Miasto, w którym śmierć jest nielegalna

Reklama

śr., 09/02/2020 - 10:21 -- MagdalenaL

Z pewnością słyszeliście już o kuriozalnych przepisach prawa rodem z USA jak zakaz częstowania psów i kotów papierosami (Illinois) czy zakaz łaskotania kobiet (Wirginia). Ale czy wiedzieliście, że istnieje norweskie miasteczko, w którym prawo zabrania umrzeć?

Longyearbyen to stolica arktycznego archipelagu Svalbard. Liczy tysiąc osiemset mieszkańców, którzy w ciągu roku muszą zmagać się z wieloma wyzwaniami. W lutym temperatura powietrza w tych rejonach sięga -20 stopni Celsjusza. W czasie zimy panuje tam noc polarna. Przez trzy miesiące w roku pory dnia są praktycznie nierozróżnialne. Na wyspie, na której mieści się Longyearbyen, żyje populacja około tysiąca niedźwiedzi polarnych, co również stanowi zagrożenie dla miejscowych osadników. Kolejnym wyzwaniem są szalejące tam silne wiatry. 

Czy to właśnie po to, by wspomóc motywację tubylców do walki o przetrwanie, wprowadzono w Longyearbyen zakaz umierania? Prawdziwy powód jest nieco bardziej zaskakujący. W 1950 roku przypadkowo odkryto, że pochowane na lokalnym cmentarzu ciała zmarłych nigdy nie uległy rozkładowi. Panująca w miasteczku pogoda sprawiła, że zwłoki zamarzły w nienaruszonym stanie zaraz po złożeniu ich do grobu.

W tym samym roku prawo zaczęło zabraniać jakichkolwiek nowych pochówków na wspomnianym cmentarzu nawet obywatelom, którzy spędzili na wyspie całe swoje życie. Możliwe jest ewentualne pochowanie tam urny z prochami, jednak głównie z powodów logistycznych bardzo niewielu zdecydowało się na tę opcję.

Badania archeologiczne z 1998 roku potwierdziły słuszność tej radykalnej decyzji. Po przebadaniu ciał ofiar epidemii hiszpanki, które spoczywały w grobach już osiemdziesiąt lat, naukowcom udało się wyizolować próbki zdolnego do zakażania wirusa. Oznacza to, że przez cały ten czas nieświadome niczego Longyearbyen żyło tuż obok uśpionej pod ziemią choroby.

Obecnie terminalnie chorzy są przetransportowywani samolotami z wyspy na kontynent, gdzie spędzają ostatnie dni swojego życia. W Longyearbyen nie ma domu starców ani innej instytucji, która roztaczałaby opiekę nad schorowanymi osobami, często więc taka podróż ma miejsce długo wcześniej. Jan Christian Meyer, przedstawiciel Norweskiego Uniwersytetu Nauki i Technologii przyznał w wywiadzie dla The Sun, że w miasteczku dokłada się wszelkich starań, by konający zostali w porę odesłani na stały ląd. 

Co ciekawe, prawie nikt nie umiera, ale też prawie nikt nie rodzi się w Longyearbyen. Miejscowy szpital zdecydowanie doradza ciężarnym kobietom, by skoro zbliży się termin porodu, przeniosły się w okolice centrum norweskiego państwa.

Pomimo trudnych warunków i osobliwego prawa, mieszkanie na archipelagu Svalbard ma wiele zalet. Można prowadzić tam ciche i spokojne życie, z dala od cywilizacyjnego zgiełku. Słynie on również jako miejsce, w którym najłatwiej doświadczyć zapierającego dech w piersiach widoku zorzy polarnej.

Autor: 
Anna Świtała
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama