Prusy - śmiertelny wróg Polski 25 lutego 1947 został pogrzebany

Reklama

wt., 02/26/2019 - 07:53 -- zzz

Zamiast burzyć pomniki Armii Czerwonej na fali rusofobicznych animozji kreowanych przez poszczególne rządy RP na potrzeby permanentnego popierania polityki USA, powinniśmy się głębiej zastanowić nad obecnymi granicami i spójnością etniczną dzisiejszej Polski. 

W wyniku II wojny Światowej Polska utraciła Lwów, Wilno i wiele innych historycznie "polskich" miast. Polskie straty w substancji ludzkiej to ponad 6 milionów ofiar. Z kraju, który liczył w 1939 roku prawie 36 milionów ludności, w 1945 pozostało zaledwie około 24 miliony. Jednak na bazie romantycznych sentymentów rzadko, kto odważy się powiedzieć wprost, że strata 23% przedwojennych terytoriów została w znacznym sposób zrekompensowana granicą na Odrze i Nysie Łużyckiej. 

 

Znalezione obrazy dla zapytania pruski militaryzm

Kto dziś pamięta, że 25 lutego 1947 r. Dekretem nr 46 Aliancka Komisja Kontroli wymazała Prusy z mapy Europy? Oto stosowny fragment zaczerpnięty z Officjal Gazette of the Control Counsil for Germany: „Państwo pruskie, które od początku było nośnikiem militaryzmu i reakcji w Niemczech de facto przestało istnieć. Kierowani chęcią zachowania pokoju i bezpieczeństwa narodów i pragnieniem zapewnienia dalszej rekonstrukcji życia politycznego w Niemczech na podstawie demokratycznej, Rada Kontroli postanawia, co następuje: Artykuł 1. Państwo Pruskie wraz ze swoim rządem centralnym i wszelkimi jego agendami zostaje zlikwidowane. […]”

 

Znalezione obrazy dla zapytania pruski militaryzm

Pisanie tzw. „historii alternatywnych” to rodzaj popularnej ostatnio literatury, ale doprawdy trudno sobie wyobrazić powojenne dzieje naszej części Europy, gdyby AKK nie podjęła swojej odważnej decyzji. Bowiem Prusy nie były normalnym państwem – dosadnie i celnie określił to Napoleon mówiąc, że Prusy wylęgły się z armatniej kuli. Prusacy byli agresywni wobec wszystkich sąsiadów, ale ich stosunek do Polski był szczególnie nienawistny.
Czasy krzyżackie można pominąć, bo wiedza o konflikcie z tym zakonem jeszcze jakoś funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Wypada jednak przypomnieć, że lennik Rzeczpospolitej, władca Brandenburgii i Prus Książęcych, elektor Fryderyk Wilhelm, bez skrupułów w czasie „potopu” sprzymierzył się ze Szwedami, łamiąc niedawną, osobiście złożoną, przysięgę. Mało tego, zaangażował się aktywnie w pierwszy, na szczęście nieudany, rozbiór Polski, postanowiony w Radnot 06.12.1656 r. wraz ze Szwecją i Siedmiogrodem. Militarne sukcesy wojsk Rzeczpospolitej zniweczyły ten zamysł. Niestety nasze osłabione państwo nie zdobyło się na właściwą ripostę.

 

A nasz, pożal się Boże, północny „sąsiad” nie zapomniał o „pokusie z Radnot” i cierpliwie czekał. Za Sobieskiego Warszawa i Wilno były jeszcze zbyt silne. Później, mimo „saskiego” rozkładu państwa, Rzeczpospolita połączona unią personalną z Saksonią i pod faktycznym protektoratem Rosji także była jakoś geopolitycznie chroniona. Sytuacja zmieniła się, gdy unia wygasła a Konfederacja Barska ujawniła siłę konfliktu z Rosją, uwikłaną dodatkowo w wojnę z Turcją. Wówczas Prusy, które w międzyczasie zmieniły swój status z elektoratu na królestwo, mogły zaatakować.

Inicjatorem pierwszego rozbioru naszego kraju był król pruski Fryderyk II. Jego brat, Henryk, złożył w Petersburgu ofertę poparcia przez Prusy i Austrię Rosji w wojnie na Bałkanach a jako „zapłaty” domagał się Prus Królewskich i Warmii dla siebie oraz Spisza i Galicji Wschodniej dla Austrii. Zresztą już wcześniej wojska pruskie i austriackie rozpoczęły swoje operacje. Po początkowych wahaniach oferta została przyjęta i rozbiór stał się faktem.
Nie zaspokoiło to apetytu północnego „sąsiada”, ale znowu, protektorat Rosji stał na przeszkodzie roszczeń Berlina – Petersburg nie myślał dzielić się Rzeczpospolitą, skoro praktycznie miał ja całą. Był to jakiś plus, ale poza tym rosyjskie rządy w Warszawie i Wilnie były dla Polaków niezwykle szkodliwe i upokarzające, bo praktycznie polegały na utrzymaniu naszego kraju w stanie anarchii. Niestety, by temu zaradzić, brakowało politycznych narzędzi – skarbu i armii. I tu koło się zamykało, bo na reformę finansów i aukcję wojska zgody nie wyrażali Moskale.

Nasza sytuacja radykalnie poprawiła się przed sejmem zwołanym na 1788 r. – sejmem zwanym później Wielkim albo Czteroletnim. Rosja uwikłała się w ciężkie wojny z Turcją i Szwecją. Pojawiła się niewielka szansa, by Petersburg zgodził się na rozbudowę sił zbrojnych Rzeczpospolitej, a zatem w konsekwencji i na modernizację skarbowości. Prusy zareagowały natychmiast. 13 października poseł Ludwik Buchholtz w imieniu swego monarchy ogłosił w sejmie deklarację, w której zaprotestował przeciwko planowanemu przymierzu polsko rosyjskiemu i zamiarowi udziału Rzeczpospolitej w wojnie z Turcją. Równocześnie złożył propozycję polsko-pruskiego sojuszu. Posłowie, mimo doświadczeń sprzed 20 lat, nie dostrzegli pułapki i 29 marca 1790 r. przymierze polsko-pruskie zostało zawarte. Upokarzająca kuratela moskiewska została ostentacyjnie odrzucona, ale gdy wywikłana z wojen Rosja zaatakowała Rzeczpospolitą, Prusy nie pomogły aliantce, tylko agresorowi. Trudno o większe wiarołomstwo: drugi rozbiór stał się faktem.

 

Kadłubek, jaki pozostał po niegdyś rozległej Rzeczpospolitej, miał małe szanse przetrwać między agresywnymi sąsiadami. Powstanie Kościuszkowskie przyśpieszyło wypadki – doszło do trzeciego rozbioru, Warszawa została prowincjonalnym, pogranicznym, pruskim miastem a większość ziem etnicznie polskich – Prusami Południowymi. Prusacy włamali się do skarbca na Wawelu, zrabowali insygnia koronacyjne i, co symboliczne, jak prawdziwi barbarzyńcy, przetopili je na złoto.

To Prusacy byli siłą sprawczą zaborów i to oni byli ich głównym beneficjentem. Powszechnie jednak za głównego zaborcę uważa się Rosję. Przesądziły o tym następne dramatyczne wydarzenia: Napoleon rozgromił Prusaków, a z ich drugiego i trzeciego zaboru utworzył Księstwo Warszawskie, przez samych zwycięskich Polaków powiększone później o trzeci zabór austriacki. Z kolei Napoleon został pobity przez Rosję, a tryumfujący car Aleksander na Kongresie Wiedeńskim wywalczył odbudowanie pod swoim berłem Królestwa Polskiego właśnie na ziemiach Księstwa.

Określenie „wywalczył” jest jak najbardziej na miejscu, bo Aleksander miał przeciw sobie całą Europę do tego stopnia, że groziło to wojną w obrębie niedawnej anty-napoleońskiej koalicji. W tej sytuacji Berlin wymógł na Petersburgu część wielkopolski z Poznaniem. Tak to na sto lat Warszawa w formie bardziej lub mniej uciążliwej zaczęła podlegać Rosji, a rola Prus w zniszczeniu Rzeczpospolitej została wyparta ze zbiorowej pamięci.

Oczywiście Dekret nr 46 Alianckiej Komisji Kontroli wydany 25 lutego 1947 r. nie został wydany ze względu na rozbiory Polski, ani późniejsze niegodziwości Berlina wobec Polaków. Wielcy politycy może nawet nie wiedzieli o brutalnej germanizacji Wielkopolski, tępieniu słowiańskiej mowy itd. Truman, Attlee i Stalin uznali, że należy zniszczyć dzielnicę Niemiec, której, od wieków, dominującą cechą był militaryzm. Chcieli raz na zawsze zniszczyć pruski kult przemocy narzucony przez Królewiec i Berlin reszcie państw niemieckich, bo to było groźne dla Europy i świata. Nauczeni doświadczeniem obu ostatnich wojen, ale także wiedzą o wcześniejszych dziejach, wiedzieli co robią.

W dobie, gdy obecne elity berlińskie wydają ogromne środki, by pisać historię na nowo, przedstawić Prusy jako „sympatyczne” państwo a Niemców jako ofiary, warto o tym pamiętać. Tym bardziej, że niemieckie instytucje, w tym sądy, znowu zaczęły prześladować polską mowę.

Data 25 lutego 1947 r. powinna zagościć nie tylko w popularnych podręcznikach historii i specjalistycznych opracowaniach. Wszak z tym dniem, pierwszy raz od ponad pół tysiąca lat, od północy nie grozi nam ekspansja.

 

Autor: 
zzz
Źródło: 

plportal.pl

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama