JEDEN DZIEŃ Z ŻYCIA POLSKIEGO KRÓLA

Reklama

śr., 02/13/2019 - 19:15 -- zzz

Królowanie nie było łatwym zajęciem. Załatwianie spraw urzędowych nieraz kończyło się późno w nocy, a dzień zaczynał się nawet o czwartej rano. Bywało i tak, że król miesiącami przebywał w obozie wojennym. Jeśli jednak chciał, miał dość czasu na rozwijanie pasji i zainteresowań.

 

 

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy władcą Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Sprawujemy władzę nad rozległym państwem, które odgrywa ważną rolę w polityce europejskiej. Mamy wiele obowiązków i nieustannie musimy zastanawiać się nad kierunkiem naszych działań. Dysponujemy ograniczonym budżetem. Mamy za to kilka rezydencji i liczny dwór, a po naszą łaskę ustawiają się w kolejce zastępy szlachty i magnatów. W natłoku obowiązków znajdujemy jednak czas na odpoczynek i hobby.

Sypialnia władcy na Zamku Królewskim w Warszawie (fot. Roman Sidorski)

Choć szlachta nałożyła na polskiego króla szereg ograniczeń i poddała jego poczynania kontroli senatorów i sejmu, to wciąż dysponował on dość szerokim wachlarzem możliwości i prerogatyw. Przede wszystkim bezpośrednio nadzorował działalność centralnych organów władzy (kanclerza, marszałków i sądów nadwornych), był pierwszym spośród stanów sejmujących, jedynym dysponentem królewskich dóbr ziemskich i urzędów oraz zwierzchnikiem hetmanów, a ponadto przewodził pospolitemu ruszeniu. W jego imieniu wysyłano i przyjmowano obce poselstwa. Po tym krótkim przeglądzie uprawnień widać, że obowiązków królewskich, nawet gdy nazbyt dokuczały, nie można było po prostu odłożyć.

Organizacja dnia

Polscy królowie bardzo różnili się między sobą pod względem cech charakteru, a także obyczajów i kultury. Nie bez znaczenia był w tym przypadku fakt, że część z nich przyjechała do Polski z zagranicy. Z tych różnic wynikały odmienności w rozkładzie dnia. W zasadzie każdy władca miał inne zainteresowania oraz relacje z poddanymi. Nie wszyscy jednakowo podchodzili do swoich obowiązków, lecz mieli różne wizje swojej władzy i panowali w różnych epokach kultury materialnej oraz umysłowej. Wywierało to niebagatelny wpływ na ich poglądy, gusta artystyczne i ubiór.

Francuscy królowie nie mogli liczyć w swojej sypialni na taką swobodę, jaką cieszyli się polscy władcy. Na zdjęciu królewskie łoże w pałacu w Wersalu (fot. Jean-Marie Hullot, CC BY 3.0)

W Polsce nie istniał regulamin dworu ani z góry ustalony przebieg królewskiego dnia. W przeciwieństwie do królów zachodnioeuropejskich, polski monarcha miał zatem dość dużo swobody. Filip IV czy Ludwik XIV byli skrępowani przez rygorystyczną dworską etykietę, a ich dzień był zaplanowany minuta po minucie. W Rzeczypospolitej dzienny rozkład obowiązków wynikał ze zwyczajów i usposobienia króla. Nad jego komfortem oraz porządkiem na dworze i w prywatnych pokojach czuwali marszałkowie oraz podkomorzy koronny, do którego zadań należało umawianie godzin audiencji oraz piecza nad służbą pokojową.

Stefan Batory

Stefan I był królem bardzo pracowitym i zorganizowanym, a przy tym odpornym na zmęczenie i wszelkie trudy. Potrafił wstawać w nocy i zabierać się za urzędowanie. „W pełnieniu obowiązków swoich publicznych był niemniej prędki jak wymowny i rozważny, bardzo mało śpiący, cierpliwy na głód i znoje, umiarkowany, czujny, uprzejmy i pociągający w rozmowie, nie tracący nigdy odwagi” – notował Świętosław Orzelski. Batory większość czasu w ciągu dnia poświęcał na pracę: podpisywanie pism, udzielanie posłuchań oraz narady z senatorami.

