Prastare mity germańskie w miksie

Reklama

pon., 09/27/2021 - 11:56 -- MagdalenaL

Grafika:picture alliance / akg-images

Kto potrzebuje „Grę o tron” skoro ma Nibelungów? Każda próba interpretacji jest tak heroicznym wyzwaniem, jak zostanie łowcą smoków. Felicitas Hoppe odważyła się na to, i udało się jej jednocześnie zachować balans, pomiędzy kulturą, a popkulturą.

Zaskakującym jest że Nibelungowie, nie zostali sfabularyzowani do tutejszych oczywistych postaci „Gry o tron”. Zaczątek w niemieckiej literaturze i historii kultury, zawsze krył się opowieściach fantasty z prawdziwą rzezią królewską, której sukces nie warunkowały szekspirowskie historie, czy też eposy Tolkiena czy Martina. Będziemy tutaj omawiać głównie mit jako kulturę festiwalową, ale nie jako kulturę przez duże K, bo jest to odległość jak pomiędzy Poznaniem i Warszawą. Dziw, że Nibelungowie nie dotarły jeszcze do Netflixa.

Również nowa pozycja wydana przez Hoppe nie zmieni tutaj nic. Mimo to narodowa saga numer jeden, w porównaniu do seriali w TV, pozostaje w mniejszości oglądalności. Co jest wielką szkodą, ponieważ przy subtelnej estetyce metanaracji Hoppe, opowiadania o opowiadaniu jest niezapomniana. „Ein deutscher Stummfilm” (Niemiecki niemy film – przyp. tłumacza) – tak brzmi tytuł klasycznej ekranizacji Fritz’a Langs’a z roku 1924, w którym też gra, i dzięki temu potencjał rozpoznania materiału staje się znany i tym samym drwiąco komentowany. Ponieważ źródło historii przy wszystkich przekształceniach albo ją zanadto upraszcza i sprawia, że jest bajkowa, a bogatą fabułę aby zredukować do wymaganej w serialu, jest takim przedsięwzięciem jak polowanie na smoki lub szukanie skarbu na dnie Renu. Powieści Hoppe , która zresztą nominowana jest do Niemieckiej Nagrody w kategorii powieść, jest zasadniczo jej ironicznym, niedoścignionym poszukiwaniem prawdy w mitach. Nawet jeśli „Making of Nibylungen” jest teatralną sztuką reżyserską, która idzie z duchem czasu. Teatralna inscenizacją wormserskiej sceny przedstawia główne założenia powieści i zbudowana jest z trzech aktów, dwóch przerw, podczas których aktorzy dzielą się uwagami z publicznością o ich rolach. Jednocześnie również jest przedstawiony spis treści, który pojawia się optycznie jak w filmie niemym: „Kiedy Brunhilda swój prawdziwy kształt pokażę, to publika zacznie tęsknić za swoim demonami”

Pseudoprzesłanie podczas przerwy

Ta powieść ma formę filmu niemego, gdzie nie ma dialogów pomiędzy znanymi nam postaciami. Próbują oni dzielnie poprzez zmieniająca tonację nadać sztuce charakter auktorilany, jednak żadne paplanina i dygresje nie tworzą całości. Żartowanie, stawianie pytań zagadkowych, kostiumy czy nawet opisy scenografii, nie rozwiążą zawiłej fabuły, ale też krytycznie komentują: „ Gdzie w zasadzie podział się smok, za który publika każdego roku płaci z góry? Nie mam nic co do obsady, czy manier aktorów, ale smoka nie ma, a jest on jedynym punktem łączącym. Jako nieodzowna część historii tej, musi się on pojawić przed pierwszą przerwą, na pustej scenie, gdzie walczy on z mężczyzną z mieczem w ręce, o imieniu Balmung.”

Aktorzy. w przeciwieństwie do Hoppe, podczas ich rozmów w czasie pauz są nadęci, przekazując przy tym pseudogłęboki sens ich twórczości, co przypomina raczej niskobudżetowe bredzenie, jak w programach drugiej klasy. Tak też wypowiedź czarnego charakteru sztuki – Hagen- na temat źródeł Renu: „ Biografia rzeki jest czystym teatrem. Geografowie są reżyserami natury, od dawna dawien, jeszcze za czasów Pieśni Niebulngów, Ren i Donau jawią się jako postacie antagonistyczne, nieufni jak dwaj przeciwstawni sobie królowie.”

W swoim miksie mitów ustawia Hoppe średniowieczną pieśń Nibelungów, jako podstawę okazjonalną do obejście wersji dramatu Friedricha Hebbels”a i filmu Fritza Lang’a. Więc ogólnie rzecz biorąc jest sztuka z Worms niż Bayreuth, bardziej popularna niż teatr Wagner’a. Przypomina sztukę sakralną z karnawałową procesją i klaskaniem o uda, a głowy wrogów leżą blisko siebie. Kończy się zawsze jakimś tragicznym wariantem, który toczy się w obydwie strony. Jako przerywniki Felicitas Hoppe zastosowała swoje zwariowane idee, dotyczące przedstawień – podsunęła w miejsce reżysera Pani Kettelhut - Erich’a Kettelhut. Jest ona najbardziej znanym reżyserem, która filmy, takiego znanego architekta dziesiątej muzy Fritz’a Langa, przedstawiała w sztukach teatralnych jako walkę dwojga w grę karcianą, („Bataille Royale”) lub zemstę w kurniku jako slapstickową rzeźnię z tortem w tle. „Program sugeruje swoje przeciwieństwo, poprzez samą swoją wagę” – stwierdza na samym początku. „Każdego roku jest grubszy, nieskończenie wzrasta zawartość, aż do momentu kiedy to nie będzie można go więcej zszyć (jak książki – przyp.), dlatego też na samym końcu sztuki, kiedy to już wszyscy nie żyją, a na scenie nie zwycięzcy a ich głowy są, a reżyser wychodzi i przy aplauzie całej publiczności wyrzuca książkę do Renu.”

Skarb Nibelungów

Tak też poprzez każdy nowy wariant czy też adaptacje, jest przedstawiona zazwyczaj historia zamieniona w żart, który leży na dnie rzeki, i tylko czeka aby znowu wypłynąć. Do kogo właściwie należy skarb Nibelungów, i czy jest on rzeczywiście pilnowany jest dobrym pytaniem, na którego Hoppe sama próbuje odpowiedzieć. Jednak autorka opowieści nie może nazwać się stróżem mitów, a jedynie cichym świadkiem – obserwatorem, który w czasie decydującego mementu wcale nie brał w tym udziału.

Worms zostaje nadal Worms’sem- tak to jest. To stwierdzenie jest odwrotnie proporcjonalne. Ponieważ nic nie jest takie samo jak było, gdy w książkowej interpretacji mitów są one na nowo tworzone i poprzekręcane. Tak też było przy pierwszym opłynięciu świata („Pigafetta” 1999) , czy przy dziewicy orleańskiej („Johanna” 2006), a także przy szczurołapie z Hameln („Hoppe” 2012).

Prawda jest, że mity są trudne do przedstawienia, nie tylko jako lekka wersja serialu, czy też w formie wzniosłej sztuki. Na końcu zawsze jednak jest jednak zawsze upadek całego świata, nawet kiedy podczas przerwy zimne napoje i gumisiowe smoki sprzedawana są. Netflix i tak przedstawi „Kein Cliffhaenger rettet die Niebelungen”.

Autor: 
Richard Kämmerlings, tłumaczenie: Gosia Piotrowska
Polub Plportal.pl:

Reklama