Zaginiona cywilizacja złota. Mityczne El Dorado istniało w XIV w. w Afryce

Kiedy w 1829 r. brytyjski lord Alfred Tennyson opisywał swoje wrażenia z wizyty w afrykańskim mieście Timbuktu, porównywał je do mitycznej krainy złota El Dorado. I faktycznie, choć lata świetności miało dawno za sobą, to wcześniej nazywane było Miastem Złota. W imperium, do którego należało w średniowieczu, wydobywano dwie trzecie całego złota na świecie. To złoto należało wówczas do jednego człowieka, najbogatszego śmiertelnika w historii świata, Mansa Musy.

Miliarder z Afryki

Królestwo Mansa Musy (dokładnie nazywał się Musa Keita I, ale w zachodniej literaturze nazywany jest Mansa Musa; Musa to termin oznaczający sułtana) rozpościerało się od wybrzeży Oceanu Atlantyckiego w północno-zachodniej Afryce aż do rzeki Niger na wschodzie. Na północy sięgało kopalni soli Taghaza, a na południu legendarnych kopalni złota Wangara (obecnie te terytoria należą m.in. do Senegalu, północnego Burkina Faso, Gambi, Gwinei, północnej Ghany, Wybrzeża Kości Słoniowej, Mali, Mauretanii, Nigru i Senegalu). W 1350 r. terytorium to obejmowało 1 138 000 km kwadratowych (jedną czwartą tej powierzchni, co dzisiaj Unia Europejska) i było wówczas drugim co do wielkości imperium świata, po mocarstwie mongolskim. Mansa Musa miał pod swoim panowaniem ok. 400 miast. Imperium Mali założył niejaki Sun-diata Keita, były niewolnik z plemienia Susu i rządził nim od 1230 r. do 1255 r., a Mansa Musa był wnukiem jego brata.

Brytyjski dziennik „The Independent” ocenił, że Mansa Musa był najbogatszym człowiekiem w historii świata, szacując jego majątek na dzisiejsze 400 mld USD (dla porównania: majątek Billa Gatesa to ok. 90 mld USD). W jaki sposób udało mu się zgromadzić taką fortunę? Otóż jeszcze za rządów poprzednich władców imperium Mali wprowadzono zasadę, że każdy większy kawałek złota wydobyty w kraju należy do sułtana. Większy, czyli ważący więcej niż kilka gramów. Jakikolwiek prywatny handel złotem był zakazany i karany śmiercią. Co jednak najistotniejsze, w średniowiecznym imperium Mali wydobywano dwie trzecie całego złota na świecie (głównie na polach Bambuk, Bouré i Galam, gdzie można je było łatwo, bez istotnego kopania, wydobyć). W większości trafiało ono do jednego człowieka. Nigdy wcześniej, ani później, w historii świata jeden śmiertelnik nie miał do dyspozycji tak wiele, tak cennego kruszcu.

Złoto było także powszechne wśród obywateli imperium Mali. Wytwarzano z niego nie tylko biżuterię, ale także instrumenty muzyczne, a nawet broń. Obywatele Mali byli postrzegani przez obywateli sąsiednich państw jako ci, którzy mają tyle pieniędzy, że przepłacają za wszystko, nie zwracając uwagi na ceny. Kupcy z Kairu opowiadali historykowi zwanemu al-Umari: "Kupują ubrania płacąc pięć dinarów za coś co nie jest nawet warte jednego”.

W 1324 r. (miał wówczas 44 lata) Mansa Musa wyruszył na pielgrzymkę do Mekki (mieli do pokonania ok. 4000 km). To tzw. Hadżdż, który jest obowiązkiem każdego muzułmanina płci męskiej (choć razem z Mansą podróżowała jego żona, Inari-Kunate), a władcy imperium Mali spełniali go już od początku XIII w. Jednak pielgrzymka Mansa Musy przyćmiła wszystkie pielgrzymki, które miały miejsce wcześniej i później. On jako jedyny podróżował na koniu (konie były w Afryce uważane za towar luksusowy, bo były bardzo drogie, ze względu na trudności związane z utrzymaniem ich w panujących tam wysokich temperaturach). Razem z nim podróżowało 72 tys. ludzi, w tym 12 tys. niewolników. Wszyscy ubrani w perskie jedwabie. Każdy niewolnik niósł na plecach sztabkę złota ważącą ok. 2,7 kg. Karawana wielbłądów przewoziła ok. 100 ładunków złotego pyłu i samorodków każdy ważący ok. 136 kg (czyli w sumie było to 13,6 tony złota; razem z tymi niesionymi przez niewolników – 46 ton złota wartego, według obecnej ceny tego kruszcu, 1,8 mld USD, czyli ok. 7 mld zł). W każdym miejscu, w którym się pojawiał, jego ludzie obsypywali oglądających go złotem. Co piątek (muzułmański dzień modlitwy) władca wyznaczał miejsce na budowę meczetu i płacił za nią.

