Trwały urok zaginionych miast

Reklama

pt., 09/03/2021 - 11:55 -- MagdalenaL

Po erupcji Wezuwiusza Pompejanie natychmiast zaczęli odbudowywać nowe życie w pobliżu (Źródło: Luso/Getty Images)

Opowieści o tajemniczych ruinach od dawna oczarowywały podróżników, jednak w tych opowieściach może kryć się coś jeszcze bardziej fascynującego – i niekorzystnego.

Zagubione i opuszczone miejsca mają potężny wpływ na wyobraźnię

Późne popołudniowe słońce rzucało długie cienie na setki kamiennych twarzy wyrzeźbionych w świątyni Bayon, gdy wspinałem się głębiej w XII-wieczną świątynię w sercu rozległego Angkoru w Kambodży. Niesamowite portrety wyrosły z wież i murów, każdy z pulchnymi ustami wygiętymi w niepokojącym uśmiechu.

To był mój pierwszy dzień w Angkorze i niewiele wiedziałem wtedy o historii miasta. Jednak wędrując świątynia za świątynią, łatwo wpadałem w sidła wyobraźni. W moim umyśle tłumy wiernych niosły ofiary. Dłuta dźwięczały, gdy rzemieślnicy tworzyli wokół mnie wspaniałe arcydzieła, podczas gdy wspaniali królowie paradowali szerokimi alejami wyłożonymi rzeźbami.

„Z tego powodu, że gdzieś już nie istnieje, można je przekształcić w idealno miasto, miasto marzeń” – napisała Aude de Tocqueville w swojej książce Atlas of Lost Cities: A travel Guidde to Abandoned and Forsaken Destination z 2014 roku. „Zaginione miasto jest więc poezją, światem marzeń i tłem dla naszych pasji i meandrów”.


Świątynia Bayon to XII-wieczna świątynia w sercu rozległego miejsca Kambodży w Angkor (Źródło: Sakchai Vongsasiripat/Getty Images)

Rzeczywiście, zagubione i opuszczone miejsca silnie działają na wyobraźnię. Są kocimiętką dla zapalonych podróżników, inspirują do przygody, która napędza wielkie wyprawy oraz opowieści.

Widzimy nasze życie odbite w kamieniach, wyobrażamy sobie intymne dramaty na ich romantycznym, rozpadającym się tle. Jeśli nad wieloma zaginionymi miastami wisi cień nieszczęścia, upływający czas łagodzi nawet to.

„Od prawdopodobnie tysięcy lat ludzie opowiadają historie o dramatycznych krainach poza naszymi granicami – historie o starożytnych cywilizacjach” - powiedziała Annalee Newitz, autorka książki Four Lost Cities: A Secret History of the Urban Age. Ich książka przeskakuje kontynenty oraz tysiąclecia, oferując cztery starożytne miejsca jako lekcje przykładowe w miejskim życiu: Kambodży Angkor; rdzennych Amerykanów kosmopolis Cahokia; Rzymskie Pompeje i neolityczny Çatalhöyük we współczesnej Turcji.

Podczas gdy opowieści o zaginionych miastach tworzą fascynujące opowieści podróżnicze, Newitz twierdzi, że te narracyjne zbyt często przesładzają prawdziwe historie kryjące się za najwspanialszymi miejscami ludzkości.


Współczesne narracje często przesłaniają prawdziwe historie kryjące się za najwspanialszymi miejscami ludzkości (Źródło: ookpiks/Getty Images)

Zdarzyło się to w Angkorze, gdzie spędzałam słoneczne popołudnia wśród ruin. Newitz wyjaśnia, że miasto faktycznie było zamieszkane, gdy francuski odkrywca Henri Mouhot przybył tam w 1860 roku – rzeczywiście nigdy nie zostało ono całkowicie opuszczone – jednak odwiedzający nie mógł sobie wyobrazić, że kambodżańscy przodkowie byli zdolni do takiej wielkości.

„Na pierwszy rzut oka człowiek jest pełen głębokiego podziwu i nie można nie zapytać, co się stało z tą potężną rasą, tak cywilizowaną, oświeconą, autorami tych gigantycznych dzieł?” Mouhot napisał o rozległej dżungli. Spekulował, że Angkor został zbudowany przez starożytnych Greków lub Egipcjan. We Francji, jak wyjaśnia Newitz, jego wizyta została okrzyknięta „odkryciem”.

„Opowieści o zaginionych miastach stały się tak popularne w epoce nowożytnej – począwszy od XIX lub XVIII wieku – ponieważ były naprawdę dobrymi sposobami na ukrycie kolonializmu” – powiedziała Newitz. „Pozwala usprawiedliwiać wszelkiego rodzaju najazdy kolonialne. Powiedzieć, że „to nie jest cywilizacja, która sama sobie dobrze radzi. A dowód, jaki widzimy, jest taki, że oddalili się od jakiejś wielkiej, tajemniczej, zaginionej przeszłości”.”

Odnajdywanie zaginionych miast i cywilizacji było obsesją niektórych europejskich odkrywców i kolonizatorów. Ich szaleństwo było po części napędzane poszukiwaniem najsłynniejszego zaginionego miasta w historii: wyspiarskiego państwa Atlantydy, które po raz pierwszy pojawiło się w pismach Platona. Jego fikcyjna Atlantyda rozkwitała, zanim upadek moralny przyniósł boską karę. Współcześni filozofowie uznaliby tę historię za alegorię, powiedział starożytny historyk Greg Woolf, autor książki Życie i śmierć starożytnych miast: historia naturalna.

„Opowiadanie mitu w celu zilustrowania jakiejś większej prawdy było powszechnie rozumiane” – powiedziała Woolf. „Nie sądzę, aby ktokolwiek poważnie wierzył w istnienie [Atlantydy], ale był to wygodny mit”. Kiedy jednak pisma Platona o Atlantydzie były rozpowszechniane we współczesnych przekładach, znalazły bardziej łatwowierną publiczność.

„Ludzie czytali to dokładnie w tym samym czasie, kiedy ludzie zakładali kolonie w Nowym Świecie” – wyjaśniła Edith Hall w niedawnym wywiadzie dla BBC History Extra Podcast. Nie rozumiejąc pracy Platona, wielu czyta tę alegorię dosłownie, powiedział Hall. „To spustoszyło ich umysły. Wszyscy mówili, że to musi być w Ameryce”.

Kiedy ci europejscy osadnicy zetknęli się z rdzennymi cywilizacjami, pisze Newitz, zmagali się z powiązaniami z tajemniczą przeszłością, często wygodnie ignorując bardzo realne współczesne ludy.


W 1050 r. kosmopolis rdzennych Amerykanów Cahokia był większy niż Paryż (Źródło: Matt Bush/Getty Images)

Tak właśnie stało się w Cahokii, starożytnej metropolii położonej w pobliżu współczesnego amerykańskiego miasta St Louis. Wysokie kopce ziemne dorównują wysokością egipskim piramidom, a na szczycie Cahokii w 1050 r. miasto było większe niż Paryż. Nowoprzybyli Europejczycy mieliby trudności z przyjęciem.

„Podróżnicy i poszukiwacze przygód opowiadali sobie wszelkiego rodzaju zwariowane historie, tak jakby to starożytni Egipcjanie przybyli tutaj, aby je zbudować” – powiedziała Newitz. Wyjaśnili, że był to mit, który służył usprawiedliwieniu kradzieży ziem rdzennych, które powszechnie określano jako „puste”. Tymczasem, podobnie jak w Angkorze, potomkowie budowniczych Cahokii zostali uznani za niezdolnych do takich projektów.

Opowieści o zaginionych miastach mogą również ukrywać inne prawdy, pisze Newitz, na przykład sposób, w jaki starożytni ludzie odkrywali siebie na nowo, kiedy opuszczali swoje miejsce. Katastrofa i upadek są często przedstawiane jako zakończenie historii, ale w Pompejach i Çatalhöyük Newitz odnajduje przebłysk nowych początków pośród wstrząsów społecznych.


