Co się dzieje, gdy dany kraj uznaje muzykę za przestępstwo?

Reklama

czw., 06/02/2022 - 13:04 -- MagdalenaL

Po rewolucji islamskiej w 1979 r. muzyka w Iranie została uznana za przestępstwo. 

Zachodnie piosenki zostały zakazane, sklepy z płytami zniknęły, a sale koncertowe zamilkły.  

Zgodnie z irańskim prawem każdy, kto został przyłapany z muzyką uznaną za „nieislamską” mógł zostać ukarany grzywną, chłostą lub więzieniem za „powodowanie zepsucia na ziemi”. 

Nie przeszkadzało to jednak ludziom w słuchaniu muzyki, wręcz przeciwnie. 

Przed rewolucją Iranem rządził prozachodni, modernizujący się szach (król), Mohammad Reza Pahlavi, który pozwalał na pewien stopień wolności kulturowej.  

Większość Irańczyków, którzy przez całe życie zachwycali się muzyką zachodnią, po prostu słuchała swoich ulubionych zespołów, natomiast ci, którzy urodzili się po rewolucji, byli ciekawi innych kultur. 

„Wszystko działo się w ukryciu” 

Podobnie jak w przypadku nielegalnego rynku narkotyków w Europie, kasety i płyty LP były przemycane do Iranu za oceanu i rozprowadzane wśród ludzi w tajemnicy. 

Najpopularniejszym źródłem muzycznej kontrabandy były kraje sąsiednie, takie jak Turcja i Irak, ale nieliczni szczęśliwcy otrzymywali muzykę od przyjaciół i krewnych z Zachodu.  

„Trudno było uzyskać dostęp do oryginalnych kaset wysokiej jakości” – mówi Darya Hosseini, która w latach 80. była nastolatką. „Zwykle mieliśmy dostęp tylko do kopii innej kopii”. 

„Oczywiście, jakość nie była najlepsza”– śmiała się. „Ale w tamtych czasach jakość była nam jakoś obojętna”. „Wszystko, czego chcieliśmy, to najnowsze wydania”. 

W latach po rewolucji, kiedy rząd islamski zacieśnił swoją kontrolę nad społeczeństwem, zachodnia muzyka była trudno dostępna i droga, a ceny wkrótce podwoiły się, potroiły i poczwórnie zwiększyły. 

Z czasem jednak, wraz z rozwojem czarnego rynku, coraz łatwiej było ją znaleźć. W 1986 r. najnowsze przeboje z Zachodu docierały na ulice Iranu w ciągu zaledwie tygodnia. 

„Na czarnym rynku można było dostać wszystko” – mówi Maziar Bahari, irańsko-kanadyjski dziennikarz i filmowiec. „Nawet najbardziej niszowe rodzaje muzyki”. 

Jego ulubionymi artystami w tamtym czasie byli Led Zeppelin, Pink Floyd i David Bowie, a nastoletni Bahari przez wiele miesięcy religijnie słuchał każdego ranka Immigrant Song Zeppelinów. 

„Wkładałem głowę między dwa duże głośniki i puszczałem je tak głośno, jak tylko mogłem” - mówi. Ku przerażeniu matki, która przychodziła do jego pokoju i kazała mu to ściszyć, bojąc się, że sąsiedzi wezwą policję. 

„Popularność Pink Floyd w Iranie była na zupełnie innym poziomie”– mówi Bahari, „gdyby przyjechali tu nawet teraz, na koncercie byłoby 10 milionów ludzi”. 

„Niektórzy mieli za świętych proroka Mahometa i szyickich imamów, a wielu z nas miało za idoli Davida Gilmoura, Rogera Watersa, Roberta Planta i Jimmy'ego Page'a”, dodaje. 

„Sprzedaż muzyki pop była niebezpiecznym zajęciem” 

Szeroka dostępność muzyki była w dużej mierze zasługą oddanych dealerów, którzy zarabiali na życie, handlując nielegalami w zaułkach i bocznych uliczkach Iranu. W niektórych dzielnicach miasta, gdy przechodziliśmy obok, przypadkowy mężczyzna szeptał: „Kasety, kasety, kasety”, powiedziała Hosseini. Według niej ci sprzedawcy działali jak strażnicy, pokazując ludziom początkujące zespoły i nowe wydawnictwa. „Przez większość czasu otrzymywaliśmy informacje od samych sprzedawców. Kiedy chodziliśmy po ulicach, szeptali nam coś w stylu „Nowy album Metalliki już jest”. Przy tak surowych karach ciągłym zmartwieniem było to, czy sprzedawcom można ufać, ponieważ zawsze istniało niebezpieczeństwo uwięzienia lub zdrady. 

 

„Baliśmy się, a ryzyko było ogromne”– powiedział Hosseini. „Ale to była część procesu. „Po pewnym czasie robienie czegoś, co uważano za nielegalne, stało się zabawne i ekscytujące”. 