Kiedy dotarł do Kairu, podarował sułtanowi Egiptu al-Malikowi al Nasirowi złoto warte, według dzisiejszego kursu, ok. 30 mln zł. Mansa Musa zaczął także rozdawać złoto pielgrzymom, fundując im zakwaterowanie i pokrywając koszty podróży. Kair był wówczas jednym z największych na świecie rynków złota. Mimo tego ilość złota, jaką Mansa Musa wydał w czasie swojej pielgrzymki sprawiła, że jeszcze dziesięć lat później jego cena była 10 proc. niższa, niż przed pielgrzymką. Sułtan z Mali rozdawał złoto w takim tempie, że w trakcie podróży skończyło mu się 46 ton kruszcu, które wziął ze sobą. Nie przejął się jednak tym zbytnio i polecił swoim ludziom pożyczyć pieniądze na miejscu, nie zwracając przy tym ostentacyjnie uwagi na wysokość odsetek, a nawet ogłosił, że spłaci dług z odsetkami 150 proc.

Był to intencjonalny zabieg mający na celu rozpowszechnienie wieści, że Mansa Musa jest tak bogaty, iż nawet nie musi patrzeć na ceny. Rozdawanie złota i przepłacanie miało na celu podniesienie jego statusu. Temu też celowi służyło rozbudowanie w mieście Timbuktu meczetów Sankoré, Djinguereber i Sidi Yahya, które uważane były za jeden z pierwszych uniwersytetów świata (część historyków się nie zgadza z tym poglądem, ponieważ nauka nie miała charakteru formalnego. Nie było programów, egzaminów itd.). Uczyło się w nim 25 tys. studentów. Pod koniec rządów Mansy Musy w Sankoré Madrasah zebrano największą ilość książek w jednym miejscu w Afryce od czasów Biblioteki Aleksandryjskiej. Była to także jedna z największych wówczas bibliotek świata (zawierała, według różnych szacunków, od 400 tys. do 700 tys. książek, z których większość przetrwała do dzisiaj).

Mansa Musa mieszkał w pałacu, w stolicy zwanej Niani. Miał tron z kości słoniowej. Osłaniał go daszek z jedwabiu, na którym zamontowany był złoty orzeł. Nosił przy sobie broń zrobioną ze złota w tym złoty łuk i strzały. Władca nigdy też nie wypowiadał się publicznie. Chodziło o to, by nikt nie mógł usłyszeć jego głosu, by stworzyć wrażenie, że nie jest zwykłym śmiertelnikiem. Sułtan komunikował się szepcząc polecenia do ucha herolda, który następnie ogłaszał je donośnym głosem. Mansa Musa żądał absolutnego posłuszeństwa i jeżeli ktoś go rozgniewał, mogło się to skończyć jego egzekucją. Jednym z przewinień, za które groziła natychmiastowa kara śmierci, było kichnięcie w obecności władcy. Gdy natomiast sam sułtan musiał kichnąć, wszyscy, którzy znajdowali się razem z nim z pomieszczeniu, musieli uderzać się pięściami w piersi, żeby zagłuszyć ten odgłos. Nikomu nie wolno było także zobaczyć jak Mansa Musa je.

Po śmierci Mansy Musy (która nastąpiła ok. 1337 r.) imperium Mali zaczęło powoli podupadać. Nigdy nie powróciło do dawnej świetności i ok. 1600 r. ostatecznie się rozpadło. Kluczem do sukcesu w utrzymaniu władzy przez najbogatszego człowieka w historii świata była równowaga. Z jednej strony domagał się od uznających jego zwierzchność pomniejszych władców absolutnego posłuszeństwa i regularnej daniny. Z drugiej, nie wtrącał się w to, jak zarządzają oni swoimi ludźmi. Kolejni władcy nie potrafili znaleźć tego złotego środka i wasale zaczęli stopniowo wypowiadać posłuszeństwo królowi. Jest chichotem historii, że dzisiejsze państwo Mali jest jednym z najbiedniejszych państw świata, choć nadal wydobywa się tam znaczące, choć nie tak duże, jak średniowieczu, ilości złota.

Autor: 
Aleksander Piński
Źródło: 

historia bez enzury

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.