Wolffsohn pisze dla dzieci

Reklama

pon., 07/19/2021 - 02:18 -- MagdalenaL

Zdjęcie: Beztroskie dzieciństwo w Bambergu do momentu, kiedy Hitler doszedł do władzy. Na zdjęciu: Thea Saalheimer i jej siostry. (zdjęcie ze zbiorów prywatnych)

Nie wszystkie dzieci mają dziadka, który na szybko napisze im książkę. Pięcioro wnucząt historyka Michaela Wolffsohna ma to szczęście. I nie tylko to. Na egzystencjalne pytanie, jak ich przodkowie uciekli z Holokaustu, dostają odpowiedź: to było szczęście w nieszczęściu.

 

Jak wszystkie duże i szczęśliwe rodziny, Wolffsohnowie mają własne pojęcie czasu. Liczą lata przed i po Hitlerze. Michael Wolffsohn urodził się w drugim roku po Hitlerze w Tel Awiwie w Izraelu. Jego otoczenie jest niemieckie, jego rodzice i dziadkowie pochodzą z inteligencji i bogatego mieszczaństwa Berlina i Bamberga. Opuścili nazistowskie Niemcy na czas i przeżyli wielkie mordy. Musieli zostawić wszystko za sobą, ale ich mądrość, życie i jego radość zabrały ich do ziemi obiecanej. „Pomimo wszystko byliśmy w czepku urodzeni” to nazwa najnowszego dzieła historycznego Michaela Wolffsohna, którego premiera jest skierowana do młodych czytelników.

Wbrew temu, co można by podejrzewać, zamordowanie sześciu milionów Żydów nie jest częścią życia rodzinnego Wolffsohnów. „Kiedy nasze dzieci były małe, chcieliśmy je chronić. Jest to konieczne do pewnego wieku”, mówi Michael Wolffsohn ntv.de. Jego troje dzieci również nie zadawało wielu pytań - prawdopodobnie dlatego, że po prostu akceptowały codzienne życie z rodzicami. Teraz trudne pytania i dociekania pochodzą od wnuków. Noe, wówczas siedmioletni, pytał swojego dziadka: Kim był ten Adolf Hitler i dlaczego chciał, aby wszyscy Żydzi zniknęli?

Postanowił znaleźć odpowiednią lekturę. Jednak nie mógł znaleźć nic odpowiedniego dla dzieci. Judith Kerr w „Kiedy Hitler ukradł Różowy Królik”? Bardziej odpowiednia dla młodzieży. „Pamiętnik Anny Frank”? Nie do końca książki dla dzieci, prawda? „Wtedy muszę po prostu zrobić to sam”, powiedział sobie Wolffsohn. „To wyzwanie, którego nie wiedziałem, czy uda mi się je wykonać”. Ponieważ był to „balans na linie”, który autor opisuje tak: „Nie chcę niczego trywializować, a jednocześnie nie chcę programować dzieci w sposób odrzucający od życia i antyludzki”. Oznacza to, że cała prawda zostanie napisana, ale przerażające szczegóły, takie jak komora gazowa, selekcja i egzekucje będą pomijane. W rodzinnej historii rodziny Wolffsohn te luki są uzasadnione właśnie dlatego, że udało im się uciec. Jednak szczęście rodziców i dziadków nigdy nie pojawia się w książce bez ponurego podkładu emocji. „W Tel Awiwie świeciło dla nas słońce, a miliony zagazowano”., powiedział. Dla Wolffsohna oba te aspekty są częścią życia i uważa, że „dzieci mogą to wytrzymać”.

Kryzys wirusowy. Dzieci i wnuki nie mogą już przyjść.

Podobnie jak wszystkie duże i szczęśliwe rodziny, kryzys Koronawirusa tymczasowo oddzielił od siebie Wolffsohnów. W roku 75 i 76 po Hitlerze, lockdown numer jeden i numer dwa wraz z bawarską godziną policyjną, przywiązała bardzo zajętego historyka i publicystę do jego monachijskiej pracowni. Tam miał wystarczająco dużo czasu i spokoju, aby rozwinąć styl narratora, który przemawia do dzieci, które nie mogą już odwiedzać dziadków. „W tym czasie większość Niemców wydawała się być dotknięta nieuleczalną chorobą. Hitler rozpoczął wielką wojnę w 1939 roku. Wojnę, która szalała niemal wszędzie na świecie. Była to II wojna światowa. Pod koniec, w 1945 roku, ziemia została spalona, wioski i miasta zniszczone, niezliczona liczba Żydów, wielu Niemców, a nawet więcej nie-Niemców zginęło. Teraz nikt w Niemczech nie krzyczał „Sieg Heil, mein Führer!”. Przywódca doprowadził świat, Żydów, a także Niemców do katastrofy. I dlatego dziś mówimy: „Nigdy więcej! Nigdy więcej Hitlera! Nigdy więcej nazistów!”.

Mała Thea i rózga zakonnicy

Z dbałością o szczegóły, Wolffsohn opowiada o dzieciństwie swojej matki Thei w Bambergu, z domu Saalheimer. O tym, że zakonnica, która w przeciwnym razie używała rózgi, zdecydowanie radziła tej żydowskiej dziewczynie opuścić Niemcy. Opowiada o locie do Izraela, o tęsknocie za domem, słońcu Tel Awiwu i powrocie do Niemiec. Podczas pierwszego przejazdu przez zbombardowany Berlin, sześciolatek po raz pierwszy słyszy imię Hitler z ust babci. Temat nigdy więcej nie pozwolił mu o sobie zapomnieć.

Rodzina wróciła do Niemiec w 1954 roku, kiedy Michael Wolffsohn miał siedem lat. Wykładał jako profesor historii współczesnej na Uniwersytecie Bundeswehry w Monachium i napisał ponad 30 książek. Wydawca zaleca młodzieżową wersję książki swojej 400-stronicowej kroniki rodzinnej „Niemiecko-żydowskich dzieci urodzonych w czepku” dla czytelników od 11. roku życia. Wolffsohn sam jest odważniejszy i uważa, że pojętne dzieci mogą zrozumieć książkę już w wieku sześciu lub siedmiu lat. Wraz z wnukami wystawił tekst na próbę podczas godziny czytelniczej.

Fakt, że historia niemieckiego upadku nie znika w odmętach przeszłości chroni również przed przekształceniem wydarzeń z historii rodziny. Wolffsohn kończy doświadczeniem swojej wnuczki Anny na szkolnym podwórku katolickiej szkoły podstawowej w centrum Berlina. „Wszyscy Żydzi śmierdzą”, mówi jej kolega z klasy. Nauczyciel reaguje, klasa staje po stronie Anny i młody wróg Żydów zostaje uciszony. Wolffsohn, sceptyk kończy dwoma pytaniami i przekazem do swoich czytelników: „Czy to było szczęście? Czy szczęście pozostało? To zależy tylko od CIEBIE”.

Historyk Michael Wolffsohn wykorzystał czas pandemii, aby poszukać możliwości opowiadania dzieciom. (Fotografia: imago/Uwe)

Autor: 
Barbara Mauersberg / tłum. Sławomir Piechnik
Polub Plportal.pl:

Reklama