Czarnoskóry, który na igrzyskach w 1936 roku skradł show Hitlerowi

Reklama

czw., 08/05/2021 - 01:09 -- MagdalenaL

Gdyby zależało to od nazistów, biali sportowcy udowodniliby rzekomą wyższość swojej rasy na Igrzyskach Olimpijskich 1936 roku. Ale potem pojawił się czarnoskóry Amerykanin Jesse Owens i zgarnął jednocześnie cztery złote medale.

To, jak uczciwe były niemieckie relacje z tego wydarzenia, wyszłoby na jaw najpóźniej w czerwcu 1963 roku. Max Schmerling znokautował w 12 rundzie swojego przeciwnika Joe Louisa w Nowym Jorku – a reporter radiowy Arno Helmis opowiadał z pogardą graniczącą z paranoją o „czarnym boksie”. O nadziei Adolfa Hitlera, że silni biali panowie pokonają wszystkich innych, mógł wiedzieć każdy, kto nie zamykał systematycznie oczu i nie zakrywał uszu.

Tak więc na Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie w 1936 roku nie chodziło o sport, a o walkę kolorów skóry. Jest to więc zrozumiałe, iż czarnoskóry, amerykański biegacz Jesse Owens, który zdobył złoty medal 3 sierpnia w sprincie na 100 metrów, właściwie wcale nie chciał brać w nich udziału. Prezydent Narodowego Komitetu Olimpijskiego USA (NOK), Avery Bundage musiał dysponować swoją obecnością na propagandowym festiwalu Hitlera.

Owens znał rasizm wystarczająco dobrze ze swojej ojczyzny. Dorastając w amerykańskim stanie Alabama, jego życie codzienne było naznaczone segregacją rasową. Do college’u uczęszczał w Ohio, gdzie nie miał obowiązku studiowania na uniwersytecie przeznaczonym jedynie dla czarnoskórych. Mimo iż jego talent sportowy pozwolił mu zdobyć stypendium, to pieniędzy wciąż brakowało. Jak wielki był jego talent, okazało się w 1935 roku: pomimo kontuzji pleców, której doznał podczas upadku ze schodów, następnego dnia ustanowił pięć nowych rekordów świata w zawodach.

W związku z tym Hitler byłby zadowolony, gdyby Amerykanie zostawili Owensa w domu. Ale Avery Bundage, który sam był antysemitą, miał trudność, by zapobiec bojkotowi igrzysk, a po wykluczeniu żydowskich sportowców z jego kadry, którzy mieli szansę na medal, potrzebował pewnego zwycięzcy, czy czarnego, czy białego.

Owens nie zawiódł swojego prezydenta NOK. W sumie zdobył cztery złote medale, zawsze w towarzystwie flag ze swastyką i okrzykami „Heil!”. Człowiek uchodzący za „Führera i kanclerza Rzeszy” musiał nawet go oglądać; robił to tak spokojnie, jak było to tylko możliwe. Dopiero kiedy próbowano go namówić do zrobienia wspólnego zdjęcia z czarnoskórą gwiazdą, wstrząsnął nim rzekomo jeden z jego napadów wściekłości.

Co więcej, Owensowi udało się zabłysnąć nie tylko w sporcie – na dodatek z pomocą Niemca. „Bitwa kolorów się skończyła. Czarny był najlepszy, bezsprzecznie najlepszy, z 19 centymetrami przewagi nad białymi”. Tak napisane zostało w po finale skoków w dal w „Leipziger Neue Zeitung”, a słowa te pochodziły od niemieckiego rywala Owena – Luz Longa. On sam nie był przeciwnikiem reżimu, jednak zaprzyjaźnił się z Amerykaninem na oczach widzów.

Po ostatnim skoku złapali się wzajemnie, weszli na trybunę i tym pierwotnym gestem skradli nazistom przynajmniej na chwilę show: „Hitler musiał oszaleć, kiedy zobaczył, jak się przytulamy. Najsmutniejsze w całej tej historii jest to, że już nigdy więcej nie widziałem Longa” – napisał później Owens. Po przemówieniu zastępcy Hitlera Rufolfa Hessa Niemiec otrzymał rozkaz „nigdy więcej nie przytulać murzyna”. Zginął w wojnie na Sycylii w 1943 roku.

Jessego Owensa czekały ciężkie lata. „Nie mogę zjeść swoich medali”, powiedział po igrzyskach. Występował w wyścigach pokazowych koni, prowadził interesy z firmami PR, często upadał, a jego życie stało się naprawdę stabilne, dopiero gdy prezydent Dwight D. Eisenhower mianował go „Ambasadorem sportu” w 1955 roku.

Cudowny biegacz zmarł w 1980 roku w wyniku nałogowego palenia. Jego autobiografia rozpoczyna się dedykacją: „Dla dwóch niezastąpionych przyjaciół z zespołu: mojej żony Ruth – oraz nazisty, który ze mną pokonał Hitlera, Luiza Longa”.

Autor: 
Philip Cassier / tłum. Agnieszka Cyganik
Dział: 
Zagłosowałeś na opcję 'w górę'.
Polub Plportal.pl:

Reklama