Przegrzany gaz wulkaniczny zamienił Pompeje w cmentarz w 79 rne (Źródło: Buena Vista Images/Getty Images)

Po tym, jak przegrzany gaz zamienił Pompeje w cmentarz w 79r. n.e. straumatyzowani Pompejańczycy natychmiast zaczęli odbudowywać nowe życie w pobliskim Neapolu i Cumae. Powołując się na dzieło klasycysty Stevena Tucka, Newitz opowiada, że wielu znanych historyków uchodźców nosiło nazwiska liberti, wyzwolonych niewolników. Podczas gdy rzymskie konwencje były często konserwatywne, zachowując te same nazwy z pokolenia na pokolenie, Tuck zaobserwował istniejący wzór wśród rodzin uchodźców z Pompei. Porzucając swoje stare, imiona liberti, niektórzy zdecydowali się nazywać swoje dzieci po nowych miejscach, do których przybyli, takich jak ruchliwe miasto portowe Puteoli. Tam niektóre nowo przybyłe rodziny nadały swoim synom imię Puteolanus.

To jak przeprowadzka do Londynu z obozu dla uchodźców i nazwanie swojego dziecka „londyńczykiem”, wyjaśnił mi Tuck przez e-mail. „Relokacja dała im taką możliwość i z niej skorzystali”.

A w samych upadających miastach Newitz przedstawia ludzi, których można utożsamiać z podmiotowością, a nie starożytnych poddawanych kaprysowi historii. To właśnie widzą w pozostałościach Çatalhöyük, neolitycznej osady, która kwitła 9000 lat temu na równinie Konya w środkowej Turcji.


Çatalhöyük to neolityczna osada, która rozkwitła 9000 lat temu (Źródło: mycan/Getty Images)

Tamtejsze domy są ściśnięte jak komórki w plastrze miodu, napisali w swojej książce, ze ścieżkami wyjącymi się nad dachami i wejściami wpadającymi przez sufity. Ciepłe wieczory zastały mieszkańców zgromadzonych na dachach, wspólnie przygotowujących posiłki i wykonujących rękodzieło. Ale przy całym twórczym wrzeniu miejskiego życia jest to kompromis. Z biegiem czasu coraz trudniej było pozostać w Çatalhöyük: klimat stał się mniej sprzyjający, a napięcia społeczne rosły.

Podczas gdy wiele opowieści o zaginionych miastach wydaje się niejasnych i mitycznych, Newitz wyobraża sobie porzucenie takich miejsc jak Çatalhöyük jako wynik dobrze uzasadnionego procesu. Z biegiem czasu mieszkańcy Çatalhöyük po prostu zdecydowali się wrócić do bardziej wiejskich miejsc, co jest procesem znanym dziś każdemu mieszkańcowi miasta, który tęsknie przewijał nieruchomości, przywołując wiejskie życie.

Wciąż mamy te wszystkie kulturowe wspomnienia o tym, gdzie byliśmy

„Poszukamy lepszego miejsca i spróbujemy ponownie, spróbujemy nowego eksperymentu, spróbujemy żyć inaczej” – powiedziała Newitz, przywołując rozmowy, które mogły mieć miejsce wokół palenisk neolitycznych. Rodziny wjeżdżały jedna po drugiej, aż w końcu Çatalhöyük było puste.

Ale kiedy mieszkańcy odeszli, każdy zabrał to, co było dla nich najważniejsze. Sztuka, idee i kultura materialna promieniowały na równinę Konya, gdy rodziny zaczynały nowe życie z dala od gęstej osady.

Chociaż Cahokia i wiele innych miast może zostać opuszczonych, w pewnym sensie nie są one dla nas stracone. „Wciąż mamy te wszystkie kulturowe wspomnienia o tym, gdzie byliśmy” – powiedziała Newitz. „To ciągłość aż do samego dołu”.

Autor: 
Jen Rose Smith Tłumaczenie: Karolina Bryndal
Polub Plportal.pl:

Reklama