WOLNE MIASTO GDAŃSK? POLAKOM I PSOM WSTĘP WZBRONIONY

Reklama

wt., 07/30/2019 - 14:52 -- zzz

„Zurück zum Reich! Gegen jede verträgliche Willkür” (Z powrotem do Rzeszy! Przeciw traktatowej przemocy) – tak brzmiał podtytuł czołowego organu NSDAP w Gdańsku.

 

Danziger Vorposten, dziennik od 1933 r.

Gdańsk nie był państwem suwerennym, np. nie mógł bez zgody Ligi Narodów zmienić konstytucji ani dowolnie układać stosunki z Polską. Gdyby udało się znieść protektorat Ligi Narodów, Gdańsk stałby się wyłącznie problemem polsko-niemieckim, a Polska miałaby wytrącone instrumenty odwoławcze.
I tak Senat WMG usiłował znieść granicę celną z Rzeszą wbrew postanowieniom Traktatu Wersalskiego. Wydano już nawet rozporządzenia. Jednak wycofano się z tego na skutek silnych sprzeciwów Polski. Od tego momentu zaczęło się piekło dla polskich celników. Co to oznaczało w praktyce?
Nie dopuszczano ich do kontroli dokonywanych poza budynkiem urzędu, uniemożliwiając w ten sposób wykonywanie obowiązków np. w zakresie kontroli w przemyśle budowy statków. Nie powiadamiano o odprawach nocnych. Gdańszczanom z przygranicznych miejscowości zabroniono wynajmowania lokali na mieszkania i biura inspektorów celnych. Niezastosowanie się groziło podpaleniem gospodarstwa.
Bojówki SA napadały i ostrzeliwały polskie placówki graniczne. W Kałdowie, po zdewastowaniu placówki, Polska zwróciła się do władz WMG o powołanie polsko-gdańskiej komisji. Ponieważ Gdańsk odmówił, komisja tylko w składzie polskim przybyła do Kałdowa, gdzie została pobita przez bojówki niemieckie.
Najczęściej do napadów dochodziło na granicy wschodniej WMG, skąd przybywały transporty z bronią.

budynek celny

Zachowany budynek celny w Złotej Karczmie

Dochodziło również do aresztowań, bo policja gdańska twierdziła, że polscy celnicy kolportują ulotki antyhitlerowskie. Aresztowano głównie tych celników, którzy mogli przeszkodzić w transportach broni lub w poruszaniu się incognito niemieckim dygnitarzom i agentom.
Kilka dni przed 13 sierpnia 1939 polski inspektorat został powiadomiony o wyładunku broni ze statku, który potajemnie wpłynął do stoczni. Zarządzono więc nocne patrole od 11 sierpnia. Niemcy jednak nie zamierzali przerwać wyładunku, więc 13 sierpnia patrol został aresztowany pod zarzutem kolportowania antyhitlerowskich ulotek i zwolniony dopiero kilka dni później, po interwencji Komisarza Generalnego RP.
Tak, zdecydowanie, polscy celnicy powinni być w Gdańsku upamiętnieni.

Polski Zarząd Kolejowy w WMG również nie miał łatwo. Nieustannie przeszkadzano mu w administracji i eksploatacji kolei. Mimo, że na kolei pracowało więcej Niemców niż Polaków (2049:1979), zarzucano jej dążenie do polonizacji. W związku z tym dokonywano napadów i bito – nawet do nieprzytomności, jak w przypadku Brunona Gregorkiewicza, zawiadowcy stacji Marynowy. Dochodziło też do aresztowań, np. Leona Grabowskiego i kontrolera ruchu Gdańsk Dworzec Główny – Alfonsa Gariantasiewicza, rozstrzelanych później w KL Stutthof.
Na zdjęciu poniżej ofiara współczesnych, nieustannych pomyłek – Polska Poczta Kolejowa, którą uparcie umiejscawia się w miejscu gdańskiej Postamt.

Polska Poczta Kolejowa

Polska Poczta Kolejowa, obecnie SOK, Podwale Grodzkie

 

 

Polskie szkolnictwo w WMG poddawane było nieustannym represjom. Odmawiano wydawania zezwoleń na wynajem budynków na szkoły i przedszkola, nie przyjmowano polskich dzieci do publicznych szkół z polskim językiem wykładowym. Gdzie te dzieci miały się uczyć po polsku?
Do publicznych szkół powszechnych uczęszczało tylko 1500 polskich dzieci, a powinno ok. 10 000. W związku z tym Gdańska Macierz Szkolna zorganizowała siedem prywatnych szkół powszechnych (750 dzieci), cztery szkoły średnie (dwa gimnazja, Szkoła Handlowa i Konserwatorium Muzyczne – 1000 dzieci) oraz 18 przedszkoli (700 dzieci). Łącznie 4000 dzieci.

Za to – w sierpniu 1937 rodziny posyłające dzieci do Macierzy Szkolnej otrzymały wezwanie do natychmiastowego przeniesienia ich do szkół niemieckich. Gdańskie władze oświatowe uznały bowiem, że to dzieci niemieckie, którym niemieckość odebrała Macierz. Nieprzeniesienie groziło interwencją policji.
Dokonywano również napadów – zarówno na same budynki szkolne i przedszkolne, jak i na dzieci. W Piekle w obronie dzieci stanął jeden z ojców, Józef Borkowski, za co został pobity do nieprzytomności.Na Politechnice Gdańskiej uczyło się 300 Polaków, co stanowiło 20% całego stanu studentów. Skupieni byli w Bratniej Pomocy Studentów Polaków i mieszkali w tym domu na zdjęciu poniżej – Polskim Domu Akademickim. Wyrzucano ich z sal wykładowych, laboratoriów i kreślarni. Tylko dzięki interwencji polskich władz dopuszczono ich do egzaminów końcowych.

Mnożyły się napady również na działaczy polskich, harcerzy i listonoszy roznoszących polskie gazety (ciężkie pobicia kastetem – Marian Gregorowicz kilka miesięcy przeleżał w szpitalu).
Nie było łatwo Polakom w WMG.

Bratniak

Bratniak – Polski Dom Akademicki, obecnie SP 49

NSDAP przeprowadziła również akcję zniemczania polskich nazwisk. Wymyśliła sobie, że jak ktoś nazywa się Cymański, to na pewno jest to spolszczone nazwisko niemieckiego Ziehmann, a Falkowski to Falke. Należy więc te niby stare nazwisko przywrócić. Przygotowano zatem  listę 170 nazwisk jako pomoc w tym przywracaniu.
To samo z niektórymi miejscowościami. Taka Kłodawa, której nazwa pochodzi od kłody, stała się Kladau.
Usunięto polskie herby z ratusza i polskie orły, skąd tylko się dało.
Od 1937 r. był zakaz zatrudniania Polaków w niemieckich przedsiębiorstwach, a zatrudnionych zwalniano. Niedostosowanie się miało swoje reperkusje. Polacy nie otrzymywali też pozwoleń na otwarcie własnego sklepu czy firmy. Zrywano umowy wynajmu w niemieckich domach, a w polskich uniemożliwiono wypowiadanie i eksmisję Niemców poprzez odpowiednie prawo.
Napadano na osoby, które odważyły się wywieszać polskie flagi w czasie świąt. Tylko 3 maja 1938 r. takich napadów odnotowano 100. Interweniował Komisarz Generalny RP.

Fontanna Neptuna

Studnia Neptuna, jeszcze z orłami

 

W miejscach publicznych nie wolno było używać języka polskiego. Polacy mieli zakaz wstępu do lokali niemieckich. Byli z nich wyrzucani i policja w takich przypadkach nie interweniowała. Jedna z kawiarni we Wrzeszczu nosiła dumnie szyld: „Polen und Hunde Eintritt verboten” (Polakom i psom wstęp wzbroniony).
Stosowano kontrolę polskich czasopism, a od marca ’39 już żadnego nie można było kupić, bo po prostu rekwirowano je z ekspedycji bagażowej.
Ta polityka osiągnęła wymarzone rezultaty: w mieście bano się mówić po polsku. Do tego dochodziła działalność niemieckiej służby bezpieczeństwa i tajnej policji.

Autor: 
Anna Pisarska-Umańska
Źródło: 

gdanskstrefa.com

Polub Plportal.pl:

Reklama