„Czuliśmy się jak buntownicy” – dodała. 

Jeden z byłych sprzedawców, który pragnął zachować anonimowość, powiedział Euronews, że zaczął sprzedawać kasety po tym, jak krewny przywiózł mu z USA kasetę Metalliki. 

W domu robił kopie i sprzedawał je znajomym, tłumacząc nawet słowa piosenek na język perski za pomocą słownika. 

„Nic, co przetłumaczyłem, nie miało sensu, ale tamtego lata zarobiłem 200 dolarów” – wspomina. „Zaczynam odczuwać nostalgię”. 

„Muzyka czcicieli diabła”. 

Ale nie wszystko było dla sprzedawców takie proste. 

Po rewolucji pojazdy były rutynowo przeszukiwane w punktach kontrolnych policji. Jeśli znaleziono kasety, przepuszczano je przez duże urządzenie magnetyczne, aby wymazać ich zawartość. 

„Czasami nawet oddawali ci pustą taśmę, a ja próbowałem nagrać ją jeszcze raz” – śmieje się były sprzedawca. 

Ale i tak nie było to łatwe. Gorliwa „policja moralności” polowała na dystrybutorów, wrzucając przyłapanych do więzienia lub nakładając na nich wysokie grzywny. 

W wieku 17 lat Bahari został aresztowany i umieszczony w 30-osobowej celi, w której znajdowali się „mordercy, przemytnicy narkotyków i gwałciciele”, po tym jak przyłapano go w kawiarni z dziewczyną i kilkoma kasetami The Doors i Queen. 

„Policja naprawdę potraktowała to poważnie” – mówi Bahari. „Byłem karcony i obrażany. Nazwali to muzyką czcicieli diabła i powiedzieli, że to uczyni mnie niemoralnym”. 

Jednak mimo wszelkich starań władze nie były w stanie powstrzymać fali kaset i płyt LP przemycanych do Iranu nie tylko przez sprzedawców, ale także zwykłych ludzi. 

Podczas wojny irańsko-irackiej brat Hosseiniego, poborowy wojskowy, przebywał w pobliżu granicy z Irakiem. Tutaj łatwo było znaleźć przemycane zachodnie kasety, koszulki zespołów i inne towary. 

Jej brat, również „wielki fan muzyki”, przywoził dla rodziny muzyczne pamiątki. 

Kiedy Hosseini zdobywała szczególnie poszukiwaną płytę, mówiła, że pokazywała ją koleżankom w szkole, przemykając ją przez ochronę w staniku. 

Muzyka wypełniła pustkę w naszym życiu 

Lata 80. były jednym z najtrudniejszych okresów w historii Iranu.  

Około 500 000 Irańczyków zginęło w krwawej wojnie z Irakiem, a nowy rząd wprowadził twardy reżim islamski i bezwzględnie tłumił wszystkich, którzy mu się sprzeciwiali. 

„Muzyka była dla nas bardzo pomocna psychicznie” – powiedział Hosseini. „Dodawała nam odwagi, kiedy graliśmy ją na naszych tajnych przyjęciach i spotkaniach”. 

„Ta muzyka dla mnie, ludzi wokół mnie i chyba dla większości ludzi w moim kraju nie ma daty ważności” – kontynuowała. „Po rewolucji stała się częścią irańskiej historii”. 

Muzyka nie była tylko ucieczką od trudów życia, ale miała też wymiar polityczny. 

„Kasety magnetofonowe były w Iranie jak broń” – mówi Bahari. „Chomeini [były Najwyższy Przywódca Iranu] używał ich przed rewolucją do rozpowszechniania przemówień i przekazywania ludziom wiadomości, gdy przebywał poza krajem”. 

„Po rewolucji wspólne słuchanie muzyki i tańczenie (...) stało się aktem oporu, ponieważ nie chcieliśmy podporządkować się temu, co kazał nam robić islamski rząd”. 

„To była forma protestu” – dodaje. 

To, co wynikło z tej sytuacji, zostało z Baharim na całe życie.  

„Słuchanie muzyki nie jest dla mnie czymś oczywistym, ponieważ zawsze pamiętam, jak musieliśmy walczyć i zmagać się, aby móc jej słuchać” – przekazał.  

To sprawiło, że Bahari „głębiej zrozumiał”, jak potężna jest kultura w walce z autorytarnymi reżimami. 

„Zacząłem dostrzegać, że muzyka, filmy i obrazy naprawdę rozbijają powłokę dyktatury, wpływając na ludzkie serca i umysły. O ile przekazywanie ludziom wiadomości czy aktywizm polityczny mogą mieć istotny wpływ w krótkim okresie, o tyle oddziaływanie kultury jest o wiele bardziej długotrwałe i głębsze”. 

„Trzeba ją pielęgnować” – dodaje

Autor: 
Joshua Askew /Tłum. Barbara Błażkiewicz
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama