jagiełło

podsekretarz stanu w ministerstwie kultury i sztuki, przewodnik górski, ratownik TOPR, wreszcie - naczelnik Grupy Tatrzańskiej GOPR. Autor wielu książek o tej właśnie tematyce, w tym popularnej "Wołanie w górach", w której opisano akcje ratunkowe w górach. Był członkiem PZPR, w 1980 roku został na krótko zastępcą kierownika Wydziału Kultury Komitetu Centralnego PZPR. Po wprowadzeniu stanu wojennego wystąpił z partii i zbliżył się do środowiska opozycyjnego. Od jesieni 1989 roku przez osiem lat piastował, w kolejnych rządach, funkcję wiceministra. Od 1998 do 2006 roku był dyrektorem Biblioteki Narodowej. Zmarł w lutym 2016 r.

Wojciech Misiąg

Przez wiele lat mistrz drugiego planu w polskich finansach. Do 1994 zajmował stanowisko wiceministra w resorcie finansów w kolejnych pięciu rządach rozmaitych opcji, odpowiadając za budżet. Współpracował z Leszkiem Balcerowiczem przy tworzeniu jego planu reform.

Zaczynał jeszcze za komuny. W latach 1984–1989 wchodził w skład Komisji Planowania przy Radzie Ministrów PRL. W latach 1989–1991 zasiadał w radzie nadzorczej Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego — który okazał się największą aferą finansową z czasów transformacji ustrojowej. Ówczesne MSW Macierewicza głosiło tezę, że za defraudację w FOZZ odpowiedzialność ponosiły służby specjalne PRL — i Misiąga wskazywano jako jednego z ludzi z owymi służbami związanego.

W 2008 r. Misiąg przyznał się do współpracy z bezpieką. Mimo to w 2011 r. został powołany na stanowisko wiceprezesa NIK przez ówczesnego marszałka Sejmu Grzegorza Schetynę. Funkcję tę pełnił do 2013. Dziś jest doradcą prezesa NIK i wykładowcą akademickim.

Jan Komornicki

Podsekretarz stanu w ministerstwie ochrony środowiska, był członkiem rządów Jana Olszewskiego i Hanny Suchockiej, zasiadał także w Sejmie II kadencji. W latach 1973–1988 pełnił funkcję naczelnika GOPR, był najpierw politykiem ZSL, a potem PSL. W latach 1997-2003 pełnił z kolei funkcję ambasadora Polski na Słowacji, był również dyrektorem Bieszczadzkiego Parku Narodowego.

Aleksander Krzymiński

Podsekretarz stanu w MSZ, powstaniec warszawski, z wykształcenia ekonomista, przez wiele lat był związany z SGH oraz PAN. Funkcję wiceszefa MSZ pełnił przez dwa lata. Po zakończeniu kariery ministerialnej wrócił na uczelnię. W ostatnich latach wykładał marketing oraz międzynarodowe stosunki polityczne i gospodarcze w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Jan Majewski

Podsekretarz stanu w MSZ, w latach 1985-1992. Gdy resortem kierował Krzysztof Skubiszewski, nadzorował m.in. jego finanse oraz kwestie związane z handlem bronią. W 2004 roku "Rzeczpospolita" pisała, powołując się na Grzegorza Kostrzewę-Zorbasa, że Majewski był oficerem wywiadu wojskowego PRL. W latach 60. został uznany przez rząd Wielkiej Brytanii za persona non grata i wydalony z ambasady PRL w Londynie pod zarzutem szpiegostwa. Po tym, jak odszedł z kierownictwa MSZ był jeszcze przez trzy lata chargé d’affaires polskiej placówki w Pakistanie. Następnie związał się z firmami, które zajmowały się handlem bronią - NAT Import Export oraz Cenrex.

Andrzej Olechowski

Jeden z założycieli Platformy Obywatelskiej, były kandydat na prezydenta, były szef MSZ. Paradoksalnie, znany z liberalnych poglądów gospodarczych i społecznych Olechowski był w momencie publikacji listy, kolegą z rządu Macierewicza. Zajmował fotel ministra finansów.

— Kwestionując linię polityki gospodarczej Leszka Balcerowicza, miałem problem ze znalezieniem kandydata na to stanowisko — wspomniał po latach ówczesny premier Jan Olszewski. — Problemem dla nas było wtedy odbudowanie kontaktów z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Bankiem Światowym. Olechowski był wówczas jednym z nielicznych ekonomistów, którzy mieli tam kontakty, bo odbywał staże i pracował w zagranicznych instytucjach finansowych. Rutynowo poprosiłem wcześniej o sprawdzenie teczki Olechowskiego i od służb dostałem odpowiedź, że nie ma żadnych materiałów na jego temat. Nieco się zdziwiłem, bo przecież on w marcu 1968 brał udział w strajkach studenckich, a nawet był zatrzymany. Poprosiłem go na rozmowę i zapytałem wprost. Olechowski mi powiedział,̇ że w Nowym Jorku zgłosiły się do niego amerykańskie służby z propozycją współpracy wywiadowczej. Twierdził, że zgłosił tę sytuację służbom PRL i tylko taki był charakter jego kontaktów z bezpieką. Okazało się, że było inaczej.

Z listy Macierewicza: "Kontakt operacyjny "Must". Figuruje w archiwum Zarządu Wywiadu. Zarejestrowany 4.11.72 (...) data archiwizacji 25.06.81."

Olechowskiemu lista Macierewicza nie zaszkodziła. Wręcz przeciwnie. Największą karierę w polityce i biznesie zrobił w kolejnych latach. Związał się z prezydentem Lechem Wałęsą, był nawet kandydatem na premiera jego rachitycznej partii BBWR. Potem z nadania Wałęsy został szefem MSZ w rządzie SLD-PSL, kierowanym przez Waldemara Pawlaka (1993-94). Odszedł, gdy ówczesny minister sprawiedliwości Włodzimierz Cimoszewicz przeprowadził operację "czyste ręce", piętnującą polityków, którzy jednocześnie działają w biznesie — a Olechowski był szefem rady nadzorczej Banku Handlowego. Przez kilka lat tułał się po małych, prawicowych partyjkach, by w 2000 r. wrócić z przytupem — kandydował na prezydenta i napędził Aleksandrowi Kwaśniewskiemu sporo strachu. Wtedy to przyznał się do współpracy z wywiadem PRL.

Okazało się, że był kontaktem operacyjnym późniejszego szefa UOP Gromosława Czempińskiego.

Po wyborach, w których uzyskał drugi rezultat (17 proc.) Olechowski stworzył — wraz z Donaldem Tuskiem i Maciejem Płażyńskim — Platformę Obywatelską. Kandydował nawet na prezydenta Warszawy w 2002 r. — ale wygrał Lech Kaczyński. Nie chcąc się dalej angażować w bieżącą działalność partyjną, po kilku latach dał się wypchnąć z partii Tuskowi i Grzegorzowi Schetynie.

Z Platformą rozstał się latem 2004 r., gdy partia rzuciła hasło "Nicea albo śmierć" w obronie unijnego traktatu z Nicei, który co do siły głosu faworyzował kraje średniej wielkości. Tak to potem wspominał w książce "Donald Tusk. Droga do władzy": — Zaczął się okres wypychania mnie z Platformy. Byłem regularnie przegłosowywany na posiedzeniach władz. Nawet gdybym wniósł uchwałę, że jutro będzie ładna pogoda, to i tak zagłosowaliby przeciwko. Akurat byłem w takim nastroju, że niezbyt mnie to denerwowało, więc nie dochodziło do przesilenia. Doszło do niego dopiero przy okazji sprawy dla mnie pryncypialnej, czyli Unii Europejskiej. Moje najwyższe poirytowanie hasłem "Nicea albo śmierć" wynikało nie tylko z jego merytorycznej głupoty, ale również z tego, że w dyskusjach wewnętrznych liderzy Platformy otwarcie i jasno mówili, iż przyniesie ono nam poprawę wyników w sondażach. Chodziło o to, aby wykazać się patriotyzmem wysokiej próby według prawicowych kryteriów. Bawić się można rozmaicie, ale nie wolno robić ludziom wody z mózgu w tak ważnych obszarach jak członkostwo w Unii! Platforma zaczęła skręcać w prawo, zbyt ostro, jak dla mnie.