Stefan Batory wiele tygodni ze swego panowania spędził w obozie wojskowym. Na zdjęciu obraz Jana Matejki „Batory pod Pskowem” (fot. Dennis Jarvis)

Król jadał dość skromnie, w związku z czym w natłoku obowiązków nierzadko zapominał o obiedzie. Prowadził skromny tryb życia: „sypia w łóżku mającym trzy piędzi szerokości, bez kotary lub czegoś podobnego. Rękawiczek nie używa żadnych. Żyje jak najoszczędniej”. Nie przywiązywał wielkiej wagi do wyglądu, nosił się po węgiersku z szablą u boku. Kiedy już jednak miał czas wolny, lubił grać w warcaby, kolekcjonować monety lub czytać – zwłaszcza dzieła Cezara. Jego największą pasją były jednak polowania.

Łowiectwo było dla króla zarówno sposobnością do wypoczynku, jak i kontaktu z przyrodą. Władca chętnie polował na terenie całego kraju. Według relacji sekretarza królewskiego i dziejopisa Reinholda Heidensteina król poświęcał temu zajęciu każdą wolną chwilę pracowitego żywota. Pasji tej oddawał się nawet podczas wypraw wojennych, wymykając się na łowy rankiem z obozu. Bodaj jako ostatni władca Polski Batory polował na tury w Puszczy Jaktorowskiej.

 

 

Zygmunt III

Zygmunt III lubił spędzać wolne chwile na malowaniu oraz grze na instrumentach (obraz pędzla Pietera Soutmana, ok. 1624 r.)

Zygmunt III również był tytanem pracy. Wstawał bardzo wcześnie, o 4.00 lub 5.00 rano, po czym już całkiem ubrany słuchał mszy świętej. Następnie zabierał się za urzędowanie: „to listy podpisywał, to spraw sądowych z największą powagą i cierpliwością słuchał, to się z przytomnemi senatorami względem czasowych okoliczności naradzał, z nieznużonym nigdy umysłem zawsze te zatrudnienia przeciągając dopóty, póki który z senatorów nie oznajmił, że stół już zastawiono”. Po obiedzie król odpoczywał, choć nie zawsze miał na to czas. Do 1604 roku lubił się zdrzemnąć po posiłku, później porzucił ten nawyk, uznając, że szkoda mu na to czasu.

Pierwszy z polskich Wazów miał wszechstronne zainteresowania. Jego pasją była muzyka. Dzięki swoim staraniom król zorganizował kapelę dworską złożoną z cudzoziemców, która należała do jednych z najlepszych w Europie. W zaufanym gronie monarcha sam grał na instrumentach, zwłaszcza na klawikordzie, a ponoć nawet śpiewał. Lubił też malować i był w tym całkiem niezły. Nie było więc niczym nadzwyczajnym, gdy wieczorem król brał do ręki paletę oraz pędzel, choć zawsze robił do w zupełnej prywatności.

Król specjalizował się w malarstwie religijnym, choć galeria obrazów, którą zorganizował na Zamku w Warszawie, zawierała dzieła o różnej tematyce. Monarcha był znawcą sztuki formatu europejskiego, posiadał liczne kontakty z artystami z Europy Zachodniej i kupował płótna u takich malarzy jak Peter Paul Rubens, Jan Brueghel zwany Aksamitnym, Antoon von Dyck czy Jacob Jordaens. Król ma w historiografii opinię osoby surowej i małomównej, ale wynika ona bardziej z powielania XIX-wiecznej publicystyki aniżeli z faktów. W rzeczywistości był on człowiekiem ciepłym i radosnym, choć jednocześnie pełnym królewskiej godności. Lubił spędzać czas z rodziną, bawił się z dziećmi, z czego opozycja czyniła mu zarzut… Pierwszy z polskich Wazów zawsze miał zajęcie.

Jak pisał w liście łożniczy Jan Bojanowski, władcę cechował: „dowcip dobry, natura dobra, nikomu nic złego nie myśli. Gwałtu prawa z jego osoby bać się nie trzeba”. Lubił sport, grał w piłkę (odpowiednik dzisiejszego tenisa), lubował się w tańcu, znał się na botanice i potrafił budować mechanizmy zegarowe. Sporo polował, zwłaszcza w Puszczy Białowieskiej. Król nie stronił także od trudów wojennych; w obozie pod Smoleńskiem spędził niemal dwa lata, później wyprawił się osobiście na Moskwę w 1612 roku, kierował też kampanią w Prusach w 1627 roku.

Zygmunt III bardzo elegancko się ubierał. Na dworze królewskim zatrudniał najlepszych krawców. Lądując na polskim wybrzeżu w 1587 roku, miał na sobie zbroję, później, już w Krakowie, nosił się po hiszpańsku, co wywołało pewne zaskoczenie wśród magnatów, gdyż nowy król w niczym nie przypominał Batorego. Swojego stylu nigdy już nie zmienił i zawsze wyróżniał się na dworze.

Władysław IV

Inny rytm dnia miał Władysław IV. Ten monarcha zaczynał swój dzień zazwyczaj w łożu, słuchając mszy świętej. Po jej zakończeniu nie wstawał, lecz jadł śniadanie i przeglądał pisma urzędowe wsparty na poduszkach. W znacznej mierze wynikało to z wątłego zdrowia króla, którego nękała podagra i kamica nerkowa. Bywało, że władcę wnoszono na łożu nawet do izby sejmowej, co nie było dla niego komfortowe. Często noszono go w lektyce, zwłaszcza pod koniec życia. Mimo to wykazywał się sporą energicznością. Miał wiele pomysłów, których jednak często nie finalizował.

Kolekcja sztuki królewicza Władysława Wazy. Obraz przypisywany Étienne’owi de La Hire’owi, 1626 r. (ze zbiorów Zamku Królewskiego w Warszawie, nr inw. ZKW 2123)

Władysław IV wstawał dopiero po obiedzie – wtedy albo załatwiał dalej sprawy publiczne, albo wyjeżdżał na polowanie. Po powrocie lubił spożywać wieczerzę z obecnymi na dworze senatorami, a później miał w zwyczaju jeszcze pracować, często do późna w nocy, kiedy wszyscy już spali. Król preferował swobodę; często wymykał się z Warszawy, zwłaszcza do Merecza, a jego plan dnia często ulegał zmianom. Byłoby to nie do pomyślenia na dworze hiszpańskim czy francuskim.

Największą przyjemność sprawiało władcy myślistwo w dzikich kniejach litewskich. W takich sytuacjach potrafił obejść się bez zbędnych wygód. Kazał wozić ze sobą mały domek na kółkach oraz namioty, które rozstawiano na wybranym miejscu, gdy król uznał, że chce się zatrzymać. Pływał także łodzią i łowił ryby. „Ubił łosi 34, łosz wypuścił 28” – notował jeden ze świadków polowania. Monarcha lubił także życie obozowe, choć po 1635 roku nie miał już okazji do wojaczki. Mimo to zapisał się w historii jako reformator armii Rzeczypospolitej według wzorców zachodnich i ufundował na terenie Korony wiele arsenałów, w tym ten największy, w Warszawie.

Arsenał Królewski w Warszawie wzniesiony z polecenia Władysław IV (fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 PL)

Władysław IV uwielbiał operę oraz teatr. Sprowadzał na dwór wybitnych fachowców, w tym scenografów oraz wokalistów. Udało mu się stworzyć znakomite środowisko artystyczne, będące wzorem dla dworów magnackich. W przeciwieństwie do ojca, nie parał się sztuką osobiście, choć był na nią bardzo wrażliwy. Znał się na malarstwie i powiększał zbiory ojca o cenne nabytki. Nie stronił również od architektury. Jego staraniem dokończono rezydencję Villa Regia na Krakowskim Przedmieściu. Ponadto król dużo czytał, co ciekawe, głównie dzieła z obszaru nauk ścisłych oraz przyrodniczych. Nieprzypadkowo utrzymywał korespondencję z Galileuszem.

Jan Kazimierz

Jan Kazimierz dobrze czuł się na polu bitwy (portret autorstwa Daniela Schultza, lata 60. XVII w.)

Przyrodni brat Władysława IV, Jan Kazimierz, często się nudził. Był dość chaotyczny i działał w sposób niezaplanowany, przez co ciężar organizacji życia dworskiego spoczywał na Ludwice Marii. Król potrafił wyjechać rano do Nieporętu, po czym wracał do Warszawy z łowów i już planował kolejny wyjazd, by szybko się rozmyślić i oddać się tańcom oraz biesiadowaniu. Niespokojny duch ostatniego polskiego Wazy uniemożliwiał mu rozwijanie zainteresowań. Nauczyciele nie potrafili nauczyć go pracowitości, stąd przyszły król już w młodości często zmieniał zajęcia. Później było podobnie. Nawet w kwestii pobożności monarcha oddawał się jej jedynie na pokaz, a po głowie chodziły mu flirty i romanse. Rano uczestniczył wprawdzie we mszy, a w piątki kazał chodzić za sobą pięciu jezuitom, ale bardziej była to moda niż oznaka uduchowienia.

Król czuł się za to znakomicie na wojnie, był urodzonym żołnierzem i niezłym wodzem. Osobiście kierował kampaniami w latach 1649, 1651 i 1653, a także w okresie potopu i później, w czasie wyprawy zadnieprzańskiej 1663/1664. Podczas najazdu szwedzkiego udał się na emigrację, przez co codzienny układ dnia na dworze całkowicie się zmienił.

Jan Kazimierz nie wahał się podjąć bratobójczej walki z rokoszanami w imię realizacji celów politycznych, nie znosił bowiem sprzeciwu i zawsze próbował narzucać swoją wolę, a jeśli mu się to nie udawało, obrażał się. Gdy postanowił rozprawić się z Hieronimem Radziejowskim, a później Jerzym Lubomirskim, całymi dniami rozmyślał tylko o tym, nerwowo kręcąc się po królewskich pokojach, na których co chwilę dochodziło do awantur z królową. Ostatni z polskich Wazów politykiem był jednak przeciętnym. Narady z senatorami zwykle go nużyły, choć potrafił nawet 36 godzin przesiadywać w sejmie dla uzyskania satysfakcjonujących go uchwał.

Król też człowiek

Pisząc o meandrach wielkiej polityki, zwykle zapominamy, że królowie mieli swoje słabości. Często chorowali, co szło w parze z niskim poziomem ówczesnej medycyny, choć trzeba przyznać, że medycy na dworze polskich królów prezentowali sobą wyższy poziom rzemiosła aniżeli ich odpowiednicy znad Sekwany. W Polsce rolę lekarzy odgrywali zazwyczaj Włosi i Szkoci, a także Anglicy. Ci ostatni cieszyli się dobrą reputacją na całym kontynencie.

Stefan Batory nie zważał na kiepskie warunki panujące w obozie żołnierskim. Zapewne odbiło się to na jego zdrowiu. Portret autorstwa Martina Kobera, 1583 r. (ze zbiorów Muzeum Historyczno-Misyjne Zgromadzenia Księży Misjonarzy w Krakowie)

Kiedy król chorował, był przykuty do łóżka, a zdarzało się to wcale nie rzadko. Jeden z uczestników wypraw Batorego notował, że „prostota żołnierska panowała na dworze i w obozie. A do obozu [król] śpieszył chętnie, chociaż wypadało po drodze żywić się wędzonką, odpoczywać w namiocie na posłaniu z liścia brzozowego i chrustu. A że lekko się odziewał, nie bacząc na mrozy, stąd łatwo ulegał przeziębieniu”.

Batory, choć ma opinię człowieka niezłomnego, wcześnie zaczął chorować. Lekarze ukrywali ten fakt. Król miał często napady duszności, tracił siły, a nawet mdlał, cierpiał bowiem mocznicę, która trapiła go z niezwykłym natężeniem w ostatnim roku życia. Nie pochodził zresztą z długowiecznej rodziny. Jego matka miała zapalenia opłucnej, a bracia chorowali na podagrę.

Zygmunt III już w 1588 roku poważnie zaniemógł, „po dwakroć beł zachorował na głowy i żołądek boleśnie, już z łaski Bożej przyszedł do pierwszego zdrowia”. W 1628 roku odnotowano jego absencję podczas mszy inaugurującej sejm. Choroba nie ustępowała, więc monarchę wnoszono na posiedzenia na specjalnie skonstruowanym krześle. Podagra, paraliż ręki oraz krwotoki z nosa w znacznym stopniu utrudniały mu sprawowanie rządów w ostatnich latach życia, choć każdy z ostatnich sejmów król przetrwał nadzwyczaj dzielnie.

Największym męczennikiem na polskim tronie był Władysław IV, który leżał niekiedy w łożu całymi tygodniami, siłą rzeczy zaniedbując obowiązki publiczne. Podagra zaczęła go trapić już w młodym wieku. Królewicz szybko zączał przybierać na wadze i już w połowie lat 30. XVII wieku w niczym nie przypominał siebie z lat 1624–1625, kiedy to uwiecznił go na jednym z poretretów sam Rubens.

Gdy miał 26 lat, chwyciły go po raz pierwszy ostre bóle stawów. Z tymi dolegliwościami towarzyszył w 1621 roku polskim wojskom pod Chocimiem, gdzie miał ostry napad gorączki. Stały bywalec na dworze, marszałek wielki litewski Albrycht Stanisław Radziwiłł, zauważył pewnego razu, że:

król chorobą zdjęty, przybyć nie mógł, w którą wpadł 6 stycznia tak ciężko, że o zdrowiu jego wątpić poczęto. Gdy mu z medyany krew puszczono, miasto krwi woda się pokazała. Osobliwej łasce bożej przypisać trzeba, że ozdrowiał, jednak materya cała w nogi weszła, która okazyą Królowi dała choroby podagrycznej.

Królowi nogi puchły do tego stopnia, że jedna z nich potrafiła być cztery razy większa od drugiej. Jego tusza wywoływała niekiedy złośliwe komentarze posłów. Puszczanie krwi i podawanie środków przeczyszczających na niewiele się w tej sytuacji zdały.

Powyższe opisy nie pozostawiają wątpliwości, że królowanie było niekiedy prawdziwym utrapieniem dla ciała i duszy.

 

 

***

Gdybyśmy mieli opisać typowy dzień z życia polskiego króla, zaczynałby się on wcześnie rano od mszy świętej. Następnie władca zajmowałby się wypełnianiem powinności urzędniczych aż do obiadu około godziny 12.00-13.00. Po posiłku znalazłby się czas na odpoczynek lub narady z senatorami, a wieczorem realizowanie pasji. Z pewnością takich dni w życiu każdego władcy było wiele, lecz często ich zajęcia wyglądały zupełnie inaczej. Monarchowie byli bowiem ludźmi bardzo aktywnymi i spędzali w domowych pieleszach mniej czasu, niż nam się zdaje.

Bibliografia

  • Jerzy Besala, Stefan Batory, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1992.
  • Władysław Czapliński, Władysław IV i jego czasy, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1976.
  • Katarzyna Kuras, Teatr śmierci w służbie majestatu. Trzy exempla z dziejów Rzeczypospolitej XVII i XVIII wieku, „Klio”, t. 31 (4)/2014, s. 43–72.
  • Henryk Wisner, Zygmunt III Waza, Ossolineum, Wrocław 2006.
  • Henryk Wisner, Władysław IV Waza, Ossolineum, Wrocław 2009.
  • Zbigniew Wójcik, Jan Kazimierz Waza, Ossolineum, Wrocław 1997.
Autor: 
Maciej A. Pieńkowski
Źródło: 

tytus.edu.pl

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama