Czarno-biała historia niewolnictwa - po obu stronach łańcucha

Czasy powszechnego niewolnictwa, tragiczny okres w dziejach, to rzecz godna całkowitego potępienia. Ale przekłamaniem jest, że gnębicielem był zawsze biały człowiek.

 

 

Pokutuje przekonanie, pieczołowicie zresztą podsycane przez określone grupy interesu, że niewolnikami handlowali wyłącznie biali ludzie, zaś do niewoli brano wyłącznie czarnych, którzy z tego powodu są po dziś dzień szczególnie poszkodowani. Jest w tym dużo prawdy, udział białych - nie tylko zresztą Amerykanów - w procederze jest niepodważalny. Ale niepodważalny jest też fakt, że wśród najokrutniejszych handlarzy niewolników znajdowali się też ciemnoskórzy. Łajdak zawsze będzie łajdakiem, niezależnie od koloru.
 

Niezwykła historia Dilsey Pope

Wizerunek handlarza czy właściciela niewolników jest jednoznaczny - biały mężczyzna w podeszłym wieku, odrażający na pierwszy rzut oka. Ale Dilsey Pope to zupełne zaprzeczenie teorii. Po pierwsze, to kobieta. Po drugie, czarnoskóra. 

Żyjąca w Georgii, posiadająca własny dom i otaczającą go ziemię Dilsey Pope zapragnęła posiąść też męża, gdzie „posiąść” to słowo-klucz. Na amory w tradycyjnej formie było już dość późno, jako że pani Pope lat nie ubywało, postanowiła więc „szczęśliwego wybranka” sobie nabyć. Znalazła odpowiedniego kandydata, uiściła opłatę i przygarnęła mężczyznę do siebie. Oczywiście prawo zabraniało wówczas małżeństw pomiędzy panami a niewolnikami - dlatego „małżonek” oficjalnie zatrudniony został jako pracownik gospodarstwa pani Pope. Życie biegło szczęśliwie, „nowożeńcy” doczekali się gromadki szczebioczących dzieci… nie. Wesoło było tylko do pierwszej kłótni, podczas której pani Pope przypomniała sobie o nierównym statusie obojga. Zamiast strzelić focha na tydzień, wyjechać do mamusi czy zrobić którąkolwiek z rzeczy, które robią obrażone małżonki, ta postanowiła swojego męża… sprzedać.
 


Chętny znalazł się natychmiast - biały sąsiad pani Pope odkupił pracowitego mężczyznę, któremu przeprowadzka też nieszczególnie przeszkadzała. Na tym historia mogłaby się zakończyć (wpisem do księgi radosnych transakcji), jednak na drodze stanęła kobieca natura. Jak wiadomo, kobieta zmienną jest i gdy tylko zauważyła, że sprzedany małżonek wcale nie narzeka na swój los na wygnaniu, zapragnęła go z powrotem. Wtedy jednak nowy właściciel pokazał jej figę.

Co było dalej, tego nie wiadomo - można jednak przypuszczać, że zaradna Dilsey Pope prędzej czy później kupiła sobie kolejnego męża. I zapewne trzymała go krócej… 
 

Jacob Gasken z rodziną

Czarnoskórzy zarzucają białym złe, niegodziwe traktowanie. Nie sposób zaprzeczyć, było niedopuszczalne. Ale trudno wyobrazić sobie białego człowieka, który sprzedałby własnego ojca… 
 


Rodzina Gaskenów była niestandardowa - matka była wolna, ojciec był niewolnikiem - ale też nie wyjątkowo nietypowa. Takie konfiguracje nie były może na porządku dziennym, ale zdarzały się zupełnie często. 

Jacob urodził się wolny i tylko jego ojciec pozostawał w niewoli, zmuszony do pracy na plantacji. Zarówno synowi, jak i żonie było z tym źle. Zdecydowali więc wykupić ojca. Uzbierali wystarczająco pieniędzy i uwolnili ojca. Szczęśliwa, połączona rodzina? Tu znów sielanka nie trwała długo. Ojciec robił to, co do ojca należało - wychowywał syna, co nie podobało się dorastającemu Jacobowi. Zwłaszcza pewna kłótnia i zasłużona zapewne reprymenda.

W odwecie Jacob… sprzedał ojca handlarzowi z Nowego Orleanu. Przechwalał się później przed kolegami, że „wysłał ojca do Luizjany, by nauczyć go trochę manier”. Jeśli biali traktowali czarnych źle, to jak określić to zezwierzęcenie (z całym szacunkiem dla zwierząt)?

 

 

Hurtownicy


Sprzedaż członka własnej rodziny, jakkolwiek godna największego pożałowania, stanowiła raczej przypadek jednostkowego okrucieństwa. Ale nie brakowało też czarnoskórych handlarzy działających „hurtowo”, kwitł istny rynek „business to business”, a czarni mieli w nim swój wydatny udział. Jedną z bardziej skrzywionych postaci był Nat Butler. Jemu nie wystarczała sprzedaż niewolników kolejnym właścicielom.

Odsprzedawanych ludzi namawiał do ucieczki i powrotu, obiecując podział zysku i późniejszą wolność. Jednak kiedy sprzedany niewolnik wracał do jego posiadłości, Butler zamykał go, a sam wyruszał na negocjacje. Ustalał z nabywcą „nagrodę” za schwytanie uciekiniera. Jeśli cena była wystarczająco wysoka, Butler inkasował pieniądze i oddawał niewolnika na niemal pewną śmierć. Jeśli natomiast cena miała być niska, Butler odkupował niewolnika po to, by sprzedać go z zyskiem innym handlarzom.

Swoją zaradnością Butler zyskał wielu wrogów, którzy poprzysięgli mu zemstę.Nie wiadomo jednak, aby którakolwiek z prób zabójstwa zakończyła się sukcesem, ludzka krzywda pozostała niepowetowana.
 

Łaskawa pani Metoyer


Marie, czarna niewolnica z Kongo, zakochała się ze wzajemnością we Francuzie. Na przeszkodzie akceptowanemu związkowi stała różnica ras. W owym czasie małżeństwa mieszane były niedopuszczalne, dlatego technicznie Marie pozostała niewolnicą. Claude Metoyer zabrał ją ze sobą do Luizjany, gdzie mieli szóstkę dzieci. Po latach postanowili „wyprostować” swój status, a pani Metoyer została ostatecznie uwolniona. Wkrótce potem związek się rozpadł. Claude wrócił do Francji, Marie wraz z dziećmi została w amerykańskiej posiadłości.

Kobieta nie została z niczym - otrzymała dobrze prosperującą plantację tytoniu, którą rozwijała… najmując do pracy niewolników. W latach 30. XIX wieku, jak podają źródła, na plantacji rodziny Metoyer pracowało niemal 300 czarnych niewolników. Był to stały zespół, traktowany bez szczególnego okrucieństwa. 

Łaskawość pani Metoyer objawiała się w inny sposób. Mianowicie do najcięższych i najtrudniejszych prac kupowała obcych niewolników, a po skończonym zadaniu zwracała ich handlarzowi, domagając się zwrotu pieniędzy. Obrotna jak Kuźniar w Walmarcie, była niewolnica sama przerodziła się w istnego magnata - przeciętna zamożna rodzina w Luizjanie w tamtych czasach posiadała do kilku niewolników.
 


Postaci takich jak Marie Metoyer było w historii znacznie więcej. Jedna z największych plantacji trzciny cukrowej w Luizjanie, plantacja Cedar Grove pod wodzą czarnoskórego Anoine’a Dubucleta rozrosła się do ogromnych rozmiarów, jego samego czyniąc jednym z najbogatszych ludzi w stanie. Dubuclet wzbogacił się pracą ponad 100 niewolników.

Inny ze zwyrodnialców, William Ellison, został wykupiony przez białego właściciela, który dał mu dach nad głową i edukację, a w wieku 26 lat został uwolniony. Podarowano mu plantację bawełny, której rozwojem już się pieczołowicie zajął. Jednak to nie na uprawie bawełny dorobił się fortuny, tylko na handlu niewolnikami. Słynął ze szczególnego okrucieństwa i wręcz - za przeproszeniem - hodowli niewolników, kupując i sprzedając czarnych pod kątem reprodukcji. Ellison zapisał jedną z najczarniejszych(!) kart amerykańskiego niewolnictwa.
 


Nikt tak jednak nie „przysłużył” się niewolnictwu jak Anthony Johnson, opisywany niekiedy jako pierwszy czarny człowiek w Wirginii. Po odsłużeniu zapłaconej za nich kwoty przywiezieni z Afryki „pracownicy” z początku bywali uwalniani, niektórzy nawet otrzymywali na własność ziemię, którą mogli uprawiać. Nie inaczej było z Anthonym Johnsonem. Mając prosperujące gospodarstwo i zatrudnionych w nim niewolników, Johnson wdał się w spór z sąsiadem o prawo własności jednego ze służących.

Sąd wydał wyrok zgodny z oczekiwaniem Johnsona i tym samym pierwszy czarny człowiek w Wirginii i pierwszy uwolniony czarny w Wirginii stał się jednocześnie pierwszym czarnym właścicielem niewolników (obu kolorów) w Ameryce i pierwszym legalnym właścicielem niewolnika w ogóle. Wyrokiem w sprawie Johnsona sąd po raz pierwszy przyznał oficjalnie, że jeden człowiek może zostać właścicielem drugiego aż do końca jego życia.

Tak się zaczęło i tak trwało przez wiele kolejnych lat, o czym pamiętamy dzisiaj - choć historię próbuje się wykrzywiać. Ciemnoskórzy - zwłaszcza w Ameryce - domagają się szczególnego traktowania, raz za razem powołując się na konieczność odkupienia czasów niewolnictwa. Zapominają jednak, że w wielu przypadkach sami nie byli lepsi. Bo łajdacy zdarzają się we wszystkich odcieniach.

 

 

Autor: 
==
Źródło: 

Joe Monster

Dział: 
video: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.