– Miał pan poczucie, że ludzie Tuska pana wykańczali?

– Tak. Może obawy rodziła moja legenda założyciela." — tłumaczył.

Dziś jest politycznym emerytem. Próbował wrócić w wyborach prezydenckich 2010 r., ale skończyło się fiaskiem — dostał niespełna 1,5 proc. poparcia. Ostatnio współpracował z Twoim Ruchem i popierał Nowoczesną.

Andrzej Podsiadło

Podsekretarz stanu w ministerstwie finansów, w resorcie pracował od roku 1989, a stanowisko podsekretarza stanu piastował od 1991 r. Z pracy w MF odchodzi w 1992 i przechodzi do sektora bankowego. Na początku stał na czele zarządu Powszechnego Banku Handlowego Gecobank, a potem przeszedł do PKO BP. Początkowo był tam wiceprezesem zarządu, a w latach 2002-2006 – prezesem. Podsiadło był również członkiem Rady Dyrektorów rosyjskiego Alfa Banku, zasiadał też w wielu radach nadzorczych (m.in. Pekao SA, Banku Pocztowego czy TUiR Warta SA). Dwukrotnie, najpierw w latach 1995-1998, a potem 2008-2012 był również prezesem Polskiego Czerwonego Krzyża. Obecnie partner w Biurze Analiz Aplikacji Kredytowych – BAAK.

Andrzej Siciński

Minister kultury, żołnierz AK i powstaniec warszawski, z wykształcenia socjolog. Był doradcą "Solidarności". Na czele resortu kultury stał od grudnia 1991 roku do lipca 1992. Był również członkiem rady honorowej budowy Muzeum Powstania Warszawskiego. I rektorem Wyższej Szkoły Sztuk Wizualnych i Nowych Mediów w Warszawie. Zmarł w 2006 roku.

Krzysztof Skubiszewski

Od czasu przejęcia steru rządów przez gabinet Tadeusza Mazowieckiego, aż do roku 1993 i dojścia do władzy koalicji SLD-PSL, był nieprzerwanie ministrem spraw zagranicznych. To on tworzył zręby polskiej polityki zagranicznej po upadku komunizmu – w tym polsko-niemieckie pojednanie oraz utworzenie Trójkąta Weimarskiego. Na liście sporządzonej w resorcie kierowanym przez Antoniego Macierewicza widniał jako tajny współpracownik "Kosk". Został on zarejestrowany przez Departament I MSW, czyli wywiad.

W 2009 na łamach "Gazety Polskiej" ukazał się tekst, w którym na podstawie zachowanych w IPN dokumentów opisano jego kontakty z komunistyczną bezpieką. Miało do nich dochodzić w latach 1961-69 – na początku Skubiszewski był kontaktem służbowo-informacyjnym, a potem tajnym współpracownikiem. W tekście możemy przeczytać m.in. o pisemnych informacjach, jakie Skubiszewski przekazywał na temat osób pochodzenia polskiego, z którymi spotykał się podczas zagranicznych wyjazdów, choćby do Wielkiej Brytanii czy USA. W 1964 r. sporządził m.in. charakterystykę Zbigniewa Brzezińskiego oraz Jana Karskiego. Z opisanych w "GP" dokumentów wynika, że SB traktowała Skubiszewskiego jako "cenną jednostkę".

Przygodę z polityką Krzysztof Skubiszewski zakończył wraz z upadkiem rządu Hanny Suchockiej. Potem wrócił do pracy w swojej specjalizacji, czyli prawie międzynarodowym. W 1999 roku prezydent Aleksander Kwaśniewski odznaczył go najwyższym polskim odznaczeniem, czyli Orderem Orła Białego. Krzysztof Skubiszewski zmarł w lutym 2010 roku. Został pochowany w Panteonie Wielkich Polaków w warszawskiej Świątyni Opatrzności Bożej.

Jacek Stankiewicz

Zastępca szefa Urzędu Rady Ministrów Krzysztofa Żabińskiego. W czasach PRL był działaczem "Solidarności", internowany w stanie wojennym. W 1985 r. współtworzył "Sprawozdania z Procesu Morderców Księdza Jerzego Popiełuszki". Po zakończeniu pracy w URM był w latach 1992-1995 dyrektorem firmy Noetrans. Zmarł w 2012 roku.

Stanisław Szuder

Podsekretarz stanu w ministerstwie łączności w latach 1990-1993, współautor polskiego prawa telekomunikacyjnego. Po odejściu z ministerstwa był prezesem firmy Lucent Technologies Poland, potem związał się m.in. z firmą Exatel. Od 2012 stoi na czele zarządu spółki Energo-Tel, która zajmuje się obsługą, serwisem i budową sieci oraz węzłów telekomunikacyjnych w Polsce.

KANCELARIA PREZYDENTA

Lech Falandysz

Gdy szef MSW ogłaszał swoją listę, był jednym z najbliższych współpracowników Lecha Wałęsy. W prezydenckiej kancelarii zajmował stanowisko sekretarza stanu i głównego eksperta od spraw prawnych. To właśnie jego sposób interpretacji przepisów, dający prezydentowi coraz większe uprawnienia, nazwany został później "falandyzacją prawa". Sam siebie nazywał z kolei "sierżantem" prezydenta. Karierę u boku Wałęsy Lech Falandysz zakończył jako zastępca szefa jego kancelarii. Odszedł na początku 1995 roku po konflikcie z Mieczysławem Wachowskim. Kilka miesięcy później, tuż przed wyborami pracę stracił sam Wachowski. W grudniu z Pałacem Prezydenckim pożegnać musiał się i sam Wałęsa.

Do dziś zagadkowa pozostaje natomiast historia ułaskawienia w 1993 r. przez Wałęsę jednego z bossów Pruszkowa, Andrzeja Z. ps. Słowik i rola, jaką w niej mógł odegrać Falandysz. "Masa", były członek tego gangu, zeznał, że "Pruszków" zapłacił za ułaskawienie 150 tysięcy dolarów. Jak przekonywał, słyszał "Słowik", który chwalił się, iż "kupił akt łaski", a podczas jednego z przyjęć gangsterzy wznosili toasty za zdrowie prezydenckich ministrów Lecha Falandysza i Mieczysława Wachowskiego. Otwarcie pisał również o tym sam "Słowik" w swojej książce. Proces sądowy jednak nie potwierdził tych rewelacji i ostatecznie został on uwolniony od zarzutu wręczenia łapówki.

Na liście sporządzonej w 1992 roku w MSW znalazł się jako kandydat na tajnego współpracownika i tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie "Wiktor". "Data zaprzestania kontaktów 25.04.74. Akta archiwalne zachowane" – czytamy dalej.

Po latach Falandysz przyznał się do współpracy z PRL-owskim służbami. Mówił o tym m.in. na łamach "Gazety Wyborczej" w 2001 roku. "Po paru spotkaniach dali spokój. Przedtem założyli teczkę, a po jakimś czasie napisali, że z powodu nieprzydatności operacyjnej zamykają teczkę. Ja ją widziałem. Byłem jednym z tych uprzywilejowanych, którzy mogli ją sobie obejrzeć" - wspominał w rozmowie z Jarosławem Kurskim

"Czy to naganne, czy nie? Pewnie nie powinno się rozmawiać z kontrwywiadem. Może powinienem być odważniejszy i powiedzieć: »Poszli won, dajcie mi spokój! «. Mały człowiek ze mnie wtedy wyszedł. Myślałem: - I tak im nic nie powiem, a będę miał w miarę święty spokój. W tej sprawie czuję swą małość. Mogę kochać Piłsudskiego, ale taka jest między nami różnica, że on był towarzysz »Wiktor" z PPS-u, a ja jestem T.W. "Wiktor" z kontrwywiadu PRL" – tłumaczył.

Po zakończeniu kariery urzędniczej, Falandysz wrócił do zawodu adwokata. Wraz z Robertem Smoktunowiczem prowadził jedną z najbardziej znanych warszawskich kancelarii, występował przed sądem w wielu głośnych sprawach. Wrócił też do pracy akademickiej, m.in. pełnił funkcję rektora warszawskiej Wyższej Szkoły Handlu i Prawa. Lech Falandysz zmarł w lutym 2003 roku. Miał 61 lat.

