Horror Polaków czekających na śmierć w Katyniu. Jak Sowieci traktowali polskich wojskowych, których zamierzali zgładzić?

Reklama

sob., 09/22/2018 - 14:06 -- zzz

„Dokuczliwe też było zimno, szczególnie w nocy. Był wysoki piec obity czarną blachą, ale tylko stał i dymił, a nie grzał” – wspomina Józef Łokucjewski, plutonowy piechoty przetrzymywany w Starobielsku. W jakich warunkach przyszło żyć jeńcom w sowieckich obozach?

 

 

Zgodnie z Konwencją Genewską z 1929 roku traktowanie jeńców wojennych powinno wyglądać następująco. Jeńcy wzięci do niewoli znajdują się we władzy państwa nieprzyjacielskiego, a nie pojedynczych osób lub oddziałów wojskowych. Powinni być zawsze traktowani ludzko i chronieni przed atakami przemocy, przed zniewagami i publiczną ciekawością (art. 2). Domy i baraki, w których umieszczano jeńców, winny spełniać wymogi w dziedzinie higieny i zdrowotności (art. 10).

Rząd Związku Radzieckiego nie podpisał Konwencji Genewskiej i tym samym nie przyjął na siebie zobowiązań wynikających z dokumentu. A badając opisy życia polskich jeńców w obozach radzieckich bezsprzecznie można stwierdzić, że na 90 artykułów Konwencji, władze obozowe częściowo przestrzegały zaledwie… dwóch: artykułu 18 oraz 19. Z pierwszego wynika, iż jeńcy muszą oddawać honory, czyli salutować wszystkim oficerom państwa zatrzymującego. Drugi z kolei stanowił, że jeńcom zezwala się nosić odznaki stopni i odznaczeń.

Bolesna prawda

Po wkroczeniu na ziemie polskie 17 września 1939 roku oddziały radzieckie zatrzymały około 250 000 żołnierzy, w tym od 10 do 18 tysięcy oficerów. Zatrzymania te miały miejsce głównie w wyniku dyrektywy ogólnej Wodza Naczelnego – marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza. Polscy żołnierze, kierujący się wytycznymi dowództwa, poddawali się Armii Czerwonej zupełnie dobrowolnie.

W końcówce września 1939 Sowieci zaczęli organizować sieć różnorakich obozów przeznaczonych dla zatrzymanych Polaków. Osoby wykształcone, szczególnie aktywne i wychowane na tradycjach niepodległościowych postanowiono odizolować w specjalnie w tym celu stworzonych obozach NKWD. Byli to generałowie, oficerowie, wysokiej rangi urzędnicy wojskowi i państwowi, kadra wywiadu oraz kontrwywiadu, żandarmerii, funkcjonariusze policji. Głównymi obozami stały się Kozielsk, Starobielsk i Ostaszków.

Zgodnie z wytycznymi Naczelnego Wodza marszałka Śmigłego-Rysza polscy żołnierze w większości poddawali się Armii Czerwonej bez walki.

fot.domena publicznaZgodnie z wytycznymi Naczelnego Wodza marszałka Śmigłego-Rysza polscy żołnierze w większości poddawali się Armii Czerwonej bez walki.

Władze radzieckie dzieliły polskich żołnierzy na oficerów, podoficerów i szeregowców. Nie chodziło o ich należyte traktowanie, lecz o odłączenie „wrogów” od „proletariatu”. Za tych pierwszych uznano także funkcjonariuszy Policji Państwowej, urzędników, żandarmów, sędziów cywilnych i prokuratorów, których wraz z oficerami wywożono jako „szkodników” do obozów prowadzonych przez bezpiekę.

Jeńcy polscy w Związku Radzieckim, oficerowie jak i szeregowi, byli pozbawieni podstawowych praw, które powinny im się należeć z racji samego statusu. Władze radzieckie traktowały ich jak przestępców, co oczywiście było sprzeczne z Konwencją Genewską. O wzięciu do niewoli żołnierzy polskich (również o obozach) władze ZSRR nie informowały ani Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, ani rządu polskiego w Londynie (nie przyjmowano do wiadomości jego istnienia). Na obszarze Związku Radzieckiego nie miały też prawa działać żadne organizacje zajmujące się opieką nad jeńcami.

 

Obozowy koszmar dnia codziennego

Jeńcy mieszkali w warunkach zupełnie prymitywnych; brakowało łaźni, pralni. Jeńcy musieli nosić własne ubrania, żadnych nowych im nie zapewniono. Toteż często chodzili obdarci, boso (w niektórych tylko obozach wydawano kufajki). Wszy i pluskwy stanowiły plagę w prawie każdym miejscu odosobnienia.

Bardzo ciężki dla jeńców był okres początkowy, w którym ogromne masy ludności przewożono do całkowicie nieprzygotowanych obozów. Panował głód, brakowało pryczy do spania, sienników, słomy, koców. Ludzie musieli spać długi czas na ziemi. Jeńcy pracowali bardzo ciężko przy budowie dróg, w kopalniach węgla i rudy, kamieniołomach. Często by dojść do pracy pokonywano wiele kilometrów. Obowiązywała prosta zasada: nie pracujesz, to nie jesz. Dziennie pracowano przez 12-14 godzin, niezależnie od warunków atmosferycznych i pór roku. W wielu obozach nie było żadnych dni wolnych.

Inspiracją do napisania tego artykułu stała się książka Marii Nurowskiej pod tytułem "Pamiętnik znaleziony w Katyniu" (Prószyński Media 2018).

Inspiracją do napisania artykułu stała się książka Marii Nurowskiej pod tytułem „Pamiętnik znaleziony w Katyniu” (Prószyński i S-ka 2018).

Warto zauważyć, że Konwencja Genewska w specjalnym rozdziale (art. 31-32) stanowi, że nie wolno zatrudniać jeńców przy pracach mających związek z działaniami wojennymi lub w warunkach niebezpiecznych i niezdrowych. Tymczasem w radzieckich obozach praca była związana z gospodarką okresu wojennego. Bardzo często dochodziło do katastrof, jeńcy wskutek wypadków tracili życie lub stawali się kalekami. O wyżywieniu w obozie wspominał Mieczysław Kostrzyński (szeregowy):

(…) otrzymaliśmy 1/3 kawałka chleba. Jak się później okazało podczas całego pobytu w Starobielsku był to codzienny przydział wyżywienia. Kuchnia nie była w stanie zaopatrzyć jednorazowo wszystkich w zupę, gotowali na raty. Przy złej organizacji jedni otrzymywali dwa razy zupę, a drudzy nic. Całodzienne wyżywienie składało się: rano i wieczorem sama kawa, na obiad zupa ziemniaczana z łupinami oraz mały chleb na cały tydzień.

W „Roczniku Lwowskim” ukazała się z kolei relacja bombardiera – Stanisława Ropuszyńskiego, który kwestie wyżywienia wspominał następująco:

(…) żywienie pogorszyło się – o 11:00 i 16:00 jeńcy otrzymywali zupę i kromkę chleba. W zupie były nieoczyszczone ryby. Kocioł miał kształt i oprzyrządowanie podobne do betoniarki – pod koniec wydawania zupy przybierał pozycję poziomą i wtedy najsilniejsi wchodzili górną częścią ciała do środka kotła, zgarniając rękoma resztki.

 

 

 

Tablica upamiętniająca polskich jeńców przetrzymywanych w obozie w Starobielsku.

fot.Qypchak/CC BY-SA 4.0Tablica upamiętniająca polskich jeńców przetrzymywanych w obozie w Starobielsku.

W obozach obowiązywał zakaz korespondencji. Ani rodzina, ani jeniec nie wiedzieli co się dzieje z bliskimi. Zakaz ten z czasem anulowano: niestety nie ze względów humanitarnych, ale po to, by łatwiej uzyskiwać adresy osób przeznaczonych do przyszłych represji i wywózek.

Józef Łokucjewski, plutonowy piechoty, wspominał, że bardzo dokuczliwa była głośna wesoła muzyka niosąca się po obozie z sieci megafonów (te z kolei zawieszone były zbyt wysoko, by można było je wyłączyć).

Stosunek władz radzieckich do religii widać było dobitnie przy organizacji obozów w dawnych klasztorach i cerkwiach. W takich miejscach utworzono 11 obozów, m. in. Kozielsk, Starobielsk, Pawliszczew Bór. Potrzeby duchowe i intelektualne jeńców były lekceważone, władze dążyły do „nowego wychowania”. Wyświetlano specjalne filmy, urządzano pogadanki wyśmiewające prymitywizm zachodu. Do uczestnictwa w takich zajęciach zmuszano jeńców poprzez stosowanie kar.

 

 

Jeńcy polscy w niewoli radzieckiej, pozbawieni praw i godności osobistej, byli skazani na terror psychiczny i fizyczny organów NKWD. Traktowani byli jak siła robocza, nie jak ludzie. Władze radzieckie nie pozwalały na uczestniczenie w pogrzebach. Stawianie krzyży na grobach było zabronione.

Notatka szefa NKWD Berii do Stalina z propozycją wymordowania polskich jeńców wojennych.

fot.domena publicznaNotatka szefa NKWD Berii do Stalina z propozycją wymordowania polskich jeńców wojennych.

Choć ZSRR nie podpisał zobowiązań Konwencji Genewskiej, to istnieją jednak pewne zwyczaje wojenne, których powinny przestrzegać cywilizowane państwa. Postępowanie władz radzieckich w stosunku do jeńców polskich było pogwałceniem wszelkich zwyczajów wojennych i zasad humanitaryzmu, było nieludzkie.

 

 

Rozładowanie obozów

2 marca 1940 roku Ławrientij Beria (Ludowy Komisarz Spraw Wewnętrznych, szef NKWD) skierował do Stalina notatkę, w której podkreślał, że wszyscy uwięzieni polscy oficerowie „są zatwardziałymi, nie rokującymi poprawy wrogami władzy sowieckiej”. Zalecał, by dłużej nie trzymać ich w horrendalnych warunkach, ale uśmiercić poprzez „zastosowanie najwyższego wymiaru kary”.

Dokument ten został podpisany i zaakceptowany przez Stalina, Woroszyłowa, Mołotowa i Mikojana 5 marca 1940. Pierwszy transport wyruszył z Kozielska 3 kwietnia 1940. Byli to jeńcy polscy kierowani na egzekucje do Katynia.

Autor: 
Bartłomiej Gajek
Źródło: 

twojahistoria.pl

video: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama