Słowiańskie Halloween, czyli nasze Dziady

Halloween... Po co ono komu, skoro w naszej słowiańskiej historii figuruje święto, które jest tak samo ciekawe. Dziady może nie posiadają tak chwytliwej nazwy, ale na pewno w niczym nie ustępują zachodnim zwyczajom, związanym ze śmiercią, strachem i duchami. Moim zdaniem są nawet dużo bardziej niepokojące, mają w sobie coś pradawnego i dzikiego, czego powoli zaczyna brakować komercyjnemu Halloween.

Podobny obraz

Skąd te Dziady?

Termin „Dziady” znamy głównie dzięki Adamowi Mickiewiczowi, który w swoim dziele ujął istotę tego obrzędu, ale nie wszystko, co opisał, jest do końca zgodne z prawdą, by to zrozumieć, musimy na początku wspomnieć, czym właściwie one są.

Jakie macie pierwsze skojarzenia z wyrazem „dziad”? Na pewno coś już wam się kołacze po głowie (nie, nie chodzi mi tu o jakże pieszczotliwe nazywanie irytującego sąsiada „głupim dziadem”, bądźmy poważni). Określenie to większości osób naturalnie kojarzy się ze starym człowiekiem i bardzo dobrze, bo o to chodzi! Dziad to po prostu mniej lub bardziej znany przodek, konkretniej jego duch, więc Dziady były czasem, gdy właśnie ci przodkowie komunikowali się ze swoimi potomkami. Nie należało to jednak do łatwych zadań, ponieważ duchy to z natury dosyć kapryśne byty, nie mają już nic do stracenia, mogą się snuć po ziemi całą wieczność, więc ludzie musieli odpowiednio przygotowywać się do odprawienia stosownych obrzędów i rytuałów, by zadowolić zbłąkane dusze.

Zabawna nazwa, poważna sprawa

Co więc zrobić, by Dziady się „udały”? Szczerze? Najlepiej nic, tak dla pewności, że żadna nasza czynność nie obrazi szanownych przodków. Jeśli chcecie sprzątać w tym dniu, to najlepiej w ogóle sobie odpuśćcie, bo serio… nic z tego nie będzie. Wiedzieliście, że nawet głośne i niezgrabne wstawanie od stołu może sprawić, że duchy zaczną kręcić nosem i poważnie się zastanawiać, czy jesteście odpowiednimi dla nich gospodarzami? Tak, tak, lepiej być bardzo ostrożnym w swoich poczynaniach, ale jeśli wykażecie się kulturą w stosunku do przodków i dodatkowo dobrze ich nakarmicie, to byty się odwdzięczą. Słowianie wierzyli, że w przypadku, gdy takiemu duchowi szczególnie spodoba się dane miejsce, to przy odrobinie szczęścia gospodarze staną się bogatsi o domownika, był on rodzajem demona. To słowo nieprzyjemnie się wam kojarzy, co? Spokojnie, już wyjaśniam – nasi przodkowie dzielili istoty duchowe na złe i dobre. Pierwsze powstawały z dusz ludzi, którzy zginęli śmiercią tragiczną, na przykład poprzez utonięcie, morderstwo, samobójstwo, podczas połogu, a nawet w trakcie porodu, czy przez poronienie (na pewno pamiętacie uroczego porońca z ostatniej odsłony Wiedźmina, prawda?). Te drugie często były duszami zmarłych przodków, okazały się one na tyle miłe, że postanowiły pomagać swoim żywym członkom rodziny w codziennych obowiązkach. Jeśli uda wam się dorobić takiego domownika, czy też innego stopana, to raczej nie mówcie znajomym, że mieszka u was demon, „dobry duszek” brzmi w dzisiejszych czasach dużo lepiej.

Same maniery oczywiście nie wystarczą. Przedchrześcijańscy Słowianie lubili zrobić sobie bankiecik z okazji Dziadów, a gdzie indziej byłby lepszy klimat, jeśli nie na cmentarzu? Oczywiście w domach też odbywały się takie „przyjęcia” dla umarłych, ale ucztowanie na terenie wiecznego spoczynku dziesiątek ciał brzmi bardziej emocjonująco.

Podobny obraz

Miejsce już mamy, czas na strawę! No ale co tak właściwie zmarli lubią zjeść? Kiedyś podawano im na przykład kaszę, chleb, miód i jajka (ogólnie to, co spożywano w domu, oczywiście w dużych ilościach w myśl zasady „Czym chata bogata!”), nie zapominajmy też o trunkach, bo w końcu duch też człowiek i lubi sobie wypić! W dzisiejszych czasach moglibyśmy zapewne urozmaicić ten jadłospis, bo osobiście myślę, że nawet po śmierci nie pogardziłabym pizzą i kebabem.
Nikt nie martwił się specjalnie zachowaniem przy stole (czy nagrobku) –rozlewano alkohol i rozrzucano jedzenie na mogiły, by dusze mogły uraczyć się taką obiatą. Jak się bawić, to się bawić, no nie?

Warto wspomnieć o tym, że święto zmarłych było również świętem dla wszystkich żebraków, którzy często dostawali wtedy coś smacznego do jedzenia, bądź obdarowywano ich w inny sposób. Dzielenie się z biednymi występowało wówczas jako objaw okazywania czci przodkom i trzeba przyznać, że taki sposób obchodzenia tego rodzaju święta bardzo się chwali.

Ogniem i zniczem

Dusze udobruchane, nakarmione i napojone, więc co dalej? Należało zapewnić im należyty komfort, a nie ma niczego bardziej przyjemnego dla bytu pozbawionej ciepła swojego doczesnego ciała od możliwości ogrzania się. Z tej przyczyny ludzie rozpalali w pobliżu grobów i na rozstajach dróg ogniska (miały one również zastosowanie nawigacyjne i ochronne – poprzez ogień zmarli łatwiej odnajdywali drogę do swoich rodzin, natomiast złe demony, które również w czasie Dziadów chętnie przedostawały się do świata żywych, trzymały się od ognisk z daleka). Nie sposób jest nie zauważyć analogii do tego, w jaki sposób zachowujemy się dzisiaj podczas Wszystkich Świętych. Chyba nie ma nikogo, kto przyszedłby wtedy na cmentarz i nie postawił na grobie bliskiej osoby choćby jednego znicza. Te pierwotne kojarzenie płomienia jako czegoś dobrego, symbolizującego życie i pamięć o zmarłych, jest w nas najwyraźniej bardzo głęboko zakorzenione.

Warto czasem zapoznać się z tym, jak to dawniej było na polskich (i nie tylko) terenach. Dziady to piękna część historii naszej kultury. Gdy podczas Wszystkich Świętych będziecie zapalać znicz, pomyślcie chwilę o tym, że taki zwyczaj nie wziął się znikąd, poczęstujcie bezdomnego czymś ciepłym i zrelaksujcie się (absolutnie nie sprzątajcie pokoju, by nie denerwować przodków!). Może dzięki tym małym rzeczom lepiej przeżyjecie ten pełen zadumy czas.

Znalezione obrazy dla zapytania dziady słowiańskie

Autor: 
JAGODA LECHOWICZ
Źródło: 

ostatniatawerna.pl

video: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.