Jerzy Milewski

Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego w kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy. Od 1980 działał w "Solidarności", był członkiem zarządu Regionu Gdańskiego. Przed wprowadzeniem stanu wojennego wraz z delegacją związku wyjechał do USA i już nie wrócił do kraju. Od 1982 do 1991 kierował biurem "Solidarności" w Brukseli, które zbierało pieniądze i kupowało sprzęt dla związku w Polsce. Już wówczas część działaczy opozycji antykomunistycznej oskarżała go o współpracę z bezpieką. — Część środowisk opozycyjnych w Polsce odmówiła przyjmowania pomocy płynącej z Biura Brukselskiego. Powodem był sposób, w jaki działało to biuro. Niewytłumaczalne posunięcia polityczne. Nielojalność Milewskiego wobec władz Solidarności — opowiadała na początku lat 90. Irena Lasota, emigracyjna działaczka "Solidarności".

— W 1984 r. po raz pierwszy otrzymałam niepokojącą wiadomość z Polski, że offsety [drukarki] wysłane przez biuro brukselskie miewają wmontowane mikronadajniki, które pozwalają bezpiece namierzyć sprzęt i drukarnie. W 1986 r. zaczęła się fala wpadek całych transportów. Okazało się również, że w transportach przejmowanych przez SB znajdowały się bardzo skomplikowane komputery. Podziemie nie potrzebowało takiego sprzętu do składania gazet i książek. Te komputery objęte były zakazami, zastrzeżone wyłącznie dla państw NATO. Służby specjalne najwidoczniej wpadły na pomysł, że najlepszym sposobem do przemytu tego specjalistycznego sprzętu na Wschód jest udawanie, że transporty przeznaczone są dla Solidarności. Potem wystarczało taki transport przejąć.

Podobne oskarżenia wobec Milewskiego wysuwał po latach Andrzej Kołodziej z "Solidarności Walczącej". — Ofiarodawcy byli oczywiście przekonani, że pomagają "Solidarności". Skutkiem tego, że Jerzy Milewski i przynajmniej część jego współpracowników była agentami PRL-owskich służb specjalnych, te często nadzwyczajne dary trafiały do rąk prześladowców "Solidarności". A bardzo możliwe, że także do rąk ich sowieckich towarzyszy.

Po powrocie do Polski w 1991 Milewski został ministrem w kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy. Krótko pełnił obowiązki szefa MON, gdy po konflikcie z Wałęsą odszedł adm. Piotr Kołodziejczyk. Po przegranych przez Wałęsę wyborach prezydenckich w 1995 r. Milewski dokonał politycznej wolty — został szefem BBN u nowego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Do listy Macierewicza nigdy się nie odniósł. Zlustrowany nie został, bo zmarł w 1997 r., zanim ustawa lustracyjna weszła w życie.

Janusz Ziółkowski

Sekretarz stanu, socjolog, profesor przez wiele lat związany z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, w 1981 r. na krótko nawet był wybrany jego rektorem. Był jednym z doradców "Solidarności", brał również udział w obradach Okrągłego Stołu w podzespole do spraw nauki, oświaty i postępu technicznego, a wyborach czerwcowych zdobył mandat senatora. Blisko związany z Lechem Wałęsą – najpierw jako członek Komitetu Obywatelskiego przy Przewodniczącym NSZZ "Solidarność", a potem, już po wygranych przez Wałęsę wyborach, pracował w jego kancelarii. Początkowo pełnił obowiązki jej szefa, a potem, w latach 1992-1995 stał na jej czele. Zastąpił na tym stanowisku Jarosława Kaczyńskiego. Zmarł w 2000 roku.

W 2013 roku w Poznaniu powstał skwer jego imienia, a potem – poświęcony mu obelisk. Jego syn, Marek, przez trzy kadencje zasiadał w Senacie. Startował tam z list PO. W latach 2005-2011 był wicemarszałkiem izby. Od 2015 roku pełni funkcję polskiego ambasadora w Maroku. Drugi z jego synów, Adam jest historykiem i profesorem UW.

Autor: 
Andrzej Stankiewicz/Rafał Zychal
Źródło: 

Onet

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.