Jak traktowano onanistów w szlacheckiej Polsce?

Reklama

śr., 01/22/2020 - 07:10 -- zzz

Seksualność naszych przodków z czasów I Rzeczpospolitej pełna jest zagadek. Jedną z nich był stosunek do masturbacji. Czy potępiano onanistów? Czy i jak ich karano? I co tak naprawdę sądzono o tego rodzaju aktywności? Odpowiedź na te pytania może zaskoczyć.

Trzynastoletni Ludwik XV na portrecie autorstwa Alexisa Simona Belle’a. Już dwa lata później poślubił polską królewnę Marię Leszczyńską. Mimo plotek zaskakujące małżeństwo było skutkiem skomplikowanej sytuacji politycznej i dworskich intryg (obraz ze zbiorów pałacu w Wersalu, nr inw. MV 8497)

W czasach, gdy w Europie Zachodniej masturbację uważano za doskonałą metodę na powiększanie członka, a o Ludwiku XV mawiano, że wcześnie znaleziono mu żonę, gdyż z zapamiętaniem się samozaspokajał, nad Wisłą panowała w tym temacie pozorna cisza. Pozorna, gdyż z zebranych wzmianek można wyczytać całkiem sporo o polskim podejściu do onanizmu.

Plugawcy psotę męską czyniący

Słowo „onanizm” jako określenie na seks z samym sobą zrobiło europejską karierę dopiero w XVIII wieku, a na ziemiach polskich przyjęło się pod koniec tego stulecia. Język polski radził sobie jednak nadzwyczaj dobrze z nazywaniem tej czynności. Najczęściej opisywano ją jako „psotę (rozpustę) męską”, czyli traktowano jako coś praktykowanego jedynie przez męską część populacji.

Psota doczekała się nawet w XVII wieku definicji słownikowej u Grzegorza Knapskiego, jezuity i twórcy leksykonów. Pisał on co następuje: „Psota, cielesność sprośna jednej persony z sobą, pomazanie ciała dobrowolne nasieniem przyrodzonym”. Adam Gdacjusz, XVII-wieczny luterański kaznodzieja ze Śląska, w podobnym duchu wyrażał zdanie „o takiej psocie, to jest o dobrowolnym ciała pomazaniu nasieniem przyrodzonym”. Dla Abrahama Michała Trotza, układającego w 1764 roku „Nowy dykcjonarz, to jest mownik polsko-francusko-niemiecki”, psota była zaś po prostu synonimem „samołostwa”.

Terminami „onanizm” i „samogwałt” posłużył się w Polsce po raz pierwszy tłumacz dzieła doktora Samuela Augusta Tissota zatytułowanego „Onanizm. Roztrząsnienie chorob pochodzących z samogwałtu”. Grzech biblijnego Onana był wcześniej kojarzony raczej ze stosunkiem przerywanym, kontrolą narodzin i aborcją niż masturbacją. Nowe znaczenie pojawiło się na Zachodzie na początku XVIII wieku, w Polsce zaś najpóźniej w 1782 roku. Z powodu częstego wznawiania „Onanizmu” na przełomie XVIII i XIX wieku słowo „psota” zupełnie wyszło z użycia jako określenie masturbacji.

Zanim jednak upowszechniły się takie określenia jak „onanista”, osoby popełniające „psotę męską” nazywano w różnych biblijnych przekładach „(sprośnie) psotliwymi”, „rozkosznikami”, „plugawcami” bądź „pieszczotliwymi”. Do bogatej palety nazw pisarze innych proweniencji dodali samozmaźnika, dzierżykońca i lamparta.

Onaniści polscy

Polscy pamiętnikarze doby baroku raczej nie przyznawali się do praktyk onanistycznych, czym różnili się choćby od swych zachodnioeuropejskich odpowiedników. Z innych źródeł możemy się jednak przekonać, że zachowanie to w Rzeczpospolitej również występowało i było tu znane. Świadczy o tym choćby zapis XVII-wiecznego polityka i poety Jana Andrzeja Morsztyna dotyczący rozmowy z nierządnicą, w której padły następujące słowa ladacznicy: „A ty za moją duszę odpraw się choć w rękę”.

Karol Stanisław Radziwiłł zwany „Panie Kochanku” znany był z wielu ekscentrycznych zachowań. Na ilustracji portret magnata autorstwa Konstantego Aleksandrowicza, 1786 r. (ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie, nr inw. MNK I-220)

XVII-wieczna poetka Anna Stanisławska w swej wierszowanej autobiografii narzekała zaś na to, że jej pierwszy małżonek, kasztelanic krakowski Jan Kazimierz Warszycki, był „lampartem”, czyli „świnią, co się sobą delektował”. Z tego powodu nigdy nie zdołał on dopełnić swej „małżeńskiej powinności”. Zresztą według opisów swej utalentowanej żony Warszycki był monstrualnie brzydkim, umysłowo upośledzonym degeneratem i tyranem, którego w noc poślubną bardziej interesowało łapanie much niż obłapianie żony. Ku wielkiej uldze Anny, dzięki wsparciu dalekiego krewnego, króla Jana III Sobieskiego, udało się unieważnić ten nieskonsumowany związek.

Znany jest też przekaz o publicznym masturbowaniu się, pochodzący w dodatku z kręgów najwyższej polskiej arystokracji. Opis magnackiego lekceważenia dla zasad moralności pozostawił nam Jędrzej Kitowicz. Według jego relacji Karol Stanisław Radziwiłł zwany „Panie Kochanku” onanizował się na oczach licznych świadków w czasie bankietów. Jak dosłownie przekazał speszony pisarz: „Mazał się przyrodzeniem i kazał dawać ognia na pochowanie Radziwiłła jakoby zrodzonego i zmarłego (jaśniej tego tłomaczyć nie mogę, przez wzgląd na uczciwość)”. Co znamienne, nic nie wiadomo o tym, by wzbudziło to odrazę wśród szlachty – wręcz przeciwnie, „Panie Kochanku” pozostał ulubieńcem tłumów.

Społeczeństwo wobec onanistów

Sarmaci – jak się zdaje – traktowali masturbację jako sprawę bardzo prywatną, o której rzadko się mówi, za to milcząco toleruje. Można odnieść wrażenie, że mimo istnienia sankcji religijnych mało kto się nimi w tym zakresie przejmował. Samą psotę uważano raczej za typowy „grzech dziecięcy” i bagatelizowano jego znaczenie. Jednocześnie postępujące opóźnianie wieku zawarcia małżeństwa przez mężczyzn czyniło ją zapewne czymś całkiem powszechnym i tolerowanym również u osób od dawna już dorosłych.

Na takie podejście do masturbacji w I Rzeczpospolitej wskazuje też fakt, że nie wiemy nic o wymierzaniu za ten czyn jakichkolwiek kar czy nawet prowadzeniu śledztw w tym kierunku. Również liczne teksty poświęcone medycynie domowej czy ludowej nie wspominają o tej „dolegliwości” ani ewentualnych sposobach jej leczenia.

Jednocześnie samołostwo – w przeciwieństwie do tego, co pisano wówczas na Zachodzie Europy – nie było uważane za coś szczytnego i na gruncie polskim trudno nie sposób znaleźć jakiekolwiek pochwały masturbacji jako na przykład metody powiększania penisa.

Czytaj więcej

Masturbacja jako grzech i oskarżenie

 

Autor: 
Agnieszka Wolnicka
Źródło: 

tytus.edu.pl

Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama