Naród, który nie chce karmić swojej armii – będzie karmić cudzą

Reklama

ndz., 11/18/2018 - 16:02 -- zzz

 

 Po co nam stolica w Warszawie skoro jest już w Berlinie? Po co nam – można powiedzieć – CPK, po co nam LOT, jak jest Lufthansa albo Air France? Po co nam Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, jak jest giełda w Londynie? Po co nam banki polskie, skoro są banki zagraniczne? Po co złotówka, skoro jest waluta euro? Po co PiS, skoro jest CDU?

                                Morawiecki

 

 

Czasy rozbiorów

 

 

„Stałym stanem, w jakim żyje naród polski w państwie rosyjskiem — pisze autor — jest najgłębsze cierpienie”. Nie jestto skarga, jeno proste skonstatowanie oczywistego faktu. Dajemy temu państwu ponad możność naszą. Jego potęga w niemałej części stoi naszą krwią i mieniem. 10% ogólnego składu armii rosyjskiej, więc około 100 tysięcy ludzi na stopie pokojowej, około 300 tysięcy na wojennej, stanowią katolicy, t. j. Polacy. Z samego Królestwa Polskiego wybiera rząd corocznie 25 tysięcy popisowych. Idą te dzieci nasze w czasie pokoju na długą, najdłuższą w Europie, 4–5 letnią twardą służbę żołnierską pod obcem dowództwem, w dalekie krańce olbrzymiego imperyum, gdyż na miejscu, na ziemi swojej, służyć rekrutowi polskiemu nie wolno; idą w czasie wojny, dłużej niż gdzieindziej trzymani w zapasie, jak dzisiaj na śmierć na kraju świata. Podobnież udział nader poważny mamy w zasileniu skarbu państwa rosyjskiego. Dochody państwowe z Królestwa Polskiego wynoszą dziś corocznie około 150 milionów rs. Za Królestwa Kongresowego, również pod berłem rosyjskiem, cały nasz budżet roczny wynosił 10 milionów rs.; utrzymywaliśmy z tego własną wzorową armię krajową, własny sprawny rząd, własne doskonałe sądownictwo, instytucye reprezentacyjne, czyniliśmy wielkie i płodne inwestycye kulturalno-społeczne, podnieśliśmy kraj w lat kilkanaście z zupełnej ruiny do kwitnącego stanu. Od tego czasu ludność wzrosła niespełna 2½ razy, wkład nasz budżetowy wzrósł 15 razy, t. j. sześć razy wyżej niż ludność, zaś wydzielany stąd nakład na rzecz samego społeczeństwa zmniejszył się o nieskończoność razy, zmalał niemal do zera. Płacimy dziś przeciętnie około 15 rs. rocznie na głowę, dwa i trzy razy tyle, co najpłodniejsze wewnętrzne gubernie rosyjskie, a nie mamy za to dla siebie nic albo prawie nic. Z owych płaconych przez nas corocznie 150 milionów rs. około ⅓ idzie na utrzymanie dozorujących nas w kraju naszym wojsk rosyjskich; drugie tyle na utrzymanie administracyi rosyjskiej w tym kraju trzymającej nas w więzach; niedostrzegalnie drobny ułamek idzie na produkcyjne potrzeby społeczne, upominające się napróżno o poważne nakłady; reszta, niewiele mniej jak ⅓, wpływa czystą nadwyżką do skarbu państwowego. Siedzimy tym sposobem w domu naszym własnym wywłaszczeni przymusowo, niby komornicy na wysokiem, dowolnie z nas ściąganem komornem, zgoła na łasce gospodarza, który do samego ogniska narodowej rodziny naszej, do najnietykalniejszych, najświętszych spraw naszych się wdziera, a nawet o porządne utrzymanie zabranego domu nie dba, dochody z niego na postronne cele obraca, zaniedbuje najniezbędniejszych instalacyi, napraw, przebudowy, oświetlenia, nie troszczy się o to, że w tym domu wszędzie się wali, przecieka, że w nim coraz duszniej i coraz ciemniej. 

 

 

„Rosyanie administrujący naszym krajem — pisze autor — idą zaraz po Turkach”. W tych mocnych słowach niema przesady. Znajdują one potwierdzenie we wszystkich gałęziach obecnej gospodarki rosyjskiej w Królestwie Polskiem. A więc nasampierw w zakresie ich gospodarki edukacyjnej. Tutaj od dołu do góry, od szkółki elementarnej, aż do uniwersytetu warszawskiego, najkonsekwentniej objawił się duch i owoce systemu. Królestwo na przeszło 30 tysięcy wsi i 7 milionów ludności wiejskiej katolickiej posiada 2½ tysiąca szkół początkowych wiejskich z frekwencyą 150 tysięcy uczniów obojga płci, t. j. jedną szkołę na wsi kilkanaście i jednego ucznia na 40 kilku mieszkańców. A szkoła to osobliwa, jakiej drugiej niema w Europie. W tej szkole wiejskiej dla katolickiego polskiego ludu niema naprawdę nauki religii katolickiej i języka polskiego. Narzucony przez władzę nauczyciel świecki, często prawosławny, wykłada katechizm polskiemu włościańskiemu dziecku, uczy je wiary ojców. Duchem opiekuńczym tej bezprzykładnej szkoły ludowej nie jest społeczeństwo i Kościół, ale komisarz i strażnik ziemski. Nie jestto instytucya umoralniająca i kształcąca maluczkich, ale rozmyślnie u samych podstaw społecznych podkopująca wiarę i pociąg do nauki.[...dalej]

                                 Szymon Askenazy

 

 Naród, który traci pamięć przestaje być Narodem – staje się jedynie zbiorem ludzi, czasowo zajmujących dane terytorium.

                                  Józef Piłsudski

Autor: 
zzz/Fot: Karol Makurat/REPORTER)
Źródło: 

hansklos.blogspot.com

video: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama