Ludwik Kalkstein największy zdrajca w dziejach Polski

Reklama

sob., 04/06/2019 - 15:24 -- zzz

Zmieniał tożsamości jak rękawiczki i umiał wybronić się z każdych kłopotów. W AK kierował własną grupą wywiadowczą. Nikt nie przypuszczał, że ten zaufany człowiek w rzeczywistości współpracuje z Gestapo. Do czasu, gdy wydał na śmierć generała Roweckiego „Grota”. Dlaczego Ludwik Kalkstein zdradził?

 

Powiedzieć, że Ludwik Kalkstein i słynny agent 007 mieli ze sobą wiele wspólnego, być może byłoby przesadą, aczkolwiek nie ulega wątpliwości, że gdyby ten pierwszy nie okazał się jednym z największych zdrajców w dziejach Polski, to obaj panowie w wielu kwestiach mogliby ze sobą konkurować.

Niestety dla historii narodu i państwa polskiego, Kalkstein był postacią jak najbardziej autentyczną, a jego działalność w okresie wojny oraz po jej zakończeniu pod pewnymi względami wręcz prześcignęła osiągnięcia najlepszego szpiega Jej Królewskiej Mości. Wystarczy wspomnieć, że gdy w listopadzie 1981 roku opuszczał PRL jako Ludwik Ciesielski, było to już 16 nazwisko jakie zdążył przybrać.

 

Portret zdrajcy

Ludwik Kalkstein przyszedł na świat 13 marca 1920 roku w Warszawie. Ukończył tam w 1939 roku gimnazjum i we wrześniu wyjechał do Wilna, gdzie rozpoczął działalność konspiracyjną. Już w styczniu następnego roku wysłano go stamtąd z powrotem do okupowanej przez Niemców stolicy. Początkowo był po prostu kolejnym członkiem siatki wywiadowczej. Wkrótce jednak miało się to zmienić.

Kalkstein był zaufanym człowiekiem Roweckiego „Grota” (na zdj.). Nikt nie przypuszczał, że okaże się podwójnym agentem.

fot.domena publicznaKalkstein był zaufanym człowiekiem Roweckiego „Grota” (na zdj.). Nikt nie przypuszczał, że okaże się podwójnym agentem.

Wiosną uruchomił własną grupę informatorów o kryptonimie „Hanka” (nazwaną tak od jego pseudonimu, w skrócie: „grupę H”). W organizacji tej najważniejszymi osobami obok niego byli jego szwagier Eugeniusz Świerczewski oraz przyszła żona Ludwika, Blanka Kaczorowska. Cała trójka –jak miał pokazać czas – okryła się hańbą zdrajców ojczyzny. Jednakże zanim to nastąpiło, 11 listopada 1941 roku Kalkstein został odznaczony Krzyżem Walecznych. Był to chyba jedyny epizod z jego życia, który jawi się w pozytywnym świetle.

Działalność „Hanki” została gwałtownie przerwana z końcem marca lub na początku kwietnia 1942 roku. Kalkstein został wówczas aresztowany. W trakcie przesłuchań przy osławionej al. Szucha miał się załamać i podpisać „cyrograf” z Gestapo.

 

Od momentu zwolnienia w listopadzie 1942 roku Kalkstein, już jako szpieg „97”, podjął się perfidnej roli podwójnego agenta. W kolejnych miesiącach zdradzał Niemcom nazwiska i miejsca pobytu członków Polskiego Państwa Podziemnego. Rezultat jego „dokonań” do końca okupacji był imponujący. W latach 1942–1943, pracując w kierowanej przez SS-Untersturmführera Ericha Mertena komórce, która miała za zadanie rozpracowywać wywiady AK oraz brytyjski, „Hanka” wydał w ręce Niemców ok. 500 ludzi – swoich dawnych przyjaciół, dowódców i współpracowników.

Jednak najbardziej spektakularnym „wyczynem” tego zdrajcy, który spowodował mocne przerzedzenie szeregów polskiego ruchu oporu, było doprowadzenie do aresztowania przez Niemców dowódcy Armii Krajowej – generała Stefana Roweckiego „Grota”.

Inspiracją do napisania tego artykułu stała się powieść Macieja Siembiedy "Gambit", która ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora.

fot.materiały promocyjneInspiracją do napisania tego artykułu stała się powieść Macieja Siembiedy „Gambit”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora.

Nieudolna konspiracja

Jak podkreślają Czesław Brzoza i Andrzej Leon Sowa, była to „bez wątpienia najwybitniejsza postać całego polskiego podziemia, nie tylko wojskowego, ale także politycznego”. Strata Roweckiego, który rankiem 30 czerwca 1943 roku został zatrzymany przez Gestapo, stanowiła więc poważny cios dla AK. Tym bardziej że, co zauważają ci autorzy:

Rzeczywistość okupacyjna nie potwierdziła potocznych opinii o znakomitej zdolności Polaków jako konspiratorów. Polacy chętnie konspirowali, ale generalnie robili to nie najlepiej. (…) Stosunkowa łatwość, z jaką dochodziło do „wsyp” wynikała nie tylko ze sprawności NKWD i Gestapo, ale także z łamania przez członków konspiracji obowiązujących zasad pracy.

Gadatliwość, indywidualizm, rozpolitykowanie, ambicje personalne, wreszcie pijaństwo – cechy dość powszechne wśród Polaków – oraz częste równoczesne uczestnictwo w odmiennych strukturach podziemia nie sprzyjały zapewnieniu bezpieczeństwa tajnej pracy. Zasady konspiracji źle przestrzegane były na najwyższych szczeblach podziemia (negatywnym przykładem jest sam gen. Rowecki), a nawet wśród cichociemnych.

Konspiracja w AK nie była zorganizowana tak dobrze, jak powszechnie sądzono (na zdj. żołnierze AK podczas akcji „Burza” w lipcu 1944 roku).

Konspiracja w AK nie była zorganizowana tak dobrze, jak powszechnie sądzono (na zdj. żołnierze AK podczas akcji „Burza” w lipcu 1944 roku).

A więc można śmiało powiedzieć, iż robota poprzedzająca aresztowanie „Grota” przez Niemców nie była dla Kalksteina i jego towarzyszy aż taka znowu trudna. Równie nieskomplikowana jest jednak również kwalifikacja moralna czynów „Hanki”. W polskim podziemiu obowiązywał bowiem tak zwany Kodeks Moralności Obywatelskiej, swoisty zbiór norm etyczno-prawnych, do których przestrzegania zobligowani byli wszyscy Polacy.

Powstał on w 1941 roku i zawierał kilka interesujących przepisów dotyczących postawy osób takich jak Kalkstein. Otóż dział I tego dokumentu opisywał katalog zbrodni uznawanych za zdradę państwa i narodu polskiego, za które groziła kara śmierci. Wystarczy przytoczyć dwa z sześciu znajdujących się tam punktów, aby zrozumieć dlaczego 25 marca 1944 roku Wojskowy Sąd Specjalny AK wydał na Kalksteina najwyższy wyrok.

Całość Kodeksu była bardzo rozbudowana i dotyczyła wielu sfer życia społecznego. Dlatego też wybitny historyk tego okresu Tomasz Szarota zauważa, iż:

Postulat niezachwianej i bezkompromisowej postawy wobec wroga (…) służył wszak celowi zasadniczemu – obronie substancji narodowej, której groziła zagłada. Nieprzypadkowo mottem, otwierającym tekst Kodeksu, było zdanie: „Największą klęską dla narodu jest jego spodlenie. Prowadzi ono nieodwołalnie do śmierci”.

Niewątpliwie Ludwik Kalkstein spodlił się w sposób nie budzący żadnych wątpliwości.

Namiastka sprawiedliwości

Jakie były dalsze koleje jego losów? Po tym, jak Armia Krajowa wydała na niego wyrok śmierci, wstąpił do SS i… wziął udział w Powstaniu Warszawskim po stronie okupantów.

Kalkstein wziął udział w Powstaniu Warszawskim po stronie okupanta (na zdj. polscy chłopcy walczący podczas Powstania z Niemcami).

fot.Jerzy Tomaszewski/domena publicznaKalkstein wziął udział w Powstaniu Warszawskim po stronie okupanta (na zdj. polscy chłopcy walczący podczas Powstania z Niemcami).

Po zdławieniu zrywu Polaków w dalszym ciągu był na usługach Gestapo, a po wejściu do stolicy Armii Czerwonej uciekł do Krakowa. Po wojnie nawiązał współpracę z nowym okupantem i zamienił czarny kolor munduru SS na czerwony, symbolizujący kolejnego mocodawcę. Waldemar Grabowski, zajmujący się dziejami Polskiego Państwa Podziemnego, zauważa:

Niewtajemniczonym może się wydawać nieprawdopodobne, że ktoś, kto w czasie okupacji był agentem Gestapo, po wojnie stawał się agentem UB. A jednak tak właśnie bywało – ci, którzy zdradzali swoich konspiracyjnych kolegów Niemcom, później nadal donosili na akowców komunistycznym służbom bezpieczeństwa. Przykładem mogą być najbardziej znani polscy zdrajcy czasów II wojny światowej – Blanka Kaczorowska i Ludwik Kalkstein.

Przez kilka lat ukrywał się pod kolejnymi nazwiskami, zmieniając tożsamość i zawód (pracował między innymi jako kierownik szkoły, szef spółdzielni rybackiej czy dziennikarz). Jednak i Kalksteina dosięgła w końcu „sprawiedliwość” PRL. Po aresztowaniu w sierpniu 1953 roku, sąd skazał go na karę dożywocia, która ostatecznie, po obniżeniu, sprowadziła się do jedenastoletniej odsiadki. Zwolnienie „Hanki” z więzienia w 1965 roku oburzyło środowisko byłych żołnierzy AK. Jednakże ówczesne władze stwierdziły, że „ze względów proceduralnych niemożliwe było ponowne wszczęcie postępowania karnego”.

Można zauważyć z pewną dozą sarkazmu, że – choć peerelowskie służby niejednokrotnie stosowały znaną zasadę „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie” – w przypadku Kalksteina nie mogły (lub nie chciały) doszukać się odpowiedniego przepisu, by wznowić śledztwo…

Inspiracją do napisania tego artykułu stała się powieść Macieja Siembiedy "Gambit", która ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora.

fot.materiały promocyjneInspiracją do napisania tego artykułu stała się powieść Macieja Siembiedy „Gambit”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora.

„Szczęśliwe” zakończenie

Ludwik Kalkstein opuścił Polskę na początku lat 80. Udał się do Francji, a następnie osiadł w Monachium. Na ironię losu zakrawa fakt, iż przybrał wtedy nazwisko Edwarda Ciesielskiego, pierwszego męża swojej ówczesnej partnerki, który razem z Witoldem Pileckim uciekł z KL Auschwitz.

Kalkstein zmarł 26 października 1994 roku w Monachium. Przed śmiercią wystąpił do miejscowych władz o przywrócenie pierwotnego nazwiska. Jego grób już nie istnieje, za to złowieszcza pamięć o jego poczynaniach ciągnęła się za nim bardzo długo. Sam generał Kiszczak interesował się nim u schyłku istnienia PRL.

W nowej książce Macieja Siembiedy „Gambit” powieściowy Kalkstein tłumaczy się w następujący sposób ze swojej przeszłości: „To były trudne czasy, wtedy nic nie było jednoznaczne”. Ale czy aby na pewno?

 

Inspiracja:

Inspiracją do napisania tego artykułu stała się powieść Macieja Siembiedy pod tytułem „Gambit”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora.

Bibliografia:

  1. C. Brzoza, A. L. Sowa, Historia Polski 1918–1945, Wydawnictwo Literackie 2006.
  2. W. Grabowski, Kalkstein i Kaczorowska w świetle akt UB, Biuletyn IPN, nr 8-9 (43-44), 2004.
  3. T. Szarota, Okupowanej Warszawy dzień powszedni, Czytelnik 1988.
  4. A. Zadworny, Kalkstein, „Duży Format” (dostęp: 25.01.2019).
Autor: 
Bartosz Staruszkiewicz
Źródło: 

ciekawostkihistoryczne

Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama